Recenzja filmu "Lucy"

Autor: Hagath

Lucy - tak nazwano jeden z najbardziej kompletnych szkieletów australopiteka, przodka homo sapiens. I właśnie to imię wybrał Luc Besson dla swojej wyjątkowej bohaterki. Nie jest to zwykłe nawiązanie. W języku amharskim imię to oznacza „jesteś piękna” lub „jesteś wspaniała”, co idealnie pasuje do głównej postaci filmu.

O tytułowej bohaterce widz wie dość niewiele. Po raz pierwszy widzi ją na Tajwanie – zwykła dziewczyna, którą nowy chłopak wręcz zmusza do zaniesienia tajemniczej walizki do równie tajemniczego Pana Janga. Cała sytuacja szybko wymyka się spod kontroli, a Lucy wpada w ręce niezwykle niebezpiecznej grupy przestępczej, która później wykorzystuje ją do przemytu nowego, silnego narkotyku, zaszywając woreczek z ową substancją w jej brzuchu. Jednak znów wszystko idzie nie tak, woreczek w ciele dziewczyny pęka, a substancja przyswojona przez jej organizm w ogromnych ilościach sprawia, że Lucy zaczyna odkrywać coraz więcej możliwości swojego mózgu. Jej zmysły się wyostrzają do granic możliwości, a co więcej, stopniowo zaczyna ona kontrolować różne siły fizyki, jak chociażby grawitacja czy fale elektromagnetyczne.

Luc Besson odpowiada m.in. za takie filmy jak Piąty Element czy Leon zawodowiec. Każdy z nich charakteryzował się specyficznym klimatem oraz niezwykle intrygującymi bohaterami. Tak jest również tym razem. W rolę Lucy wciela się Scarlett Johansson, którą prawdopodobnie w twórczości Bessona będzie można nazwać godną następczynią Milli Jovovich z Piątego Elementu. Ciężko bowiem nie dostrzec pewnych podobieństw między tymi dwiema niezwykłymi bohaterkami. Co więcej, również Scarlett Johansson musiała ukazywać swoje emocje głównie za pomocą mimiki twarzy i tak bardzo trudnej gry oczami, bowiem jej bohaterka mówi dość niewiele. Lucy przyciąga uwagę od samego początku, a widz z żywym zainteresowaniem obserwuje jej ewolucję od przeciętnej dziewczyny do prawdopodobnie najbardziej świadomego bytu we wszechświecie.

Aktorzy drugoplanowi i grani przez nich bohaterowie pozornie mają tylko tworzyć tło dla historii Lucy, lecz bez nich ten film nie byłby taki sam. Postać profesora Normana zajmującego się ewolucją i możliwościami mózgu istot organicznych, w którego wciela się Morgan Freeman, zapoznaje widza z podłożem naukowym całej historii i pozwala widzom lepiej zrozumieć, co dzieje się z ciałem Lucy. Nawet Amr Waked grający inspektora Pierra Del Rio ma istotny wpływ na postrzeganie wydarzeń ukazanych w filmie, mimo iż tak naprawdę jego postać niewiele robi. Dość przeciętnie wypada tutaj Min-sik Choi jako Pan Jang, ale z drugiej strony jego brutalny bohater napędza całą akcję oraz odpowiada za to, co przydarzyło się Lucy.

Jednak to nie aktorzy czy ciekawa fabuła czynią ten film wyjątkowym. Są to przede wszystkim montaż, zdjęcia i muzyka. Główna akcja Lucy została uzupełniona wieloma scenami, które niezwykle przemawiają do wyobraźni. Na przykład już na samym początku, kiedy Lucy ma zanieść walizkę do Pana Janga, pojawiają się krótkie, symboliczne ujęcia ukazujące drapieżniki tropiące swoją ofiarę lub myszkę wchodzącą prosto w pułapkę. Tego typu sceny mają niezwykle silny, metaforyczny przekaz i w świetny sposób tworzą napięcie. Historia Lucy jest przeplatana również fragmentami wykładu profesora Normana, co, jak już było wspomniane, przedstawia widzom naukowe podłoże poszczególnych wydarzeń, a także dodaje poszczególnym scenom dość intrygującego klimatu. Wszystko to zostało nakręcone w naprawdę sprytny i umiejętny sposób, co gwarantuje niezłe doznania wizualne. Całość uzupełnia bardzo klimatyczna, przyciągająca uwagę muzyka. To nie jest jeden z tych filmów, w którym soundtrack jest monotonny i daje o sobie zapomnieć tuż po wyjściu z sali kinowej. Każda melodia, każda nuta idealnie podkreśla kolejne wydarzenia i sprawia, że widz nie potrafi oderwać wzroku od ekranu.

Lucy to fantastyka naukowa w pełnym tego słowa znaczeniu. Luc Besson starał się stworzyć jak najbardziej realistyczne podłoże dla całej historii, co zapewne zadowoli przeciętnego laika. Oczywiście potrzebne przy tym były efekty specjalne. Na szczęście nie zdominowały one całej produkcji, a po prostu posłużyły do opowiedzenia tej intrygującej historii. Pod tym względem film jest bardzo wyważony – spokojne momenty przeplatają się z widowiskową akcją. Nie ma wątpliwości, że spostrzegawczy widz dopatrzy się pewnie kilku naciąganych scen, ale zaraz jego uwagę odwróci zjawiskowa Scarlett Johanson czy piękna muzyka autorstwa Érica Serry i Julien Rey. Na minus należy jednak zaliczyć pewien brak oryginalności. Część osób może mieć sporo skojarzeń z produkcją Jestem Bogiem, co odbiera trochę radości z oglądania.

Nowy film Luca Bessona należy zaliczyć do udanych. Intrygująca fabuła i specyficzny klimat obrazu spodobają się szczególnie tym, którzy tęsknią za Piątym Elementem. Nie jest może zbyt nowatorski czy odkrywczy, ale na pewno wyróżnia się na tle pozostałych premier tego lata.


blog comments powered by Disqus