Bohaterowie filmu "Lato Muminków"

plakat filmu Bohaterowie filmu "Lato Muminków"

Muminek (Moomintroll) - Osobnik rozbrajająco naiwny, ale o wielkim sercu. Występuje we wszystkich książkach oprócz Doliny Muminków w Listopadzie. Najważniejszy jednak jest w Zimie Muminków.

(...) W pewien czwartek pod koniec upałów, w stawku z brązową wodą, na prawo od drzew, na których wisiał hamak Tatusia, Muminek złowił małego smoka. Rzecz jasna nie miał zamiaru wyłowić smoka. Usiłował jedynie nałapać trochę drobnych stworzonek, które krążyły na dnie w mule; chciał bowiem zbadać, jak poruszają nogami, i sprawdzić, czy rzeczywiście niektóre z nich pływają tyłem.(...)

Tata Muminka (Moominpappa) - Typ marzyciela i beznadziejnego romantyka, twórca książki na własny temat zatytułowanej Pamiętniki Tatusia Muminka. W książce Tatuś Muminka i morze zmusił rodzinę do opuszczenia własnego domu. Zamieszkali w opuszczonej latarni morskiej na małej skalistej wysepce, gdzie Tatuś głównie łowił ryby i oddawał się filozoficznym rozmyślaniom na temat morza.

(...) Tatuś przeziębił się w samym środku upalnego lata i nie chciał pić goracego mleka z cebulą i cukrem, nie chciał się też położyć. Siedział na huśtawce w ogrodzie, co chwila wycierał nos i twierdził, że cygara mają okropny smak (...) Nigdy przedtem nie był chory, więc traktował to niesłychanie poważnie (...)

Mama Muminka (Moominmamma) - osoba niezwykle wyrozumiała, cierpliwie znosząca dziwne zachowania swojej rodziny. Nie pojawia się jedynie w Dolinie Muminków w Listopadzie, zaś w Zimie Muminków głównie śpi.

(...) Mama wepchnęła brudne naczynia pod łóżko, żeby pokój wyglądał porządniej, i wyszła na dwór, chcąc poszukać kawałka ziemi. To było bardzo ważne. Szukała i szukała. Obeszła całe wzgórze, na którym stała latarnia morska. Przeszła przez wrzosowisko aż do miejsca, gdzie rósł mech, okrążyła zarośla i zapuściła się między osiki. Szła i szła po ciepłym torfowym gruncie, ale ziemi nigdzie nie było (...)

Panna Migotka (Snork Maiden) - osóbka wykazująca się sporą dozą kobiecej próżności. Wielka miłość Muminka. Uwielbia biżuterię i swoje własne odbicie.

(...) - Bufka powinna zmienić uczesanie - powiedziała Mimbla. - Nie do twarzy jej z przedziałkiem pośrodku. - Grzywki też nie może mieć. - uznała Panna Migotka i wzburzyła swoje miękkie włosy pomiędzy uszami. Przygładziła chwaścik na końcu ogona i odwróciła się, żeby sprawdzić, czy puszek na grzbiecie układa się jak należy.

- Czy to przyjemnie być włochatą na całym ciele? - spytała Mimbla.
- Bardzo - odpowiedziała Panna Migotka z zadowoleniem. - Bufka, czy ty jesteś włochata?
Bufka nie odpowiedziała.(...)

Mała Mi (Little My) - typ wyjątkowo złośliwy i wszędobylski. Jej ciekawość jest aż niebezpieczna. Mówi to co myśli i na co ma ochotę. Generalnie - robi tylko to co chce i chodzi tam gdzie jej się podoba, albo tam gdzie chodzić nie wolno. Jest młodszą siostrą Mimbli.

(...) - Moja babcia jest już cała porośnięta - dodała Mi od niechcenia. - Siedzi tam, w salonie. Albo raczej to, co z niej zostało. Wygląda jak duża zielona kupa grzybów i można ją poznać tylko po tym, że z jednej strony sterczą jej wąsy. Lepiej przysuń ten dywan pod drzwi. O ile to coś pomoże.(...) Gdzieś w głębi domu dalej cykał zegar. - To jest właśnie dźwięk, który wydają grzyby, kiedy rosną - wyjaśniła Mi. - Rosną i rosną, aż wysadzą drzwi i powłażą na ciebie. (...)

Włóczykij (Snufkin) - typ niezależny, który nie podporządkowuje się żadnym nakazom. Jak wskazuje jego imię, za długo w jednym miejscu nie posiedzi.

(...)Włóczykij z nosem do góry węszył w powietrzu, było zimne jak żelazo. Pachniało elektrycznością. Pioruny waliły wielkimi, drgającymi pękami, jak równoległe słupy światła, cała dolina rozjaśniała się od ich oślepiającego blasku! Włóczykij tupał nogami z radości i zachwytu. Czekał na wiatr i deszcz, ale nie nadchodziły. Tylko wciąż grzmiało między szczytami gór, jakby przetaczły się tam i z powrotem ciężkie ogromne kule; czuć było zapach spalenizny. (...)

Mmimbla (Mymble) - osobniczka pokroju Włóczykija, ale nie mająca specjalnych ciągot do wędrowania, patrząca na świat bardzo przymrużonym okiem. Najwięcej można się o niej dowiedzieć z Doliny Muminków w Listopadzie.

(...) Nie ma nic przyjemniejszego i prostszego, jak czuć się wygodnie. Mimbla nie przejmowała się tymi, których spotykała i których potem nie pamiętała, nigdy nie próbowała mieszać się w ich sprawy. Przypatrywała się im i ich kłopotom z rozbawionym zdziwieniem. (...) Na dworze padał deszcz. Za kilka godzin będzie akurat na tyle głodna, żeby zjeść przygotowaną przez Filifionkę kolację, i może będzie miała ochotę porozmawiać sobie z kimś. Na razie nie musiała nic robić, mogła pogrążyć się w otaczające ją ciepło, cały świat był jedna wielką, miękką kołdrą okrywającą Mimblę, wszystko inne pozostawało na zewnątrz. Mimbli nigdy nic się nie śniło, spała wtedy, kiedy miała ochotę, i budziła się wtedy, kiedy było warto.(...)

Emma
(...) - Patrzcie! Wszyscy odwrócili się i spojrzeli. Z ciemnego kąta wyłonił się jakiś cień. Wyszło coś szarego, pomarszczonego, szurając nogami, zmrużyło w słońcu oczy, nastroszyło wąsy i spojrzało na nich wrogo.

- Jestem Emma - oświadczył stary szczur teatralny wyniośle.
- Chciałam tylko powiedzieć, że nienawidzę kaszy. Już trzeci dzień jecie kaszę.
- Jutro będzie owsianka - odpowiedziała Mama Muminka nieśmiało.
- Nienawidzę owsianki! - odparła Emma. (...)

Bufka
(...) W pokoju za drzwiami siedziała Bufka w zupełnie nowych włosach. Długie, żółte loki okalały jej zatroskaną twarz. Bufka spojrzała w lustro i westchnęła. Sięgnęła po inne włosy, rude i dzikie - i wcisnęła je sobie aż na oczy. I w tych niezbyt jej było do twarzy . W końcu drżącymi łapkami wzięła te, które zachowała na koniec i które najbardziej jej się podobały. Były bardzo czarne, przybrane błyszczącymi kruszynkami złota. Z zapartym tchem wsadziła je na głowę. Przez chwilę przyglądała się sobie w lustrze. Później powoli zdjęła loki i zapatrzyła się w podłogę. Panna Migotka cicho wycofała się na korytarz. Rozumiała, że Bufka chce być sama. (...)

Filifionka
(...) Burza dudniła dalej, spokojnie i statecznie. Ale wszystkie niepokojące dźwięki zniknęły, wszystkie wycia, trzaskania, rozsypywanie się na kawałki, spadanie z hukiem i rozdzieranie się. Niebezpieczeństwo było więc wewnątrz domu, a nie na zewnątrz. Filifionka ostrożnie wciągnęła cierpki zapach morskich wodorostów i otworzyła oczy. Ciemność nie miała już tej gęstości jak tam, w salonie. Widziała morską kipiel i pasmo światła latarni przesuwające się wolno wśród nocy. Mijało ją półkolem, wędrowało przez piaszczyste wydmy, gubiło się hen na horyzoncie i znowu wracało. Dokoła i dokoła chodziło to spokojne światło, nie spuszczając oka z burzy. "Nigdy jeszcze nie byłam na dworze sama w nocy - stwierdziła Filifionka. Gdyby tak mama wiedziała..." Zaczęła pełznąć pod wiatr, w dół ku brzegowi, aby jak najdalej odejść od domu Paszczaka. Kotka z porcelany wciąż jeszcze trzymała w łapce, uspokajała ją myśl, że ma coś, co ją chroni. Spostrzegła, iż morze było teraz całe biało-granatowe. Grzebienie fal pędziły na wprost i niosło je jak dym na plażę. Ten dym miał smak soli. Za nią, z tyłu, roztrzaskało się coś wewnątrz domu. Ale nie odwróciła głowy. Skuliła się pod wielkim głazem i szeroko otwartymi oczyma patrzyła prosto w noc. Już nie marzła. Najdziwniejsze, było to, że nagle poczuła się zupełnie bezpieczna. Było to bardzo szczególne uczucie i Filifionka uznała, że jest nadzwyczaj przyjemne. Bo właściwie dlaczego miałaby się niepokoić? Katastrofa przecież nareszcie przyszła. (...)

Homek
(...) Las zaczął rzednąć. Ukazały się potężne, szare góry, poprzecinane głębokimi, bagnistymi wąwozami, tylko szczyty sterczały wysoko, całkiem nagie. Tu nie było w ogóle nic, jedynie wiatr hulał. Po ogromnym niebie pędziły ciężkie, śniegowe chmury, wszystko było olbrzymie. Homek Toft obejrzał się, dolina wyglądała jak jakiś niewiele znaczący cień, daleko w tyle. A potem popatrzył na morze. Leżało rozpostarte przed nim, ciemne, poprążkowane aż po widnokrąg białymi grzebieniami fal. Toft nastawił twarz do wiatru i usiadł, żeby czekać. Teraz nareszcie mógł czekać. Rodzina płynęła z wiatrem, prosto do brzegu. Przybywali z jakiejś wyspy, na której Toft nigdy nie był i której nie mógł zobaczyć. "Może mieli ochotę tam zostać myślał. Może ułożą historię o tej wyspie i będą ją sobie opowiadali przed snem". (...)

Paszczak
(...) - Majestat morza! - zawołał Paszczak drżącym głosem; był blady i patrzył z przerażeniem na brzeg burty po zawietrznej stronie, sunący znacznie za blisko spienionej, zielonej wody.

"A więc takie to jest uczucie - myślał. Tak wygląda żeglowanie. Świat wywraca się do góry nogami, a ty wisisz na samiusieńkim brzegu bezdennej przepaści, marzniesz, wstydzisz się i żałujesz, kiedy jest już znacznie za późno, żeś się w ogóle wybrał. Żeby on tylko nie zauważył, jak ja się boję".


blog comments powered by Disqus