Recenzja "Facetów w czerni 3"

Autor: Hagath

Po dziesięciu latach przerwy Faceci w czerni nareszcie powrócili. Tajni agenci odpowiedzialni za kontakty z obcymi ponownie bawią i wzruszają, a do tego pierwszy raz robią to w 3D. Czy jednak nadal są w formie?

Niebezpieczny kosmiczny przestępca ucieka z tajnego więzienia umieszczonego na Księżycu. Pragnie jednego – zemsty na agencie K (Tommy Lee Jones) i odwrócenia biegu historii. W tym celu przenosi się w czasie, by naprawić swe błędy i unieszkodliwić znienawidzonego członka tajnej agencji na zawsze. Kiedy mu się to udaje, a agent K znika z pamięci wszystkich, tylko agent J (Will Smith) jest w stanie uratować Ziemię przed grożącym jej niebezpieczeństwem.

Już od pierwszych sekund twórcy filmu puszczają oko w stronę widzów. Ponętna Nicole Scherzinger wnosi do tajnego więzienia MIB wściekle różowy tort i udaje się wprost do celi niebezpiecznego przestępcy. Od razu wiadomo, że humor produkcji będzie dość niekonwencjonalny, ale zachowujący klimat poprzednich części. Niestety, pozytywne wrażenie szybko znika. Film okazuje się być strasznie nierówny. Owszem, znajdziemy w nim sporo zabawnych scen, jednak trzeba zaznaczyć, iż nie trafią one do każdego widza. Nie zabraknie też pełnych sentymentu, wzruszających i zmuszających do myślenia wydarzeń, jednakże chwilami akcja w Facetach w czerni 3 zbytnio zwalnia, a przez pierwszą część filmu widz może się chwilami czuć nieco znudzony.

Dużym plusem jest sposób, w jaki przedstawiono rok 1969 i jak porównano go ze współczesnością. Twórcy filmu kapitalnie pokazują, jak długą drogę przebyła ludzkość od tego momentu. Koniec lat sześćdziesiątych to bowiem nie tylko czas hipisów oraz pierwszego lotu w kosmos. To także lata wciąż pełne rasizmu i różnic klasowych. Okres ten został ukazany z lekkim przymrużeniem oka, jednak nie zapomniano o najważniejszych jego problemach. Zaprezentowanie ich w nieco zabawnej formie wbrew pozorom sprawiło, że można na nie zwrócić większą uwagę.

Spośród aktorów najlepiej sprawdzili się Tommy Lee Jones oraz Josh Brolin. Obydwaj grali rolę agenta K – odpowiednio starszej i młodszej wersji. Współczesny, dojrzały Facet w czerni ponownie bawił swoją powagą i prostotą. Josh Brolin jako K z lat sześćdziesiątych był natomiast wprost fenomenalny. Świetnie zagrał pewne przyzwyczajenia znanego nam agenta, a jednocześnie wniósł do obrazu tej postaci więcej życia. Fanom Facetów w czerni powinien się spodobać również Michael Stuhlbarg, który wcielił się w rolę kosmity Griffina. Jego pojawienie się jest swoistym przełomem w odbiorze całej produkcji, ponieważ, kiedy można już myśleć, iż trzecia część serii nie potrafi utrzymać równego poziomu, pojawia się ten nierozgarnięty obcy, który rozbawi i rozczuli niejednego widza.

Najgorzej wypadł niestety Will Smith jako agent J. Aktor chwilami robi się irytujący przez swoje ciągłe dowcipkowanie i pajacowanie. Zamiast bawić – męczy. Ponadto, w filmie zabrakło dwóch bardzo ważnych elementów. Pierwszym z nich są Robale. Śmieszne, małe, sprośne istotki pojawiły się może ze dwa razy w ciągu całej historii. Co gorsza, i to będzie ów drugi element, ani razu nie pojawił się mops Frank! Postacie te może nie były nigdy najważniejszymi elementami fabuły, ale to właśnie one najbardziej bawiły widzów. Jest to ogromne niedopatrzenie biorąc pod uwagę, iż trzecia część serii ma być ostatnią.

Zaletą Facetów w czerni 3 jest to, że twórcy filmu w całkiem zręczny sposób zamknęli całą trylogię. Przede wszystkim, ukazano przeszłość agenta K, dzięki czemu widz może lepiej zrozumieć charakter tej postaci. Ponadto, dowiadujemy się wiele również o innych bohaterach. Niektóre sceny mogą nawet diametralnie zmienić sposób postrzegania wszystkich dotychczasowych filmów z tej serii.

Podsumowując, jeśli ktoś widział wcześniejsze części Facetów w czerni, ma do nich pewien sentyment, a także dobrze czuje się w klimacie quasi-komediowego s.f., trzecia część serii jest jak najbardziej dla niego. Do produkcji trzeba podejść z dystansem, inaczej może nie spełnić pokładanych w niej oczekiwań. W porównaniu do poprzednich części, tej jest bliżej do słabszej dwójki niż do przełomowej jedynki. Humor występujący w filmie bywa specyficzny i należy jasno powiedzieć, że nie każdego zadowoli. Ogólnie Faceci w czerni 3 to produkcja dobra oraz godna polecenia, ale niestety – nie dla wszystkich.


blog comments powered by Disqus