Soundtrack "Matrix Rewolucje" - recenzja


No i wreszcie możemy zobaczyć w kinie trzecią odsłonę Matrixa. Film jaki jest każdy widzi. Inaczej rzecz się ma z muzyką. W żadnej części nie za wiele jej słychać. Na pierwszy plan wychodzą efekty dźwiękowe i piosenki. Chociaż żeby być obiektywnym, to nie ma ich znowu aż tak wiele. Ale interes musi się kręcić, stąd w przypadku pierwszej części światło dzienne ujrzał najpierw album z muzyką inspirowaną filmem, gdzie można było znaleźć tych kilka piosenek. Coś w sam raz dla maniaków ostrego techno. Jakiś czas później ukazał się wydany przez osławione Varese Sarabande krótki albumik (30 minut) z muzyką instrumentalną oddający dość wiernie to co można usłyszeć w filmie, jednakże pomijający kilka naprawdę ciekawych utworów (jak ten kiedy Morfeusz uczy Neo sztuk walki, czy finałową ucieczkę Neo przed agentem Smithem). Dodam, że oryginalnie do Matrixa nagrano prawie 90 minut muzyki. Druga część Matrix Reloaded prezentowała się pod tym względem odrobinę lepiej. W ramach jednego wydawnictwa dostaliśmy dwie płyty - jedna z piosenkami, druga z muzyką instrumentalną. Całe 40 minut, z tego zaledwie 25 to oryginalne kompozycje Daviesa. Reszta to znaczący wpływ Juno Reactora i Roba Dougana. Brzmi to wszystko nieźle i może wzbudzić zainteresowanie, ale znowu oryginalnie zostało nagrane około 100 minut muzyki instrumentalnej. Ha, zapytacie gdzie jest reszta, ano na bootlegach. Jeżeli ktoś stał się szczęśliwym posiadaczem dvd (Matrix) z pierwszego albo czwartego regionu to znalazł tam wyizolowaną ścieżkę dźwiękową. Gratka dla fanów. Nadzieja pojawiła się wraz z częścią trzecią, kiedy oficjalnie potwierdzono, że soundtrack będzie zawierał tylko instrumentalne kompozycje.

Muzykę  z Matrixów krytycy określają mianem postmodernistycznej. Minimum melodii, maximum atonalnych dźwięków. Nie wszystkim może to przypaść do gustu. Don Davies dostał bojowe zadanie od braci Wachowskich stworzenia czegoś nowego, niepowtarzalnego. Zadanie udało mu się zrealizować tylko połowicznie. Bo już Michael Kamen swego czasu zasmakował w czymś bardzo podobnym. Muzyka do Szklanych Pułapek, Zabójczych Bronii, pierwszy X-men, Event Horizon była strasznie niemelodyjna, zagmatwana, bardzo agresywna. A przy tym grana przez orkiestrę. Czasami pojawiał się jakiś króciutki temat, ale zaraz ginął w kakofonii dźwięków. To się świetnie sprawdzało w przypadku filmów akcji, gdzie zdarzenie goni zdarzenie i sprawdza się w przypadku Matrixów. W filmie możemy jej nie zauważyć, ale dlatego wartości nabiera przy odsłuchiwaniu płyty. Świetnie oddaje klimat filmu i nie znudzi. Brak melodii i głównych tematów wymusza na kompozytorze cały czas rozwijanie swoich pomysłów i tworzenie nowych muzycznych rozwiązań dla poszczególnych scen. Film spina muzycznie jeden zaledwie kilku taktowy motyw pojawiający się na początku, a później w każdym momencie kiedy bohaterowie ujawniają swoje niezwykłe możliwości w świecie matrixa.

Na  ścieżce dźwiękowej znajdziemy ponad 60 minut (ze 110 nagranych) muzyki i tylko jedną piosenkę (graną w klubie Francuza). Davies zmienił się trochę od czasów pierwszej części - jego kompozycje, pomimo nadal cechującego je chaosu, są teraz bardziej zwarte, rytmiczne. Stały się też, z powodu rozwoju całej historii, bardziej rozbudowane (większa orkiestra, chór śpiewający tekst w Neodammrung), pompatyczne (Men in Metal), oddające bardziej epicki charakter całej historii (Niobe's Run, Moribund Mifune). Nadal nie doszukamy się żadnego większego tematu przewodniego, ale pojawiły się cieplejsze nuty. Zapoczątkowany już w Matrix Reloaded temat miłosny dla Trinity i Neo teraz możemy posłuchać w pełnej krasie w The Road to Sourceville i Trinity Definitely. Przedostatni Spirit of the Universe przynosi ze sobą i chłopięce solo i chór i wielki finał z wyłaniającą się melodią niosącą świeże tchnienie i nadzieję dla całej trylogii. Brzmi to naprawdę potężnie i słucha się tego bardzo przyjemnie. Jeśli dodać, że w końcu możemy posłuchać tych znanych nam klimatów Kung Fu w Tetsujin i ciekawej przeróbki Neodammerung dokonanej przez Juno Reactora w Navras z zastosowaniem etnicznej perkusji i indyjskich wokaliz to myślę, że ten soundtrack jest godny polecenia wszystkim fanom muzyki filmowej, nawet tym, których nieusatysfakcjonował ani Matrix, ani Matrix Reloaded.



blog comments powered by Disqus