Rewolucje na gorąco

plakat filmu Rewolucje na gorąco

Idąc na trzecią część Matriksa byłem pełen obaw, zwłaszcza po obejrzeniu części drugiej.
Film jest wyraźnie uzupełnieniem i rozwinięciem filmu Matrix - Reaktywacje, co potwierdza krążące teorie o tym, że bracia Wachowscy nakręcili jeden film, a potem go przekroili na mniej więcej równe części.
I tu pojawia się pierwsza istotna różnica. Rewolucje są bardziej napełnione akcją i znacznie mniej w nich filozofii niż w Reaktywacjach. W związku z tym film jest bardziej widowiskowy.
Efekty rzeczywiście są niesamowite, tak samo sposób kręcenia scen walk i bitew. Jak łatwo się domyślić, dochodzi do bitwy w obronie Zionu przed Strażnikami. Jest to jedna z istotniejszych scen w filmie i robi niesamowite wrażenie. W Rewolucjach, jak można było się spodziewać, następuje wyjaśnienie wszystkich (albo prawie wszystkich) zagadek i niejasności z poprzednich części. Wyjaśnia się, dlaczego Neo (Keanu Reeves) potrafił zatrzymać Strażników, mimo że nie znajduje się w matriksie, tylko w realnym świecie.
W zwiastunach można było zobaczyć, że dochodzi do decydującej walki Neo (Keanu Reeves) z Agentem Smithem (Hugo Weaving). I jest to walka, jakiej jeszcze w kinie nie widziałem. Zarówno od strony efektów, i jak i sposobu jej nakręcenia. Co ciekawe - jest to jedna z niewielu walk wręcz.
Jest też walka podobna, a może nawet lepsza niż walka w lobby siedziby agentów w pierwotnym Matriksie.
Jak można się było spodziewać, będzie i typowy amerykański patos w stylu przemówienia prezydenta w Dniu Niepodległości, i maszyny bojowe podobne do tych z Gwiezdnych wojen, i miłość między Neo (Keanu Reeves) i Trinity (Carrie-Ann Moss), ale mimo pewnych fragmentów, które mogą niektórych znudzić, bądź wydać się zbędne, całość ogląda się dobrze. Jest też sporo ciekawych dialogów i gier słownych.
Nie jest to oczywiście film na miarę pierwszego Matriksa, ale jest znacznie lepszy od Reaktywacji - moim zdaniem jest mniej scen zbędnych. MATRIX był wspaniałym filmem ze względy na treść (pomysł świata wirtualnego) i na efekty. Przy sequelach trudno przeskoczyć pierwowzór, można go tylko dogonić. Nie dotyczy to oczywiście efektów i strony technicznej, bowiem biorąc pod uwagę upływ czasu i rozwój nowych technologii należy się spodziewać czegoś nowego i jeszcze bardziej widowiskowego.
Keanu Reeves zagrał Neo, jak w poprzednich częściach, dobrze i ciekawie, Carrie-Ann Moss podobnie zagrała Trinity. Grający Morfeusza Larry Fishburne nadal okazuje swoją wiarę w Wybrańca, ciekawą przemianę przechodzi filmowa Niobe (Jada Pinkett Smith). Monica Bellucci (Persefona) pojawia się na krótko, podobnie jak grający Merowinga Lambert Wilson, i jak zwykle wygląda olśniewająco. Persefonę opisano w scenariuszu "seks i śmierć w ciele kobiety, noszącej garnitur z latexu" - i tak też wygląda Monica Bellucci.
Mimo pewnych niedociągnięć film ogląda się dobrze i moim zdaniem warto go zobaczyć.


blog comments powered by Disqus