Ryk silników w twoim domu – recenzja wydań DVD i Blu-ray filmu "Mad Max: Na drodze gniewu"

Autor: Damian "Nox" Lesicki
Korekta: Anna Ruszczak
28 października 2015

Mad Max: Na drodze gniewu to bezapelacyjnie najbardziej widowiskowy z tegorocznych obrazów. Bezpretensjonalny film George'a Millera przebojem wdarł się na listy najlepiej ocenianych produkcji 2015 roku i zdobył serca fanów. Prosta, niemal pretekstowa fabuła i praktyczne efekty specjalne okazały się kluczem do sukcesu. Nie jest jednak tajemnicą, że to, co wypada fantastycznie w kinowej sali z kilkumetrowym ekranem i potężnym systemem przestrzennego dźwięku, może nie robić już takiego wrażenia w warunkach domowych. Na szczęście zarówno fabularna, jak i plastyczna warstwa nowego Mad Maxa bez problemu bronią się także na skromniejszym sprzęcie.

Na temat najnowszych przygód Maxa Rockatansky'ego wylano już hektolitry realnego i wirtualnego tuszu. Większość recenzentów zgadza się co do tego, że prostota przedstawionej historii działa wyłącznie na jej korzyść. W swojej pierwotnej wizji Miller planował film całkowicie pozbawiony słów. Warstwa wizualna obrazu miała sprawić, że opowieść o ucieczce z dystopijnej osady i pościgu za zbiegami będzie czytelna nawet bez tekstu. Mimika i gesty aktorów oraz podkreślająca nastrój muzyka odpowiadałyby z kolei za przekaz emocjonalny. Niestety, prawa Hollywood są nieugięte i wytwórnia nie pozwoliła reżyserowi na tak odważny ruch. Mimo tego Miller postanowił skupić się na opowiadaniu historii w pierwotnie zamierzony sposób, dialogi oraz narrację z offu ograniczając do niezbędnego minimum. W efekcie częściej niż słowa, z głośników rozlegają się krzyki, ryk silników i fenomenalna muzyka autorstwa Junkie XL. Posiadacze dobrego systemu nagłośnieniowego mają powód do radości – ścieżka dźwiękowa wgniata w fotel.

Analizy, które pojawiły się po premierze filmu, udowodniły, że prostota fabuły Na drodze gniewu jest pozorna. Jak niemal każde dzieło o postapokaliptycznej tematyce, Mad Maxa odczytywano jako komentarz dotyczący współczesnego świata, a zepchnięcie na dalszy plan tytułowego bohatera i jednoczesne skupienie się na próbie złamania patriarchalnego status quo przez Furiosę doczekało się wielu interpretacji feministycznych. Z rozmaitymi omówieniami filmu można się zgadzać lub nie, jednak sam fakt ich istnienia dowodzi, że dzieło Millera kryje w sobie ogromny potencjał interpretacyjny i nie jest wyłącznie pozbawioną treści ucztą dla oczu.

Nie można jednak pominąć najbardziej oczywistej warstwy filmu, jaką jest obraz. George Miller dokładnie wiedział co i w jaki sposób chce przedstawić. Kadry są skomponowane wyjątkowo precyzyjnie, a dynamiczny montaż, często wykorzystujący efekt przyspieszonego lub zwolnionego ruchu, podkreśla tempo akcji. Fantastycznie wykorzystane popisy kaskaderskie oraz pirotechnika prezentują mistrzowski poziom, zostawiając daleko w tyle wszystko, co w tym roku mogliśmy oglądać na ekranach kin. Niebagatelną rolę odgrywają również podwyższony kontrast i nasycone barwy, które wzmacniają poczucie odrealnienia i obcości świata przedstawionego.

Z kolorami w filmie wiąże się kolejna ciekawostka dotycząca produkcji. Jak wyznał reżyser, już podczas produkcji poprzednich części Mad Maxa rzuciło mu się w oczy, że nakręcony materiał świetnie wypadał w czarno-białej wersji próbnej. Niestety, producenci z Warner Bros. również w tej kwestii byli nieugięci i nie dali Millerowi pozwolenia na nakręcenie monochromatycznego obrazu. Dzięki wydaniu DVD i Blu-Ray, widzowie w końcu mają szansę na obejrzenie filmu w formie zbliżonej do pierwotnej wizji reżysera. Wbrew zapowiedziom, nie udało się na nośnikach cyfrowych zamieścić wariantu pozbawionego barw.  Jednak dla chcącego nic trudnego – wystarczy poświęcić chwilę na zmianę ustawień nasycenia i kontrastu w telewizorze. Warto przeprowadzić taki eksperyment, żeby przekonać się, jak wielki wpływ na odbiór obrazu ma użyta paleta kolorów. Wersja bezbarwna sprawia wrażenie zdecydowanie bardziej surowej i ponurej. Jednocześnie jednak sceny akcji i widowiskowe eksplozje w mocnym kontraście czerni i bieli wyglądają co najmniej równie imponująco, co w kolorze.

Możliwość zobaczenia monochromatycznej wersji Mad Maxa: Na drodze Gniewu to niestety jedyna zaleta wydania DVD. Dystrybutor filmu tym razem postanowił nie rozpieszczać widzów. Po włożeniu płyty do odtwarzacza wita nas standardowe menu w języku angielskim ze statyczną grafiką z okładki w tle – poziom amatorskiego DVD przygotowanego za pomocą darmowej aplikacji.  Film można obejrzeć z polskimi napisami lub niebudzącym zastrzeżeń lektorem. Jedynym materiałem dodatkowym, jaki przygotował wydawca, są sceny usunięte – sztampowy bonus. Pozbawione jakiegokolwiek wprowadzenia czy komentarza trzy krótkie fragmenty nie wpływają w istotny sposób na odbiór filmu.

Wydania Blu-ray nie można nazwać zachęcającym do wyłożenia dodatkowej kwoty na dysk w niebieskim opakowaniu. Oczywiście jakość obrazu jest kapitalna i zostawia DVD daleko w tyle, co ma niebagatelne znaczenie dla produkcji naładowanej efektami specjalnymi. Niedosyt mogą jednak pozostawiać materiały dodatkowe zgromadzone na płycie. Z jednej strony jest ich całkiem sporo – fani mogą z bliska przyjrzeć się wszystkim aspektom powstawania filmu, zapoznać się z licznymi wywiadami oraz niewykorzystanymi scenami. W dodatku całość opatrzono polskimi napisami. Brakuje tutaj jednak czegoś, co zachwyci – możliwości odsłuchania genialnej ścieżki dźwiękowej albo obejrzenia z bliska wybranych modeli aut przemierzających postapokaliptyczne pustkowie. Duży zawód wzbudza także, podobnie jak w wydaniu DVD, statyczne menu główne, gdyż chciałoby się, aby taka produkcja już od momentu włożenia płyty do czytnika atakowała zmysły czymś niezapomnianym i wyjątkowym.

Można powiedzieć, że Mad Max: Na drodze gniewu to prawdziwa "lektura obowiązkowa" dla fanów filmów akcji, postapo, samochodów, pirotechniki i generalnie dobrego kina rozrywkowego, które zachwyca obrazem i może, ale nie musi, mieć drugie, bardziej skomplikowane dno. Przede wszystkim jest to jednak spektakularna produkcja o imponującej warstwie audiowizualnej, która wyciśnie ostatnie soki z najlepszych zestawów kina domowego. Jak najszybciej zaopatrzcie się więc w płytę z filmem. A potem załóżcie skórzane kurtki, otwórzcie kanister benzyny, ustawcie głośność na pełną moc i ruszajcie w drogę. Błyszczący i chromowani.

Ocena wydania Blu-ray – osti



blog comments powered by Disqus