Słodka magia starej szkoły

plakat filmu Słodka magia starej szkoły

Ech, komu z nas nie kręci się łezka w oku oglądając horrory takie jak Egzorcysta, Szczęki czy Halloween… w miejscu tym dodać trzeba, że wymienione przeze mnie filmy to klasyki, które mimo lat na karku, praktycznie się nie starzeją i podczas seansu widz narzeka, że „takich filmów już nie kręcą…”. W tym samym dziesięcioleciu co one, powstało wiele mniej lub bardziej udanych obrazów, a wśród nich omawiany poniżej Manitou. Cóż więc się stało, że nie jest on wymieniany jednym tchem przez fanów filmu grozy wraz z Egzorcystą jako klasyk? Z pewnością jednym z powodów jest, iż Manitou nigdy nie był szeroko dostępny, lecz teraz za sprawą firmy Vision, każdy może go nabyć za jedyne 19,90 w polskich sklepach. Co ciekawe, jest to jedyne jak na razie wydanie tego obrazu na DVD, więc tym bardziej Polacy powinni czuć się wyróżnieni. Cena jednak nie odzwierciedla jakości filmu, gdyż Manitou stanowić może interesujący rozrywkę na weekendowy wieczór – mimo paskudnej okładki odstraszającej potencjalnych nabywców. Ale po kolei…

W roku 1976 wielbiony także w Polsce brytyjski pisarz, Graham Masterton, spłodził małe dziełko literatury grozy, opowiadające o 400-letnim indiańskim szamanie Misquamacusie, którego celem jest odrodzenie się w ciele młodej kobiety, by siać terror we współczesnym świecie. Był to zadziwiająco udany debiut, gdyż książka praktycznie natychmiast wkroczyła triumfalnym krokiem na listy bestsellerów. Niecałe dwa lata później, William Girdler zdecydował się nieco przerobić fabułę i zaadaptować powieść Mastertona dla potrzeb Hollywood. W roli cynicznego jasnowidza-szarlatana, Herry’ego Erskine’a, obsadził Tony’ego Curtisa. Film nie odniósł jednak spodziewanego sukcesu i dość szybko został zapomniany przez krytykę i do dziś żyje tylko w umysłach najwierniejszych fanów prozy Mastertona, będąc przy tym filmem wręcz legendarnym, gdyż do niedawna nieosiągalnym.

Sam film nazwałbym „galopem przez książkę”. Wszystkie ważniejsze wątki powieści zostały oczywiście zachowane, lecz jak wiemy, Manitou pełen był pobocznych, nie mniej istotnych motywów, które po prostu pominięto. Nie wiemy, co jest bezpośrednim powodem nienawiści Misquamacusa do białych, nie wiemy, co łączy Harry’ego i Karen ani nie posiadamy praktycznie żadnych informacji o postaciach, co czyni je obcymi dla nas. Można tak wymieniać bez końca, lecz kto czytał Manitou, z pewnością zauważy różnice bez trudu. Wiadomo już, czego brak, teraz więc słówko o tym, co dzieje się na ekranie. A dzieje się sporo. Od chwili odkrycia guza na ciele Karen podejmowane są próby jego usunięcia, a pierwsza z nich jest jednocześnie najbardziej wstrząsającą sceną w filmie, gdy chirurg sam rani się skalpelem (z pomocą Misquamacusa oczywiście) przy opętańczych krzykach Karen…scen takich jest jeszcze kilka, jak na przykład seans spirytystyczny, podczas którego nasi bohaterowie mają wątpliwą przyjemność „poznania” indiańskiego szamana, czy sekwencja opuszczania ciała Karen przez Misquamacusa. Tu jednak pojawia się kolejna wada Manitou – efekty specjalne wcale nie są takie specjalne. Niski budżet wyłazi tu jak robale po deszczu. Czasem jest to śmieszne, na przykład, gdy masa papierowa imituje zamarznięty korytarz szpitalny, czasem żałosne, jak sekwencja zamykająca film. Budżet nie pozwolił również na to, by Misquamacus zaatakował bardziej odważnie- po kilkudziesięciu minutach gadania o jego potędze, widz może czuć się zawiedziony, gdyż ten nie pokazuje zbyt wiele i magia w filmie ogranicza się do stukania patykami i generowania świetlistych monstrów. Dobrze chociaż, że sam sprawca całego zamieszania wygląda dość niepokojąco. Dialogi również nie rozpieszczają ze względu na swą oszczędność treści i funkcję typową informacyjną w stylu „oby tylko popchnąć akcję do przodu”. Innymi słowy, Manitou się zestarzał, i to bardzo. Nie przeszkodzi to jednak w odbiorze filmu fanom talentu pisarskiego Mastertona oraz miłośnikom old-schoolowych filmów grozy. Wystarczy tylko podejść do wszystkiego przymrużeniem oka i dać Manitou szansę, a z pewnością film odwdzięczy się nam dobrze spędzonym czasem.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus