Rozbroić polityków

plakat filmu Rozbroić polityków

Pochodzący z Nowej Zelandii Andrew Niccol powoli wyrasta na charyzmatycznego twórcę w bezwzględny sposób obnażającego istotne problemy i bolączki współczesnego społeczeństwa. Jego produkcje zliczyć można na palcach jednej ręki, niemniej wszystkie z nich są przemyślane i warte uwagi. Już w pierwszym swoim filmie (najpoważniejszym gatunkowo ze wszystkich) - Gattaca - Szok przyszłości - wziął się za bary z niebyle czym, bo kwestią genetycznych eksperymentów. W powstałym wg jego scenariusza Truman Show obnażony został charakter współczesnych mediów jak i widzów. Media i kreowana przez nie rzeczywistość to także motyw przewodni wyreżyserowanej przez Niccola prześmiewczej satyry S1m0ne. W swej najnowszej produkcji - Panu Życia i Śmierci - Nowozelandczyk kieruje kamerę w stronę wojen i korzyści, które czerpie z nich człowiek.

Bohater filmu - ukraiński emigrant Jurij Orłow (Nicolas Cage w doskonałej formie) - trudni się nielegalnym handlem bronią. Jego filozofia sprzedaży na myśl przywodzi postać Milo Minderbindera z Paragrafu 22 Josepha Hellera. Podobnie jak on, Orłow nie przywiązuje wagi do tego, co i komu sprzedaje. Ważne by klient był zadowolony, a kabza pełna. Ta, serwowana w mocno doprawionym czarnym humorem sosie, ideologia to kręgosłup, wokół którego Niccol buduje strukturę filmu. Krok po kroku wprowadzani jesteśmy w tajniki trudnego i męczącego fachu jakim jest handel bronią. Nie dość, że główny bohater musi latać z jednego końca świata na drugi, mieć pod ręką pokaźną sumę dolarów na łapówki i od czasu do czasu obcować ze śmiercią, to jeszcze życie zatruwają mu, naiwnie wierzący w wyższość dobra nad złem, agenci Interpolu. Jednak niedogodności te są do zniesienia wobec gigantycznych zysków jakie oferuje ten segment rynku. O tym, że wojna to najlepszy interes, wiadomo przecież nie od dziś.

Celem zobrazowania świata, w którym prowadzi swoje interesy Orłow, twórcy filmu odtworzyli wojenną scenerię dbając nawet o tak niewielkie detale jak łuski po nabojach skrzętnie pokrywające miejsca walk. Niezwykle drobiazgowa scenografia Jean-Vincenta Puzos, dramatyczne zdjęcia Amira Mokri i, bogato okraszona wpadającymi w ucho przebojami, ścieżka dźwiękowa pozwoliły na wykreowanie świata, który, przy całej swojej brutalności, ma w sobie jednak coś z reklamowych folderów biur turystycznych. - Może wycieczkę w ostrzeliwany region Ameryki Południowej? - zdają się pytać autorzy filmu i dają nam do zrozumienia, że konflikt zbrojny stał się dla dzisiejszego widza czymś powszednim. Mamy go w kinach, wiadomościach, gazetach, grach komputerowych. To nieodłączna część współczesnej kultury.

Cynizm oraz moralne zobojętnienie na śmierć i tragedie milionów ofiar wojen poległych od sprzedawanej przez Orłowa broni mogłby i powinny czynić z niego postać odrażającą. - Czy byłaby to jednak odraza właściwie ukierunkowana? - pyta przewrotnie reżyser. Orłow to bowiem nic nieznacząca płotka wobec prawdziwych handlarzy jakimi są Państwa i wybierani przez nas do kierowania nimi politycy. Broń to jeden z głównych towarów eksportowych USA, Rosji, Chin i innych mocarstw zasiadających w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.

Niedawno na ekranach kin gościł wojenny dramat Luisa Maddoki Głosy niewinności ilustrujący problem udziału dzieci w konfliktach zbrojnych. Choć film Maddokiego i dzieło Niccola różni forma to oba dotykają tej samej tematyki: społecznego przyzwolenia na zbrodnie, które rozgrywają się poza naszym horyzontem. Zespół Dezerter śpiewał kiedyś "Wszyscy walczą o pokój, aż się leje krew". Niccole mówi: skierujmy naszą uwagę na naszych politycznych reprezentantów, każmy im skończyć głupie zabawy. Zacznijmy się im przyglądać i zadawać niewygodne pytania. Z tego miejsca niedaleko mu już do niepokornego filmowca-kontestatora Michaela Moore'a. Problem jednak w tym, że większość widzów woli podglądać Trumana Burbanka, a niewirtualną rzeczywistość zostawić własnemu biegowi.


blog comments powered by Disqus