Gdybym tylko miał wąsy… – recenzja wydania DVD filmu "Bezwstydny Mortdecai"

Autor: Korni
Korekta: Ewelina Chruściel
7 sierpnia 2015

Dobrych komedii jest jak na lekarstwo. Z wielką nadzieją podchodzimy zatem do seansu Bezwstydnego Mortdecaia, tym bardziej, że atrakcyjne wizualnie wydanie DVD zachęca do zapoznania się z tą pozycją. Niestety prócz ładnego pudełka nie otrzymujemy nic, co mogłoby nas zachwycić.

Barwna historia i niezłe postaci - z tych dwóch elementów można stworzyć nietuzinkową komedię akcji. Ten niewykorzystany potencjał z pewnością zaważył na miażdżących opiniach krytyków pod adresem Bezwstydnego Mortdecaia. Główny bohater – Mortdecai - stoi na skraju bankructwa, podejmuje się więc odnalezienia zaginionego obrazu Goi. Sprawa wychodzi jednak poza świat kolekcjonerów sztuki i ekscentryczny złodziejaszek wplątuje się w międzynarodową aferę kryminalną.

Widząc w głównych rolach utytułowane nazwiska takie jak Johnny Depp, Gwyneth Paltrow czy Ewan McGregor liczymy na popis aktorski. I słusznie. Gwyneth w roli żony tytułowego bezwstydnika daje radę, Ewan jako detektyw Martland nie zachwyca, ale jednocześnie nie razi. Niestety cała produkcja została oparta na postaci mecenasa sztuki i złodziejaszka w jednym, a Depp nijak wpisuje się w ekscentryczną postać jaką jest Mortdecai. Wydawałoby się, że to rola dla niego skrojona, przywykliśmy przecież do jego brawurowych popisów aktorskich. Niestety maniera, z którą coraz częściej oglądamy Johnny'ego na ekranie, staje się denerwująca. Depp stara się stworzyć nowe kreacje i choć Mortdecai to ani Kapelusznik, ani Jack Sparrow, to chyba najwyższa pora by odszedł od przebieranek. Role wampirów, Indian i innych niekonwencjonalnych postaci ma opanowane do perfekcji, a mimo to widz zaczyna tęsknić za Deppem z Marzyciela czy Żony Astronauty. Nie można jednak potraktować go  zbyt surowo; w końcu tej głębokiej stylizacji wymagała od niego specyfika filmu, a właśnie kostiumy i scenografia to najmocniejszy punkt tego widowiska. Warstwę aktorską broni Paul Bettany w roli Jocka, ochroniarza Mortdecai, który przyjmuje za niego wszystkie ciosy i ratuje go z każdej opresji.

Osadzony w konwencji brytyjskiego humoru zmieszanego z amerykańskimi żartami film jest bardzo niespójny. Niektóre dialogi i sceny są wręcz obrzydliwe i w zasadzie nie wiadomo do kogo produkcja jest adresowana. Gagi wyjęte z American Pie poprzedzają pseudointeligentne dyskusje. Depp był już golibrodą, teraz przyszedł czas by zapuścił wąsy. Ich temat przewija się przez cały film i staje się kością niezgodny między małżonkami, z odruchami wymiotnymi włącznie. Brakuje tylko utworu muzycznego, który sławiłby zarost Mortdecai (choć i tak nie miałaby szans ze znakomicie zaaranżowaną piosenką o owym wąsie, autorstwa Stephena Fostera w filmie Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie). Bezwstydny Mortdecai to nie tylko miks humoru, ale i akcji. Tempo filmu jest nierówne, sceny pogoni i walk są niekiedy przeciągnięte, a czasem zakończone jednym sprawnym zamachem ochroniarza Jocka. Braku spójności dopełnia pojawiająca się niespodziewanie narracja głównego bohatera. Wszystkie te zabiegi spowodowały, że z lekkiej komedii mamy lepką papkę.

W wydaniu DVD, prócz prezentującego się miło dla oka opakowania, mamy klika dodatkowych zwiastunów filmowych. Wspomniane wcześniej - istotne dla przebiegu akcji - wąsy zastępują kursor przy wybieraniu poszczególnych scen filmu. To, że wyglądają jak narysowane w Paintcie i są w seledynowym kolorze, nijak współgra z utrzymanym w burgundowym odcieniu menu. Poruszając się po nim możemy usłyszeć charakterystyczną muzykę ze ścieżki dźwiękowej filmu; co ciekawe soundtrack produkcji  jest wyjątkowo udany. Szkoda, że nie dostaliśmy bonusowych kąsków w postaci wyciętych scen lub zabawnych sytuacji z planu filmowego, które z pewnością miały miejsce przy realizacji tej produkcji.

Bezwstydny Mortdecai to ekranizacja powieści Kyrila Bonfigliolego Nie wymachuj mi tym gnatem. Niestety film nie zachęca w jakimkolwiek stopniu do zaznajomienia się z tą pozycją. Szkoda, bo jak to na ogół bywa rzadko, kiedy adaptacja dościga literacki oryginał. 



blog comments powered by Disqus