Recenzja wydania DVD filmu "Ocalony"

Autor: Mateusz Michałek
Korekta: Redil
3 listopada 2014

Jedna z niepisanych zasad muzycznych talent show brzmi, że widzowie najbardziej lubią wokalistów, którzy śpiewają piosenki znane przez oglądających. Nie inaczej jest przypadku producentów filmowych, najchętniej realizujących obrazy, przypominające widzom klasyki kina. Z założenia sprawdzone motywy, nieco inaczej zainscenizowane i z „nową”, „oryginalną” historią powinny zapewnić twórcom sukces. Nie inaczej jest w przypadku Ocalonego, który pod wieloma względami jest prawie tak dobry jak Helikopter w ogniu. Wiadomo jednak, że „prawie” z reguły robi wielką różnicę.

Zrzucona na afgańsko-pakistańskim pograniczu czwórka amerykańskich komandosów z elitarnej jednostki Navy SEALs ma zneutralizować jednego z przywódców Al-Kaidy. Jednak grupa trafia w pułapkę, gdzie zostaje odcięta od jakiejkolwiek pomocy i musi odeprzeć atak kilkadziesiąt razy liczniejszej grupy talibów. Stawiając swe życie na szali, czterech zahartowanych w boju żołnierzy stacza toczy pełną poświęcenia, śmiertelną walkę z wrogiem, czasem i wycieńczeniem.

Ocalony to jeden z filmów, które opowiadają o heroicznej walce amerykańskich „chłopców” o wolność, równość i pokój. Niegdyś, w kinach przeciwnikami wspaniałych i bohaterskich Amerykanów byli naziści, później Wietnamczycy, epizodycznie byli nimi Somalijczycy (Helikopter w ogniu), a obecnie na fali są talibowie. Amerykańscy twórcy z uwielbieniem uderzają w patriotyczny i propagandowy ton, wielokrotnie tworząc dzieła przypominające nachalną reklamę armii. Chlubnym wyjątkiem jest tu z pewnością Pluton Olivera Stone’a , przełamujący schematy i zakłamaną rzeczywistość wojenną. Do filmów propagujących heroizm amerykańskich żołnierzy z pewnością należy jednak Helikopter w ogniu, który choć doskonale zrealizowany, razi politycznymi ustępstwami. Ocalonemu, jak widać, znacznie bliżej do Helikoptera w ogniu niż Plutonu. Co jednak decyduje o tym, że jest on wyłącznie słabszą wersją produkcji Ridleya Scotta?

Twórcy Ocalonego oparli scenariusz swojego filmu na prawdziwej historii, dzięki czemu powinien wzrosnąć realizm fabularny obrazu. Niestety, niejedna fikcyjna historia jest znacznie bardziej emocjonalna i rzeczywista od produkcji Berga. Dziełu reżysera, pomimo interesującej fabuły, zabrakło przede wszystkim polotu i napięcia, które przykułoby uwagę widza. Na ekranie oglądamy natomiast po raz kolejny utarte i znane klisze. Produkcja z każdą minutą seansu wytrąca swój początkowy impet, stając się kinem mocno przewidywalnym i mało intrygującym. Kolejnym problemem obrazu Berga są słabe, czerstwe i zbyt patetyczne dialogi, przez co wypowiedzi bohaterów miejscami sprowadzają się do utartych frazesów ( takich jak „powiedz mojej żonie”, „sam jej to powiesz”, „jeszcze zabijemy razem więcej talibów”), a w innych miejscach rażą ograniczonym emocjonalizmem, nieadekwatnym do tragizmu sytuacji w jakiej znaleźli się bohaterowie. Produkcji wyraźnie brak dobrego scenarzysty, który byłby w stanie dokonać idealnego połączenia rzeczywistego rysu historycznego z elementami fikcji pozwalającego nabrać Ocalonemu pewnej lekkości artystycznej, odcinającej obraz od propagandowej stylistyki.

Gwóźdź do grobu twórców obrazu ,,wbija” obsada aktorska, która podobnie jak Niemcy w 1944 „kładą się” na każdym froncie. Większość aktorów tworzy kreacje przerysowane, zbyt patetyczne i miejscami komiczne. Wahlberg, wraz z kolegami z planu, nie nadają swoim bohaterom realistycznego rysu, ludzi szarpanych strachem, lękiem i wątpliwościami. To posągi bez skazy, przyjmujące z godnością swój tragiczny los.

Ocalony to jednak solidne zrealizowane kino wojenne, pełne efektownych wybuchów, strzelanin i potyczek pomiędzy amerykańskimi żołnierzami a talibami. Reżyser doskonale potrafi uchwycić symbolikę danej sekwencji, jej urzekające piękno i magię. To również obraz przedstawiający naprawdę ważne kwestie, takie jak poświęcenie żołnierzy, ludności cywilnej i śmierć w imię idei tłoczonej z Białego Domu. Berg przypomina również, że nie wszyscy tubylcy są skrajnymi nacjonalistami i talibami. Większość z nich marzy wyłącznie o spokojnym życiu. Ważnym aspektem filmu jest postscriptum, dzięki któremu poznajemy sylwetki pierwowzorów postaci oraz ciąg dalszy historii przedstawionej w filmie.

Wydanie DVD Ocalonego prezentuje się całkiem solidnie, choć wyraźnie brak mu materiałów z planu, unikatowych wyciętych sekwencji lub kuchni filmowej. Otrzymujemy natomiast proste menu w języku polskim, dwie wersje językowe z lektorem oraz polskimi napisami, w których tłumacze nie dopuścili się jakichś specjalnych nadużyć, czy językowych uproszczeń. Na płycie, w formie ciekawostki znajdziemy również zwiastuny premier kinowych oraz filmów dedykowanych na rynek DVD .

Producenci filmowi w USA za przedstawienie propagandowych historii wojennych otrzymują od armii najlepszy sprzęt wojskowy. Przykładem właśnie takiej współpracy jest ceniony przez widzów Helikopter w ogniu oraz pełny niedoskonałości Ocalony. Jednak czego naprawdę zabrakło produkcji Berga, by zapisać się do chlubnej historii kinematografii? Odpowiedź jest prosta : geniuszu Scotta i dobrego scenarzysty. Niemniej, Ocalony pomimo całej krytyki, która go spotkała, to kino ciekawe i sprawnie zrealizowane. Z pewnością warte czasu poświęconego przez widza.


 



blog comments powered by Disqus