Wszystko zostało w rodzinie - recenzja filmu "Moje Wielkie Greckie Wesele 2"

Autor: Korni
Komedia Moje Wielkie Greckie Wesele okazała się nieoczekwianym hitem. Film o budżecie 5 milionów dolarów zdobył ich blisko 75 razy więcej. Historia miłości niepozornej Touli była pełna uroku, humoru i jej greckich krewnych, którzy stanowią komediowy trzon całego filmu. Po kilkunastu latach doczekaliśmy się kolejnej części i równie niespodziewanie, co sukces pierwowzoru, zyskaliśmy przepis na udany sequel. 
 
Toula (Nia Vardalos) tylko pozornie pozostała tą samą Greczynką, którą poznaliśmy 14 lat temu. Trochę zaniedbana, uzależniona od swojej rodziny. Poświęca jej każdą wolną chwilę, a właściwie każdą chwilę, bo wolnych nie miewa. To, co w jej życiu się zmieniło, to stworzenie własnego ogniska domowego. Z mężem Ianem (John Corbett) są zgranym, choć odrobinę oddalonym małżeństwem, a z córką Paris - jak to z nastolatką - ma typowe rodzicielskie problemy. Paris (Elena Kampouris) staje przed wyborem uczelni, przy czym rodzice oczywiście marzą o tym, by latorośl została w rodzinnym Chicago. Tym razem przeżycia Touli nie są jednak centrum wydarzeń - pierwsze skrzypce grają losy całego barwnego rodu Portokalos. Wbrew oczekiwaniom, jakie może mieć widz w związku - z jakby się wydawało – oczywistym rozwojem fabuły filmu, tytułowy ślub wcale nie dotyczy córki Touli. Okazuje się, że jej rodzice - Maria (Lainie Kazan) i Gus (Michael Constantine) - z powodu braku wiążącego podpisu na dokumencie nie są małżeństwem. Maria ma jednak wątpliwości, czy w ogóle chce stanąć na ślubnym kobiercu. Oczywiście nie obejdzie się bez awantur i nieporozumień, przytyków i kąśliwych uwag, a całość została ujęta w lekkim i bardzo greckim wydaniu.
 
 
Wszystkie filmowe wydarzenia to tylko pretekst, by pokazać moc i wartość więzów rodzinnych. Choć wątków jest sporo, to nie czujemy się przytłoczeni ich ilością. Każdy z nich udało się ująć w integralny z przewodnim motywem sposób – w końcu to właśnie seniorzy rodu (i przy okazji potencjalna para młoda) scalają rodzinę. Bliskość między członkami familii, która może wydawać się wręcz toksyczna (w tym mieszkanie obok siebie, drzwi w drzwi), tak naprawdę świadczy o bardzo silnych relacjach i całościowej akceptacji, czego dowód mamy w filmie. Ich wzajemna, wydawałoby się przesadna troska, daje im wielką siłę. I tu dochodzimy do sedna sprawy: Toula dojrzała. Nie traktuje już swojej wielkiej familii jako przekleństwa i powodu do wstydu, ale jako przywilej bycia Greczynką i, co łatwo przewidzieć, z czasem dostrzega to także jej nastoletnia córka. 
 
Nie trzeba na siłę próbować bawić się gatunkiem, bo czasem najprostsze rozwiązania są najlepsze. Umiejętne manewrowanie słowem oraz stworzenie trafnego humoru sytuacyjnego i nieprzeciętnych postaci to sprawdzona recepta na dobre kino komediowe. Te niewątpliwe atuty Wesela doceniła Amerykańska Akademia Filmowa, która pierwszą część uhonorowała nominacją za scenariusz. Całe szczęście trzon tworzący produkcję nie uległ wielkim zmianom, co z pewnością przyczyniło się do tego, że po tylu latach przerwy ponownie możemy cieszyć się udanym obrazem. Film znów wyprodukowała Rita Wilson (prywatnie żona Toma Hanksa), która w najnowszej części pojawia się w małej roli. Reżyser Kirk Jones, twórca komedii Jak urodzić i nie zwariować i Wszyscy mają się dobrze, świetnie zachował ducha pierwowzoru. Być może jest to zasługą Nii Vardalos, autorki scenariuszy do obu części, która trzymała rękę na pulsie. Moje Wielkie Greckie Wesele 2 jest więc komedią pełną gębą. Przerysowane i karykaturalnie potraktowane greckie przywary zapewniają ubaw przez cały czas trwania seansu. Dla widzów znających pierwszą część produkcji nie zabraknie znanych już motywów, m.in tłumaczenia każdego słowa grecką genezą; nowi także załapią każdy dowcip w locie. Zgodnie z tematyką filmu na seans można wybrać się całą rodziną - każde pokolenie znajdzie w nim coś dla siebie.
 
 
Z powtórkami nie jest łatwo: ani twórcom, ani widowni. Zarówno jedni jak i drudzy mają wielkie nadzieje i oczekiwania, szczególnie wtedy, kiedy mówimy o filmie tworzonym jako ciąg dalszy udanej produkcji. Po klapie Mojej wielkiej Greckiej wycieczki, w której mogliśmy oglądać Nię Vardos, a produkcją zajęła się Rita Wilson, obawy widzów, że kultowa komedia nie doczeka się godnego następcy były uzasadnione. Na szczęście w Moim Wielkim Grecki Weselu 2 bohaterowie są Ci sami i nie chodzi tu jedynie o zachowanie obsady, ale głównie o ich grę aktorską. To naprawdę niezwykłe, że po tylu latach udało się im zachować ten sam beztroski styl gry, a twórcom utrzymać klimat pierwszej części. Tym sposobem dostaliśmy nie tylko udany sequel, ale i nowy komediowy przebój. Jeśli ekipa skrzyknie się na kolejny filmowy epizod losów greckiego klanu (a fabularnie jest na to potencjał), to z pewnością przyjmiemy tę wiadomość ze szczerą radością.
 
 
 

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus