Recenzja "Miłości" Sławomira Fabickiego

Autor: Madelaine

O najnowszym filmie Sławomira Fabickiego Miłość jest głośno już od jakiegoś czasu. Jeżeli tytuł jest kluczem do sukcesu, to już teraz możemy wróżyć filmowi świetlaną przyszłość. Jak wiadomo to właśnie Miłość Haneke została nagrodzona Oscarem w lutym tego roku za najlepszy film nieanglojęzyczny. Nie wybiegając jednak zbyt daleko w przyszłość, spokojnie można stwierdzić, że polska Miłość da się lubić!

Miłość nie jedno ma imię i to właśnie pokazuje najnowsze dzieło Fabickiego. Historia małżeństwa, któremu życie nie zawsze pisze barwne scenariusze, jest dosyć częstym motywem filmowym. Nie jest to tym samym coś, co szokuje czy zaskakuje widza. W tym przypadku było inaczej. Już na pierwszy rzut oka widać, że mimo uczucia pomiędzy małżonkami, coś ich dzieli, gdzieś się mijają. Ona woła o pomoc, on tego nie słyszy. Ich relacje mają ulec poprawie po przyjściu na świat dziecka, którego spodziewa się Maria (Julia Kijowska). Sytuacja w ich związku jeszcze bardziej się komplikuje. Nawet dziecko nie jest lekiem na kłopoty małżeńskie. Widz jednak cały czas czuje, że ich związek nie może tak po prostu się rozpaść. Więź, jaka łączy tych dwoje ludzi, jest czymś znacznie mocniejszym. Doskonale zostały skonfrontowane problemy w miłości pomiędzy młodym małżeństwem, jak również miłości, która przynosi cierpienie w starszym wieku.

W tym momencie trzeba pokusić się o porównanie filmu Fabickiego do produkcji  Haneke. Niby zupełnie dwa różne podejścia do tematu, a jednak w jakimś stopniu filmy te mają wspólne cechy. Wielkim walorem Miłości jest sposób, w jaki są zbudowane sceny. Widz samoistnie „wchodzi” w świat bohaterów. Razem z nimi przeżywa ich emocje, stany, jak również stara się postawić w ich sytuacji. To buduje genialny nastrój i atmosferę. Jest jednak cecha, która z pewnością znajdzie  zwolenników jak i przeciwników. Film charakteryzuje się bardzo szybkim przebiegiem wydarzeń. Aby akcja zaczęła się rozwijać, klarować, nie trzeba z utęsknieniem czekać połowy filmu. Niemal równolegle bohater jak i oglądający informowani są o następujących faktach. Dzięki temu oglądanie nie męczy.

Bez żadnej wątpliwości jednym z największych wabików do obejrzenia filmu jest osoba Marcina Dorocińskiego.  Pomijając kwestię wizualną, aktor, wcielając się w trudną rolę Tomka, wywiązuje się ze swojego zadania stuprocentowo. Ten subtelny głos (nawet, gdy jest zdenerwowany), czułe gesty, doskonałe pokazanie napięcia sytuacji to tylko niektóre z wykorzystanych w filmie zdolności Marcina. Nie należy oczywiście pominąć partnerki Dorocińskiego - Julii Kijowskiej grającej Ewę. Aktorzy w duecie prezentowali się dosyć dobrze. Nie można mieć obiekcji do wrodzonego talentu aktorskiego Kijowskiej, jednak w Miłości aktorka nie zawsze sprawiała pozytywne wrażenie. Jej nie do końca wyraźny sposób mówienia i zbyt mało zdecydowana postać mogła nieco przeszkadzać odbiorcy. Najważniejsze jest jednak, że ten niewielki defekt nie przysłonił tego, co reżyser chciał przekazać.

Twórcy wykorzystali w Miłości ciekawy zabieg, a mianowicie niemal cały film nie ma ścieżki dźwiękowej! Umiejętność zbudowania nastroju, skupienia, grozy bez pomocy podkładu muzycznego należy nazwać sztuką! Odnosząc się do tematyki filmu zdecydowanie było to dobre posunięcie.  Jedynym momentem, gdzie widz konfrontował dialogi  z muzyką w tle, były początkowe sceny. Nie można jednak tego nazwać standardową ścieżką dźwiękową … Bo (z jednej strony) co innego może lepiej oddać charakter polskiego świętowania, jak nie chór śpiewających w tle… starszych kobiet (tych na wzór zespołu Jarzębina)!? Z drugiej strony, wiemy dobrze, że jakoś widza trzeba przekonać do dalszego oglądania filmu, ale czy koniecznie trzeba posuwać się do takich rozwiązań?

Operator Piotr Szczepański również bardzo dobrze wywiązał się ze swojego zadania. Dzięki dynamicznym ruchom kamery i niejednokrotnym ujęciom zza pleców bohaterów, widz z łatwością staje się uczestnikiem wydarzeń. Jest to chyba jeden z ważniejszych celów, które stawiają sobie twórcy. Przecież nie ma lepszej drogi, by poczuć treść filmu, jak nie za pośrednictwem kunsztu operatorskiego.

Wyjątkowość opowiedzianej historii tkwi w jej oryginalności. Całe szczęście reżyser podszedł do filmu z wcześniej nie pokazywanej strony. Po samym trailerze można już wywnioskować, że film będzie szokować i zaskakiwać, czego w zupełności doświadczyłam. Miłość na tyle mną „zawładnęła”, że nie musiałam non stop zerkać na zegarek podczas seansu, a to jest duży atut! Pierwsza nominacja do prestiżowej nagrody już jest, mowa tu o nagrodzie Konkursu Międzynarodowego. Trzymajmy mocno kciuki przede wszystkim za Fabickiego, Dorocińskiego i oczywiście za Miłość!


blog comments powered by Disqus