Kobieta w roli niezwykłego mężczyzny...

Autor: aDiego

... czyli o tym jak krynicki włóczęga zapisał się w polskiej historii...

Kiedy słyszę dwa słowa - Krzysztof Krauze, to już wiem z czym będę mieć do czynienia. Z kinem ambitnym, niezwykle poruszającym i realistycznym. Potwierdziły, to już dwa obrazy pełnometrażowe tego reżysera - "Gry uliczne" oraz "Dług".

Krzysztof Krauze powraca z nowym filmem, po prawie 5 letniej przerwie. Dziś oddaje widzom niezwykłą historię człowieka, malarza-samouka, Nikifora Krynickiego. Mój Nikifor nie jest typowym obrazem biograficznym. To opowieść o przyjaźni człowieka z ulicy, z miejscowym plastykiem...

Pozwolę sobie zacytować krótką notkę biograficzną Nikifora. Całość można znaleźć na tej stronie, a tutaj zapraszam do zapoznania się z króciutkim fragmentem:

Nikifor /1895-1968/, fascynująca postać sztuki europejskiej XX wieku. Malarz uliczny i analfabeta, który zyskał sławę równą najwybitniejszym współczesnym polskim artystom.
Uprawiał sztukę w skrajnie niekorzystnych warunkach materialnych, gdyż większość życia spędził w ogromnej biedzie, często bezdomny, samotny, niezrozumiany, na przekór losowi postanowił zostać malarzem i cel swój osiągnął.
Dzisiaj obrazami jego szczycą się wielkie muzea i kolekcjonerzy dzieł sztuki na całym świecie. Na aukcjach dzieł sztuki akwarele Nikifora osiągają niewiarygodne ceny.

W filmie Mój Nikifor autorzy scenariusza położyli nacisk na przyjaźń krynickiego samouka z Marianem Włosińskim (Roman Gancarczyk), miejscowym plastykiem.
Pewnego dnia (dokładnie 15 kwietnia 1960 roku, o godzinie 10.00) Nikifor (świetna w swej roli Pani Krystyna Feldman) wchodzi nieproszony do pracowni Mariana Włosińskiego. Rozkłada swoje graty i bierze za pędzel. Plastyk bez rezultatów usiłuje wypędzić nieproszonego gościa. Nikifor w jego pracowni czuje się bardzo dobrze, zaczyna się rządzić, a nawet "poprawia" prace namalowane przez Włośińskiego. screen7Plastyk ma coraz mniej cierpliwości, ale z drugiej strony zaczyna powoli interesować się nieznajomym. Życie Nikifora zaczyna go intrygować, do takiego stopnia, że postanawia mu pomóc. Chce odnaleźć rodzinę bezdomnego. Okazuje się jednak, że Nikifor żyje całkiem sam, na obrzeżach Krynicy, a większość ludzi się od niego odwróciła.
Włosińskiemu żal jest biedaka, postanawia nie zostawiać go samego w tym PRLowskim świecie.
Niestety poświęcenie dla Nikifora odbija się na życiu rodzinnym Włosińskiego. Żona (Justyna Malec) wraz z dziećmi wyprowadza się do matki, nie może już znieść widoku Nikifora i ciągłych rozmów na jego temat. Na dodatek wychodzi na jaw, że Nikifor jest chory na gruźlicę. To jeszcze bardziej pogarsza stosunki rodzinne. Żona Włosińskiego boi się o zdrowie dzieci.
Od tej pory świat Nikifora zlewa się ze światem Włosińskiego. Plastyk staje się opiekunem bezdomnego, wspólnie mieszkają i przemierzają polskie drogi, aż dopełnia się sukces - wystawa w warszawskiej Zachęcie.
Mój Nikifor nie jest (wbrew pozorom) typowym kinem biograficznym. Krauze kreuje postać Nikifora w naszej świadomości z perspektywy Mariana Włośińskiego. Uważam, że postąpiono dobrze. Dzięki temu nie dowiadujemy się wszystkiego od razu, a w wielu wypadkach w ogólne nie dowiadujemy się, jak było naprawdę. Film Krzysztofa Krauzego nie odsłania wszystkich kulis życia Nikifora. Nadal pozostawia nutkę tajemniczości...
W jednym z wywiadów Krauze stwierdza, że w sumie napisano kilka scenariuszy. Wierzyć trzeba mu na słowo, że wybrał ten najlepszy... Jak tu nie wierzyć, tak wybitnemu reżyserowi, który po raz kolejny nie zawodzi swoich widzów? Mój Nikifor (wcześniejszy tytuł brzmiał po prostu "Nikifor"), to kolejne wielkie-małe dzieło w dorobku tego reżysera. Wielkie, ponieważ zrealizowane i zagrane na najwyższym poziomie. Małe natomiast... Filmy Krauzego wydaja mi się być w sumie skromnymi produkcjami pod względem promocji i kreacji ich na wielkie dzieła. Można by stwierdzić, że "po cichu" wchodzą na ekrany kin i zdobywają swoją popularność w zupełnie inny sposób niż kino typu Ogniem i Mieczem. To kino kameralne, życiowe i pozbawione złudzeń.
Krystyna Feldman (ostatnio zaszufladkowana babcia Kiepska) przeszła samą siebie. screen6Podziwiam tę aktorkę nie tylko za to, że podjęła się tak trudnej roli. Również podziwiam panią Krystynę za to, że zagrała tak trudny epizod w takim wieku... Gratuluję żywotności pani Krystynie i życzę dwustu lat, bo stu już nie wypada.
Jak, to u Krauzego bywa - gra aktorska jest nadzwyczaj naturalna. Kiedyś zachwycałem się sceną z Długu, gdzie Andrzej Chyra, przysiadając się do stolika Stefana i Andrzeja, pyta panie siedzące obok, czy może pożyczyć cukier. W Moim Nikiforze tego typu sytuacji jest jeszcze więcej! Niby detal, ale jak zmienia postać rzeczy... Swoimi kreacjami pozytywnie mnie zadziwili Roman Gancarczyk i Justyna Malec (znana raczej z dubbingu filmów rysunkowych).
Rozpisać mógłbym się również o znakomitych zdjęciach i montażu. Do niczego przyczepić się nie można. Jeśli dodam jeszcze tylko, że cały film zrealizowano w technice HD (pierwszy był bodajże Show Macieja Ślesickiego), to wychodzi nam istne mistrzostwo. Już dawno nie widziałem tak dobrego obrazu w polskim kinie.
To, co słychać również stoi na wysokim poziomie. Dźwiękowcy wiernie oddają nawet najdrobniejsze szmery, a dialogi nie są "zasłaniane" przez dźwięk. Jak widać, można w Polsce kręcić dobrze udźwiękowione kino.
Mój Nikifor, to z pewnością udany film, na który warto pójść z całą rodziną. Krzysztof Krauze po raz kolejny pokazuje, że jest jednym z najlepszych polskich reżyserów. Po Moim Nikiforze zastanawiam się, czy przypadkiem już nie najlepszym...?
Polecam najnowszy film Krauzego z pełną odpowiedzialnością.


blog comments powered by Disqus