Na letnie popołudnie

plakat filmu Na letnie popołudnie

Film Waltera Sallesa to opowieść o motocyklowej wyprawie przez bezdroża Ameryki Południowej młodego studenta medycyny, idealisty Ernesto Guevary i jego kilka lat starszego przyjaciela, bawidamka Alberto Granado. Mamy tu do czynienia z klasyczną historią kina drogi, podczas której pod wpływem zaistaniałych wydarzeń w bohaterach dokonuje się wewnętrzna przemiana. Naszych podróżników poznajemy na początku wyprawy niesionych ideą młodzienczej przygody, pełnych ciekawości świata, chętnych chłonąć życie. Pokonując kolejne kilometry i poznając mieszkańców kontynentu odkrywają wraz z nimi bolączki Ameryki Południowej lat pięćdziesiątych - wyzysk robotników, niesprawiedliwość społeczną, epidemie. To pod wpływem tych przeżyć beztroski Ernesto, z chłopca uciekającego przed zazdrosnym mężem kobiety, którą uwiódł w barze przemieni się w Che - bojownika o sprawiedliwość. Niestety sposób opowiedzenia tej przemiany przez Sallesa nie budzi w oglądających większych emocji. Można by zaryzykować stwierdzenie, że gdyby bohaterem tej opowieści nie był mityczny Ernesto Che Guevara, przeszłaby ona przez ekrany kin kompletnie niezauważona.

Wszystko jest tutaj podlane lekkim popołudniowym sosem i podane w pokojowej temperaturze. Robotnicy się skarżą ale obrazy ich krzywdy ukryte są raczej poza kadrem, chorzy na trąd cierpią lecz też raczej nie na oczach widzów. Zdecydowanie brak tu emocji i sytuacji skrajnych. Ten brak czuć zresztą od początku - przygody Ernesto i Alberto mają charakter wręcz slapstickowy a reżyser konsekwentnie oszczędza widzom obrazów ich radosnych jak i przykrych konsekwencji. W wyniku takiego podejścia powstał obraz młodzieżowy, z dydaktycznym zacięciem, choć na szczęście niezbyt przesadnym.

Oszczędność w dawkowaniu emocji widoczna jest też w oprawiewizualnej filmu. Potrafiący korzystać z artystycznej pracy kamery (co udowodnił choćby w swoim poprzednim filmie W stronę słońca) Salles tym razem zrezygnował z wysmakowanej poetyki. Kadr całkowicie podporządkowany został opowieści i przekazuje ją nam bez jakiegokolwiek wzbogacenia przez operatora.

Nie brak tu oczywiście dobrych zabiegów ze strony autora filmu, takich jak konstrukacja narracji na podpobieństwo dziennika odmierzanego kolejnymi kilometrami i wypełnionego listami Che do matki i fragmentami jego zapisków. Ciekawie brzmi również muzyka Gustavo Santaolalli - nadająca całości ducha ballady o podróżnikach. To wszystko to jednak zdecydowanie za mało by obronić dzieło Sallesa. Od reżysera tej klasy wymagać należy więcej niż poprawnej, familijnej opowieści na letnie popołudnie.


blog comments powered by Disqus