Zbrodnia i bezkarność

plakat filmu Zbrodnia i bezkarność

W wielkim stylu do kin wraca Woody Allen. Wszystko gra to film nietuzinkowy, ironiczny, zaskakujący, a co najważniejsze „allenowski”. Dawno nie oglądaliśmy obrazu, w którym przemieszana byłaby nowoczesność z przeszłością, gdzie spotkanie dwóch światów byłoby tak widoczne. Od lat Allen nie był tak przerażający i bezwzględny, przewrotność godna Macchiavellego.

Instruktor i niedoszła gwiazda tenisa Chris Wilton (Jonathan Rhys Meyers) poznaje w Londynie córkę bogatego biznesmana, młodą arystokratkę, Chloe (Emily Mortimer). Zostaje zaakceptowany przez rodzinę jako kandydat na męża, choć problemem jest jego niska pozycja społeczna. Można to jednak łatwo zmienić. Chris zostaje zatrudniony w przedsiębiorstwie ojca Chloe. Jeszcze zanim wezmą ślub dochodzi do spotkania Chrisa ze swoim szwagrem i jego dziewczyną, zniewalającą Nolą Rice (Scarlett Johansson), początkującą amerykańską aktorką, której jedynym sukcesem był występ w reklamie. Już na pierwszym spotkaniu zaczyna między nimi iskrzyć, na kolejnych wybucha namiętny romans, który przetrwa ślub Chrisa. W międzyczasie Nola rozstaje się z Tomem (Matthew Goode), dzięki czemu ten zakazany związek staje się jeszcze bardziej namiętny. W tle tej historii rozgrywa się dramat Chloe, która pragnie dziecka, by zaspokoić marzenia rodziców o potomku. Wszelkie starania spełzają na niczym. Rozdzielony między oczekiwania żony, kochanki i wymagania stawiane przed nim w pracy Chris postanawia rozwiązać problem…

W jednej z pierwszych scen bohater czyta Zbrodnię i karę Dostojewskiego, Allen nie lubi jednak patosu i kanonicznych rozwiązań. Chris odkłada książkę i podnosi Przewodnik po twórczości Dostojewskiego. Lekki dowcip, mądry, który niesie z sobą nie tylko prosty odruch szczęką, lecz jakieś wskazówki, które mają pomagać w zrozumieniu filmu. Wszystko gra nie jest komedią, raczej thrillerem w oprawie stworzonej z wielu gatunków. Allen przeniósł swój sposób ukazywania miasta z Nowego Jorku na Londyn. Zaledwie za pomocą kilku scen potrafi pokazać Londyn nowoczesny i historyczny, mieszczański i arystokratyczny. Allen czuje się doskonale pośród budynków, potrafi włączyć je do filmu jak kolejnych bohaterów.

Chris z żoną wchodzą do nowego mieszkania. Oglądamy wraz z nimi wysoką antresolę, duże, osłonecznione powierzchnie ścian. Nagle odsłania się przed nami olbrzymie, kurtynowe okno, za którym czai się serce miasta z Tamizą, parlamentem i nowoczesnymi biurowcami. Symbol sukcesu, którego nie osiągnęli własnymi rękami. Wszystko można kupić – widok miasta, sukces, tylko szczęście jest za pieniądze niedostępne. Ale i na to można znaleźć sposób – wystarczy wyeliminować przeszkodę.

Wszystko gra to film o przeciwieństwach, dualizmach, które w ostateczności dają się pogodzić, ale cena zgody jest cena najwyższą. Biedny tenisista i bogata dziedziczka, dziedzic i aktoreczka przegrywająca castingi, Londyn XXI wieku i arystokracja żywcem wyjęta z czasów rewolucji technicznej w XIX wieku, rozedrgane elementy, ścierające się racje i poglądy, każdy inaczej patrzy na świat, i tak też ukazuje nam Allen te sprzeczności. Inaczej wygląda zachowanie bohaterów w każdym z miejsc, inne rzeczy są dla nich ważne. To człowiek dostosowuje się do przestrzeni a nie kształtuje ją dla siebie. Pomiędzy tymi poważnymi składnikami ciasta znalazły się powrzucane przez reżysera rodzynki – sceny przesycone erotyką, dowcipem, czasem prostym banałem, który zyskuje na znaczeniu dzięki rekwizytom. Bo tez i rekwizyty sa ważne – gdy po kilku miesiącach przerwy w romansie Chris przypadkiem spotyka kochankę w Tate Galery, prosi ją o podanie nowego numeru telefonu. Szczęśliwie dla niego żona zajęta jest rozmową z przyjaciółką. Nola wyszeptuje kilkunastocyfrowy numer, którego Chris nie ma jak zapisać, nie ma szans na zapamiętanie, ale potem do niej dzwoni. Scena wywołuje oczywisty uśmiech na twarzy widza, tylko czy nie jest tak, że Allen pokazuje nam – patrzcie, jak ważne są szczegóły, życie trzeba zaplanować w szczegółach… tak samo jak Raskolnikow w szczegółach obmyśla zbrodnię… tak jak Chris Wilton obmyśla… zakończenie filmu. Dostojewskiego jest w tym filmie dużo, choć u niego była zbrodni i kara, u Allena nie jest już to takie oczywiste.

Nowa twarz Allena – Scarlett Johansson to klasyczna, amerykańska blond piękność, twarda i zimna, kobieta modliszka, która zrozpaczona potrafi dokonać rzeczy strasznych. Kolejna „allenowska” bohaterka, femme fatale otoczona przez dżentelmenów wpatrujących się w jej ciało. Mimo, że to ona jest kreowana na gwiazdę Wszystko gra, to Jonathan Rhys Meyers, młody irlandzki aktor może być uważany za prawdziwe odkrycie Allena – rewelacyjna sugestywność, wyczucie akcji, tysiąc twarzy i każda nieprzenikniona. Nigdy nie można być pewnym, że Chris Wilton mówi prawdę, nie zdradza się z tym żadnymi gestami. Znany m.in. z Bend It Like Beckham i Aleksandra aktor stworzył w Wszystko gra postać potwora, którego chwilami ciężko nie lubić. Nie można jednak ukryć, że głównym bohaterem filmu jest Woody Allen, którego wszędzie dużo – w scenografii, scenariuszu, sposobie robienia zdjęć.

O klasie filmu mogą świadczyć nominacje do czterech Złotych Globów, nominacja do Oscara w kategorii scenariusz oryginalny, nominacja do Cezarów, oklaski w Cannes. To prawdopodobnie jeden z najlepszych filmów tego roku, a z pewnością najciekawszych. Balansowanie pośród kiczu, tandetnej historyjki z akcentami godnymi mistrzostwa filmowego.


blog comments powered by Disqus