Witamy w piekle Fabryki Snów – recenzja wydania DVD filmu "Mapy Gwiazd"

Autor: Agnieszka Bukowczan-Rzeszut
Korekta: Joanna Biernacik
8 czerwca 2015

Przez ponad cztery dekady swojej kariery kanadyjski reżyser David Cronenberg dotychczas nie zapuszczał się na południe, by kręcić filmy w zepsutej Fabryce Snów. Tym razem najwyraźniej zwabił go napisany dwie dekady temu scenariusz Bruce’a Wagnera. Na jego kanwie powstała mroczna, pełna czarnego humoru i niezwykle uszczypliwa opowieść o toksycznych, destrukcyjnych relacjach rodzinnych, rozbuchanych ego celebrytów i przeszłości nawiedzającej teraźniejszość. Z typową dla siebie kliniczną precyzją Cronenberg wywleka na światło dzienne biznesowe, społeczne i emocjonalne brudy, skrywane pod hollywoodzkim blichtrem i zamiatane pod kanapy warte dziesiątki tysięcy dolarów.

Film rozpoczyna scena przybywającej z Jupiter(a) Agathy (Mia Wasikowska), całkiem rozmownej i sympatycznej, choć tajemniczej młodej kobiety z oszpeconą twarzą. Nosi długie, skórzane rękawiczki, skrywając jeszcze więcej blizn. Zaprzyjaźnia się z kierowcą limuzyny (Robert Pattison, który zresztą grał wcześniej u Cronenberga pasażera limuzyny – w Cosmopolis) i „wprasza” się do domu starzejącej gwiazdy filmowej, Havany Segrand (Julianne Moore), otrzymując posadę asystentki, zwanej też „popychłem”. Mamy też Benjiego Weissa (Evan Bird), 13-letniego gwiazdora telewizji i kina, którego ostatni film przyniósł prawie 800 mln dolarów zysku, kurę znosząca złote jaja dla swoich rodziców, na odwyku od dziewiątego roku życia. Mały socjopata uważa, że obrzucanie swojego agenta inwektywami w rodzaju „żydowska ciota”, młodszego kolegi z planu „pan cipencja”, a pytanie umierającej w szpitalu dziewczynki „jak tam jej AIDS” to zupełnie normalne, a nawet zabawne rzeczy. Kalejdoskop gwiazd uzupełniają rozchwiana emocjonalnie matka-menedżerka owego „złotego dziecka”, Cristina (Olivia Williams) oraz jego ojciec, Stafford (John Cusack), który zbił fortunę na książkach i programach telewizyjnych poświęconych autoterapii, a po godzinach „leczy” gwiazdy, posługując się w niektórych przypadkach dość dziwacznymi metodami.

Najmocniejszym punktem aktorskim są role żeńskie i kreacje młodych aktorów. Na pierwszym planie świeci jasnym światłem gwiazda Moore, która w swą postać włożyła tyle niegodziwości, pasji i ciętego dowcipu, że Złota Palma dla Najlepszej Aktorki w Cannes i nominacja do Złotego Globu są w pełni zasłużone. Havana jest paskudną babą z rozbuchanym ego, która doprowadza swoje asystentki na skraj załamania nerwowego, mając np. w zwyczaju przyjmować je siedząc na toalecie (po Vicodinie ma się przecież zaparcia, nie ma się czego wstydzić) oraz uprawiając w samochodzie seks z ich chłopakami. O ironio, Havana jest najbardziej nieuporządkowaną, chwiejną, a jednocześnie najbardziej samoświadomą bohaterką, ponieważ zdaje sobie sprawę z nieuchronnie upływającego czasu i swojej utraconej hollywoodzkiej pozycji. Szczególnie przybija ją fakt, że odmówiono jej zagrania w remake'u filmu, za który jej matka otrzymała nominację do Oscara. Oczywiście problemy aktorek u progu menopauzy to w kinie nic nowego, ale Moore pokazała prawdziwą klasę swoją odważną i wiarygodną kreacją. Warto również podkreślić role Olivii Williams jako „Hollywoodzkiej mamuśki”, kompletnie nie zdającej sobie sprawy, że grunt zaczyna usuwać jej się spod nóg i jej syna, którego karygodne zachowanie powinno skutkować wysyłką do szkoły wojskowej z internatem, a potem na misję ONZ do jakiegoś ogarniętego wojną domową kraju.

Choć może zdawać się, że Mapy Gwiazd zupełnie nie wpisują się w dotychczasowy dorobek Cronenberga – to tylko pozory. Na ekranie nieustannie coś się dzieje: lokacje się zmieniają, bohaterowie przenoszą z miejsca na miejsce, oglądamy przyjęcie, na którym dzieciaki piją, ćpają i plotkują, za chwilę wyuzdaną scenę erotyczną, w której Havana angażuje się w trójkąt z inną kobietą i mężczyzną. Z początku otrzymujemy trochę perwersji, chciwości i narcyzmu, ale niezawodny jak zawsze Cronenberg szybko sprowadza nas na mroczne ścieżki dziwactwa i przemocy. Film rozpoczynający się jako ponura satyra zmienia się nagle w groteskową opowieść o wyobcowaniu, wynaturzeniach i szaleństwie, a przecież reżyser Wideodromu w tym właśnie lubuje się najbardziej. Za przykład może posłużyć scena, w której Havana dowiaduje się, że jednak dostanie wymarzoną rolę, bo syn jej rywalki utonął w basenie – i radośnie tańczy na dziedzińcu, choć dopiero co wyła ze wściekłości na wieść o odrzuceniu jej kandydatury. Drugim przykładem jest jedna z końcowych scen przy basenie Weissów, w której oglądamy obraz niemej bezsilności guru autoterapii w obliczu tragedii we własnej rodzinie. Doświadczeni aktorzy, tacy jak Moore, Cusack czy Williams tak kreują swoje postaci, aby nagły, charakterystyczny dla filmów Cronenberga wybuch przemocy był dla widza naprawdę porażający. Niepokojącą atmosferę filmu potęguje złowroga cisza, akcentowana przejmującą muzyką Howarda Shore'a, idealnie wyważa tajemnicę. Za kamerą ponownie stanął Peter Suschitzky, z którym Cronenberg współpracuje od dwudziestu pięciu lat, a który ma na koncie również – między innymi - The Rocky Horror Picture Show czy Imperium Kontratakuje. Oszczędne kadry przekładają się na niezwykle nasycone emocjami ujęcia, które bez wątpienia zmuszały aktorów do nadludzkiego wysiłku, gdy reżyser kręcił poszczególne ujęcia wyłącznie raz. Całości dopełnia mocny, przesycony wulgaryzmami język – Wagner, który sam pracował w Hollywood jako kierowca limuzyny, z pewnością nasłuchał się co nieco od celebrytów.

Za polskie wydanie DVD odpowiada studio Monolith Films i choć pierwsze wrażenie jest naprawdę dobre (oprócz standardowego plastikowego pudełka film otrzymał kartonową okładkę), to wewnątrz już nie ma się czym zachwycać. Menu jest bardzo ładne, to fakt, ale choć w ustawieniach mamy możliwość wyboru lektora lub napisów, co jest dużym plusem, to wśród dodatków dystrybutor uraczył nas jedynie – poza wyborem scen – zwiastunem i szeregiem zapowiedzi (m.in. do Głupi i głupszy bardziej czy Rogi). Brak jest jakichkolwiek dodatków, wywiadów z członkami obsady, usuniętych scen – a przecież wiadomo, że tego typu bonusy są ukłonem w stronę widzą, zachęcają do kupna, a czasem ułatwiają odbiór filmu. Niestety chyba nieprędko doczekamy się zmiany polityki dystrybutora w tym zakresie.

Marlon Brando powiedział kiedyś o Hollywood, że większość osób, które odniosły tam sukces, poniosło porażkę jako ludzie. To piekło narcyzmu, chciwości i rozpasania, w którym tylko potwory są w stanie przetrwać. W dodatku większość domostw w Hollywood nawiedzają wspomnienia dawnych gwiazd i skandali, które manifestują się pod postacią duchów naprzykrzających się żywym – albo może majaków wskutek choroby psychicznej lub leków. Cronenberg bada w ten sposób unikalną, postmillenialną formę rozpadu, którą ochrzcił mianem „przed-śmierci”. W Mapach śmierci rozpada się wszystko: uroda, rodzina, kariera. Cóż więc otrzymujemy na koniec? Złowrogą przypowieść o skrajnych przejawach samouwielbienia Hollywood, zjadliwy atak na bezkrytyczne zawierzenie w moc terapii i jej złego brata-bliźniaka, uzależnienie. To trochę satyra, trochę dramat, a trochę film o duchach. Ale czym by nie był – morał ma prosty: choćby opływać w luksusy i wpływy, nie da się powstrzymać zgnilizny, która toczy od środka. Ogląda się go świetnie – choć z daleka. 



blog comments powered by Disqus