Recenzja "Człowieka ze stali"

Oczekiwania wobec najnowszego filmu z Supermanem w roli głównej były ogromne. To ikona popkultury i jeden z najbardziej rozpoznawanych superbohaterów na świecie. Zack Snyder miał wyreżyserować nowe otwarcie w historii, a patrząc na jego dorobek twórczy (300, Watchmen. Strażnicy) można było spodziewać się czegoś nowego i zarazem odważniejszego. Ostatecznie widzowie otrzymują niezwykle długą, bo trwającą aż 2 godziny 23 minuty opowieść o tym, jak bohater poszukiwał swojego przeznaczenia. W Człowieku ze stali nie mamy jednak do czynienia z ponownym opowiedzeniem dokładnie tej samej historii co w poprzednich filmach czy też serialu Tajemnice Smallville. Twórcy zadbali o to, aby zgodnie z trendem filmów na podstawie komiksów DC, całość była bardziej realistyczna i poważniejsza niż tytuły Marvela – na przykład Iron Man 3 czy Avengers.

Po obejrzeniu pierwszych zwiastunów nadal obawiałam się efektu finalnego. Producentem produkcji był Christopher Nolan (Mroczny Rycerz, Incepcja), który wspomagał Snydera w stworzeniu wizerunku Supermana dostosowanego do współczesnych czasów. I tak, jak można się było spodziewać, to poważna produkcja, podczas oglądania której, widz uśmiechnie się zaledwie parę razy. Znacznie ważniejsze jest bowiem przedstawienie walki Supermana z przeciwnikami. Dużą dawkę akcji oraz nowego ciekawych, świeżych elementów w historii Człowieka ze stali pokazuje już sam początek, ponieważ film zaczyna się od scen na Kryptonie i ukazuje okres od narodzin Kal-Ela do ostatnich dni planety. Całość została świetnie zrealizowana, wizja planety Kryptończyków prezentuje się tak ciekawie, że można by było  nakręcić zupełnie inny film o tej planecie. Russel Crowe jako Jor-El, ojciec Supermana, spisuje się bardzo dobrze, chociaż najbardziej w pamięci większości widzom zapadnie scena z matką małego superbohatera (Ayelet Zurer) i pokazanie zniszczenia jego ojczystej planety. A to dopiero początek tego, co będzie można zobaczyć w Człowieku ze stali.

Gdy głównym przeciwnikiem bohatera są jego rodacy, z góry wiadomo, że będzie się działo naprawdę wiele. Jednak Snyder zaskakuje skalą, w jakiej zostały ukazane walki Supermana z generałem Zodem (Michael Shannon) i jego towarzyszami. Zod w ostatnich dniach Kryptonu chciał uratować planetę wzniecając bunt. Jednak w wyniku tego wraz ze swoimi towarzyszami zostali surowo ukarani. Po latach przybywają na miejsce, gdzie znajduje się Kal-El. Chcą, aby pomógł im w zamienieniu Ziemi w nowy Krypton, dając nadzieję ich ludowi. Ponieważ zadanie Zoda z punktu widzenia Kryptończyków jest słuszne i nie ma w tym nic dziwnego, jako przeciwnik prezentuje się niezwykle ciekawie. Widz rozumie jego poczynania, chociaż nie zawsze się z nimi zgadza. Równie ważną rolę wśród dawnych mieszkańców odległej planety odgrywa Faora-Ul, grana przez niemiecką aktorkę Antje Traue. Styl walki tej bohaterki sprawia, że nie można od niej oderwać wzroku – szybkie, zabójcze ciosy prezentują się świetnie.

Wybór Henryego Cavilla na Supermana okazał się być strzałem w dziesiątkę – aktor dobrze przedstawia rozterki targające tą postacią i posiada klasyczny typ urody, idealnie pasujący do postaci. Więcej wątpliwości budził wybór Amy Adams do roli Lois Lane. Co prawda aktorka zagrała w wielu dobrych produkcjach i ma duży talent aktorski (Fighter, Mistrz, Dopóki piłka w grze), ale znacząco różni się z wyglądu od poprzednich wcieleń Lois. Adams wypada jednak bardzo naturalnie, jej bohaterka jest charyzmatyczna oraz inteligentna. Na dodatek, nie służy tylko i wyłącznie do ratowania jej przez Supermana. Warto również zwrócić uwagę na bardzo dobrą kreację Kevina Costnera jako ziemskiego ojca Clarka.

Fabuła Człowieka ze stali jest poważna, liczne flashbacki z dzieciństwa Clarka ukazują go jako chłopca wyśmiewanego przez rówieśników i niezwykle samotnego. Również jako osoba dorosła próbuje trzymać się na uboczu, podróżować po świecie bez większego celu. Pojawienie się Kryptończyków sprawia, że Superman powoli staje się tym, kim zawsze powinien być. Nie brakuje mu pewności siebie i odwagi, stanowiąc doskonały przykład dla ludzi. Bardzo mocną stroną filmu jest to, że zawarto w nim dużo akcji, co jest przecież znakiem charakterystycznym Snydera. Superman nie boi się latać, a sekwencje jego walk z innymi Kryptończykami zostały zrealizowane po prostu świetnie. Ogromna moc walczących sprawia, że całe otoczenie ulega zniszczeniu – przelatują przez budynki, niszczą pojazdy, dawno nie zaprezentowano w tego typu produkcjach zniszczenia na taką skalę, zwłaszcza przez głównego bohatera. Jednak sam finał lekko zawodzi – pomysł na rozwiązanie całej sytuacji jest dość absurdalny, a jego wykonanie trwa zbyt długo. Wiele kontrowersji wśród fanów wzbudziła jedna scena, mająca ogromne znaczenie dla samej postaci Supermana. Tekst ten nie zawiera spoilerów, dość powiedzieć, że wspominana scena jest doskonałym przykładem tego, jak dostosowano film do czasów współczesnych i trendów w filmach o superbohaterach.

Produkcję można zobaczyć w 2D jak i 3D (również w kinach IMAX), jednak obraz został przekonwertowany na 3D już po nakręceniu, przez co trójwymiarowości nie ma zbyt dużo i o wiele lepszym pomysłem jest obejrzenie tego w 2D. Przy pisaniu o tej produkcji nie można nie wspomnieć o świetnej, podniosłej muzyce Hansa Zimmera. Jego ogromne doświadczenie i talent słychać w każdym utworze.

Człowiek ze stali jest pozycją bardzo dobrą, która zadowoli każdego fana komiksów i tej postaci pod warunkiem, że nie zrazi ich kontrowersyjna scena finałowa. Dobre decyzje castingowe i udany scenariusz zaowocowały produkcją o wiele lepszą od filmu Superman: Powrót z 2006 roku. Kontynuacja przygód Człowieka ze stali została potwierdzona i miejmy nadzieję, że będzie równie udana.  

Człowieka ze stali możecie zobaczyć w


blog comments powered by Disqus