Recenzja filmu "Czarownica"

Autor: Hagath

Studio Disney ostatnio przechodzi istotną przemianę, szczególnie jeśli chodzi o animacje i filmy skierowane do młodszych widzów. Najpierw przyszła nietuzinkowa Kraina Lodu, w której wreszcie nie wszystkie postacie były szablonowe, co więcej - animacja ta miała piękne przesłanie i zupełnie odmienne od wcześniejszych bajek podejście do kwestii związków. Bardzo podobny motyw pojawia się teraz w Czarownicy, która - choć już nie jest tak genialna jak Kraina Lodu - również ma niezwykle wartościowy morał.

Film przedstawia niejako kulisy historii Śpiącej Królewny. Jak sam tytuł wskazuje, skupia się jednak głównie na postaci Diaboliny, ale, co ciekawe, ukazuje ją w zupełnie innym świetle. Przede wszystkim pokazuje jej motywację, ale opowiada też o tym, jak to się stało, że Diaboliną zawładnął gniew i żądza zemsty na królu Stefanie. Disney stosuje tutaj interesujący oraz dość przewrotny zabieg, tworząc postać bardzo skomplikowaną jak na produkcję dla dzieci oraz pokazując, że nie wszystko w życiu jest czarno-białe. Każdy nosi w sobie zarówno dobro, jak i zło, a czasem dramatyczne wydarzenia mogą doprowadzić do utraty panowania nad sobą, co potem jest tragiczne w skutkach.

Twórcy Czarownicy mieli niezwykle trudne zadanie. Musieli w interesujący sposób ukazać historię toczącą się na przestrzeni ok. 30 lat – a wszystko to w półtorej godziny. Dlatego widz szybko zauważy pewien brak płynności. Film jest zlepkiem wielu krótkich scen, ukazujących najważniejsze doświadczenia Diaboliny. Na szczęście historia nie jest na tyle skomplikowana, by się w niej pogubić lub jej nie zrozumieć, niemniej filmowi zapewne przydałoby się kilka dodatkowych minut.

Reżyserem produkcji jest Robert Stromberg, który po raz pierwszy występuje w tej roli. Wcześniej był kierownikiem artystycznym przy takich filmach jak Avatar, Alicja w Krainie Czarów czy  Oz Wielki i Potężny. W Czarownicy wyraźnie widać wpływy z tych wszystkich obrazów, szczególnie w kwestii efektów specjalnych oraz scenerii. Magiczne tereny Kniei, czyli ojczyzny Diaboliny, nie raz skojarzą się widzom z egzotyczną Pandorą, zwariowaną Krainą Czarów lub zaczarowanym Oz. Także w królestwie ludzi dostrzeżemy pewne cechy wspomnianych krajobrazów. Sceneria nie jest więc w żaden sposób oryginalna, natomiast trzeba przyznać, że ponownie jest niezwykle piękna, dopracowana i odpowiednio kolorowa bądź mroczna.

Scenariusz do filmu napisała Linda Woolverton, która pracowała przy takich hitach jak Król Lew czy Piękna i Bestia. Niestety, wydaje się, że znana scenarzystka ma już swoje najlepsze lata za sobą. Czarownica jest bowiem produkcją dość nierówną. Z jednej strony ma niezwykle mądre i świetne wpisujące się w dzisiejsze czasy przesłanie, ale z drugiej -  chwilami scenariusz jest strasznie naiwny lub po prostu słaby. Najbardziej widać to w momentach, które w swym założeniu miały być komediowe, czyli w scenach z trzema dobrymi wróżkami. Disney nie raz pokazywał, że jest w stanie tworzyć filmy, które będą bawić zarówno dzieci, jak i dorosłych. W przypadku wróżek może ich nieporadność rozbawi niektórych najmłodszych, jednak starszych widzów pozostawi bądź z uczuciem zażenowania, bądź z próbą dojścia do tego, z czego powinni się śmiać. Paradoksalnie najzabawniejsze momenty towarzyszą postaci Diaboliny, szczególnie w chwilach, kiedy budzi się w niej ta dobra część charakteru, a sama bohaterka nie bardzo wie, co ma z tym zrobić.

Aktorsko film prezentuje całkiem niezły poziom. Na największą uwagę zasługują tu przede wszystkim Angelina Jolie oraz Sharlto Copley, wcielający się odpowiednio w tytułową Czarownicę i króla Stefana – jej głównego antagonistę. Ich postacie najbardziej przykuwają uwagę, bowiem przez cały film przechodzą prawdziwą ewolucję. Obydwoje widz poznaje jako małe, niewinne dzieci, które jednak w miarę upływu czasu zaczynają wyznawać zupełnie różne wartości. Diabolina staje się Strażniczką Kniei, a po tym, jak zostaje zdradzona prezentuje się nam jako wiedźma z sercem z kamienia, którą znamy ze starszych wersji opowieści. Jednak jej przejście na „złą stronę” jest wielopłaszczyznowe i można by rzec – niepełne. Z kolei Stefan staje się niewolnikiem własnych ambicji, a po tym, jak zostaje królem i na jego córkę zostaje rzucona potężna klątwa – wpada w prawdziwą paranoję, obawiając się Diaboliny tak bardzo, że zapomina nawet o swojej żonie i samym królestwie. Obydwoma bohaterami targają często bardzo różne emocje, a aktorzy, którzy się w nich wcielają, naprawdę świetnie je oddają.

Reszta obsady niestety nie jest już tak wybitna i prezentuje bardzo przeciętny poziom. Szczególnie Elle Fanning (Aurora) oraz Sam Riley (Diaval), choć grają postacie bardzo ważne dla fabuły, nie wyróżniają się kompletnie niczym. Pewnym wyjątkiem jest Imelda Staunton, świetnie wcielająca się w jedną z wróżek, mimo chwilami dość miernego rozpisania jej roli. Jest najbardziej przekonująca wśród drugoplanowych postaci i ponownie pokazuje, że jest aktorką najwyższej klasy.

Najmocniejszą stroną filmu jest jednak jego bardzo mądre, dostosowane do współczesnych czasów przesłanie. Wszyscy pamiętają stare bajki Disneya, w których dziewczyna zawsze była ratowana przez przystojnego księcia, a co więcej – para zakochiwała się w sobie od pierwszego wejrzenia. Jednakże w prawdziwym świecie, przytaczając słowa Elsy z Krainy Lodu, nie można wyjść za mężczyznę, którego zna się jeden dzień. Jest to zachowanie naiwne i totalnie nie przystające do rzeczywistości. Chociaż miłość (w rozumieniu związku kochającej się pary) jest ważna, to nie jest to jedyny rodzaj tego uczucia. Co więcej,  nie pojawia się ona z dnia na dzień, a ewoluuje wraz z rozwojem znajomości i upływem czasu.

Kolejnym świetnym przesłaniem tego filmu jest to, że nie wszystko w życiu jest czarno-białe. Diabolina to postać skomplikowana, którą zdrada przekształciła w żądną zemsty Czarownicę. Jednak te negatywne uczucia są tylko częścią jej osobowości, a bohaterka ma również pozytywne cechy. Nie raz w filmie widać, jak żartuje z innymi, czasami też wręcz ratuje małą Aurorę. Opiekuje się nią z cienia, niczym niewidoczny anioł stróż. Bardzo ciekawa jest również jej relacja z Diavalem, który jest nie tylko jej sługą, ale i przyjacielem, rozumiejącym Diabolinę lepiej niż ktokolwiek inny. Koniec końców okazuje się, że można mieć w sobie odrobinę dobra i odrobinę zła, co jest całkowicie normalne oraz pozwala realnie spojrzeć na świat.

Przez całą opowieść przewija się również problem odmienności. Świat ludzi ukazany jest jako nietolerancyjny, rządzą nim dość prymitywne siły:  pieniądze, władza, chora ambicja. Granicząca z królestwem Knieja jest z kolei ostoją wszelkich dziwnych, magicznych istot. Widz szybko czuje do nich sympatię i nie ma wątpliwości, że strach ludzi przed tym, co odmienne, nie prowadzi do niczego dobrego. Produkcja Stromberga niewątpliwie uczy zrozumienia i otwartości.

W jednym z wywiadów dotyczących powstawania Czarownicy Angelina Jolie powiedziała, że ma nadzieję, że ten film pokaże dziewczętom, że mogą być wojowniczkami niepozbawionymi jednak czułości, kobiecości, głębokiej uczuciowości oraz skomplikowanej natury. Lecz nie tylko one mogą się czegoś nauczyć z tego filmu - mali chłopcy też będą w stanie wyciągnąć jakąś lekcję, chociażby z zachowania króla Stefana. Film niewątpliwie nie prezentuje aż tak wysokiego poziomu jak wspominana Kraina Lodu, lecz każdy rodzic powinien zabrać do kina swoje dziecko lub ewentualnie obejrzeć z nim ten obraz za parę miesięcy na DVD, ponieważ jest to po prostu wyjątkowo inteligentna i mądra opowieść z niezwykle pięknym morałem.


blog comments powered by Disqus