Alterglobalista z Marsa

plakat filmu Alterglobalista z Marsa

Argentyński obraz Marsjanin Mercano to kolejna w tym roku, po estońskim filmie 007 przygód Franka i Wendy, pełnometrażowa animacja dla dorosłych, która trafia na polskie ekrany. Mimo tysięcy kilometrów, które dzielą oba kraje, problematyka obu filmów jest podobna i ogniskuje się na ingerencji wielkich korporacji w życie zwykłych obywateli. Język Marsjanina Mercano to nie język polemiki z ideologią globalizacji, lecz, przepełniona anarchizującym czarnym humorem i opowiedziana mniej lub bardziej wprawną kreską, kontestacja.

Mercano wyglądem przypomina swoich pobratymców z pamiętnego filmu Tima Burtona Marsjanie atakują!, w przeciwieństwie do nich jest jednak samotną, wrażliwą istotą, którą to grupa Ziemian podstępem wykorzystać pragnie do zwielokrotnienia zysków własnej korporacji. Sięgając po bohatera "z zewnątrz" i przydając filmowi otoczkę s-f argentyńscy twórcy w pewien sposób zobiektywizowali rzeczywistość i stworzyli, pełną trafnych spostrzeżeń, opowieść o problemach współczesnej cywilizacji. Choć ostrze filmowej satyry wymierzono tu głównie w korporacjonizm i konsumpcyjne rozpasanie, to dostaje się także "niedzielnym" antyglobalistom, którzy kontestację traktują jako rodzaj autokreacji. Jedyną "czystą" istotą okazuje się dziecko - chłopiec, z którym zaprzyjaźnia się Mercano, i który przychodzi Marsjaninowi z pomocą.

W odróżnieniu, do przywołanych już 007 przygód Franka i Wendy, twórcom Marsjanina Mercano udało się zapanować nad materią i stworzony przez nich świat oraz umiejscowiona w nim historia są zwarte i dobrze zaprezentowane. Walkę Mercano o posiadanie własnego, intymnego świata ogląda się z dużą przyjemnością, kibicując z całych sił zielonemu mieszkańcowi czerwonej planety. Na dalszy plan schodzą w tym przypadku rozważania nad warsztatową, plastyczną stroną animacji, którą zresztą zachwyca prostotą rozwiązań stosowanych jakże często w codziennie użytkowanych przecież komputerach. W tej przestrzeni autorom filmu Juanowi Atkinowi i Lautaro Nunezowi de Arco najbliżej chyba do twórców kultowego South Park, gdzie również świadomie zrezygnowano z estetyzacji na rzecz prostoty przekazu. Korzeni Marsjanina Marcano można by zresztą szukać dużo głębiej - wśród "niepoprawnych", świadomie antyestetycznych komiksów i animacji amerykańskiego undergroundu lat 60. i 70. Tak jak ówczesna twórczość Roberta Crumba i jego kolegów, tak dziś filmy w rodzaju 007 przygód Franka i Wendy i Marsjanina Mercano to "butelki z benzyną" wymierzone w pogrążone w samozadowoleniu i apatii drobnomieszczaństwo i cukierkową, disneyowską tradycję przyjaznego filmu animowanego. W przeciwieństwie do ówczesnych kontestatorów, dzisiejsi buntownicy kroczą jednak dużo węższą ścieżką, na której pokusa i niebezpieczeństwo stania się częścią atakowanej popkultury jest bardzo realnym zagrożeniem.

Marsjanin Mercano to wreszcie kamyczek do ogródka polskiej pełnometrażowej animacji, której niestety, krótko mówiąc, nie ma. O ile świat ceni Nas za krótkometrażowe, alegoryczne przypowieści, realizowane po mistrzowsku, za pomocą wielu różnorakich technik, to ze świecą szukać kinowych propozycji zrealizowanych z myślą o dorosłych widzach. Zaś propozycje dla najmłodszych pojawiają się niezwykle rzadko i najczęściej w formie spektakularnych porażek (vide ekranizacja przygód Tytusa, Romka i A'tomka). Mimo długoletniej tradycji, stojącego na wysokim poziomie, rysunku satyrycznego, a także dobrej passy młodego polskiego komiksu, nic nie zapowiada czasów, w których z naszej wizji globalizacji śmiać się będą w Argentynie bądź Estonii. Pozostaje więc wybrać się do kina, by z lekką nutką zazdrości, popatrzeć jak robią to inni.


blog comments powered by Disqus