"Okręt strachu" - recenzja filmu

Okręt strachu recenzjaOkręt strachu to zaskakująca chińska produkcja w reżyserii Zao Wanga. Niestety w tym wypadku „zaskakujący” wcale nie oznacza czegoś dobrego i przewrotnego, lecz obraz pełen absurdów, który wpada w jeszcze większą otchłań śmieszności przez swoje zakończenie. Trudno podejść do tego filmu w sposób poważny, gdyż nawet sami aktorzy grają w sposób wręcz amatorski.

 

Scenariusz w bardzo nieudolny sposób próbuje nawiązywać do amerykańskich produkcji takich jak horrory Piła czy też Cube. Historia zaczyna się od zbuntowanej młodziutkiej Chenchcen Liu (Ruby Lin), która nie zgadza się ze swoją zamożną matką w sprawie jej nowego narzeczonego. Dziewczyna w nerwach wysiada z auta i rzuca się w ramiona swojego ukochanego, który, jak się okazuje, w prezencie urodzinowym pragnie zapewnić jej nie lada rozrywkę. Postanawia zabrać ją w rejs statkiem. Lecz to nie wszystko – na jego pokładzie odbędzie się gra, w której główną nagrodą jest duża suma pieniędzy. Ciężko stwierdzić czy chłopak bardziej robi to z myślą o sobie czy o Chenchcen. Para kochanków poznaje pozostałych współpasażerów i jednocześnie współzawodników i, jak mówi Jigsaw z Piły „Let's play a game”, rozpoczyna się rozgrywka.

 

Okręt strachu

 

Bardzo szybko okazuje się, że nasza grupka bohaterów będzie musiała zmierzyć się z przerażającymi pułapkami, uświadamiając sobie, że to nie jest wesołe Koło fortuny, lecz walka o życie, która może w ogóle nie zakończyć się happy endem. Bohaterowie biegają po ogromnym statku pasażerskim i zostają po kolei eliminowani w mało wyrafinowany sposób. Aktorzy grają bardzo przeciętnie. Większość scen polega na krążeniu po ciemnych pomieszczeniach, gdzie dzieją się zupełnie niewytłumaczalne akcje. W międzyczasie oczywiście związek naszej głównej pary zostaje wystawiony na bardzo ciężką próbę, a Chenchcen zaczyna mieć poważne wątpliwości co do swojej miłości. Notabene aktorka grająca jej postać nazywana jest w chinach królową krzyku. Czy zasłużenie? Musicie ocenić sami. Niestety pozostali aktorzy nie wykazują się niczym szczególnym, co wpływa również na fabułę, która może nie była by taka zła, gdyby nie to zakończenie...

 

Zoe Wang stworzył w swojej karierze tylko dwa filmy. Okręt strachu jest tym drugim. Bardzo wyraźnie widać, że inspirował się amerykańskim kinem grozy i za wszelką cenę stara się zrobić z tego prawdziwy mrożący krew w żyłach horror. Krwi może i dużo było zużytej przy tej produkcji, ale raczej jej widok nie wpłynie szczególnie mocno na widza. Brakuje tutaj większego skupienia na samej fabule. Zamysł miał jakiś sens, ale wykonanie nie jest dobre. Sceny nie szokują ani nie przerażają, ale są raczej śmieszne i nierealne. Przez to, że aktorzy grają sztywno, trudno wczuć się w jakąkolwiek z ich historii, na czym traci też cały klimat filmu. Żeby jeszcze tego było mało, wplątany jest w to cały ten romantyczny wątek pomiędzy głównymi bohaterami wraz z zaborczą, bogatą matką Chenchcen.

 

Fest Makabra

 

Okręt strachu niestety nie jest dobrym filmem i tak naprawdę trudno jednoznacznie go zdefiniować gatunkowo. Teoretycznie miał to być horror z walką o przetrwanie, zabójczymi pułapkami i nierównym starciem bohaterów z niewiadomą siłą, która z jakiś powodów im to wszystko robi. Lecz zakończenie jakie zostało wymyślone w tym filmie wywraca to wszystko do góry nogami i staje się to bardziej niesmacznym żartem z wątkiem miłosnym.

 

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus