"Nerve" - recenzja filmu

Grasz czy przegrywasz?

Nerve recenzjaSezon letni już zamknięty, ale do kin trafiła jeszcze jedna młodzieżówka – o dziwo nie tak lekka, jak mogłoby się wydawać.

Bardzo bliska przyszłość – rok 2020. Vee (Emma Roberts II), zdolna i utalentowana artystycznie, ale pochodząca z biednego domu i dość nieśmiała dziewczyna, dostaje się na wymarzone studia – na które jej nie stać. Tego samego dnia ściera się ze swoją odjazdową, odważną przyjaciółką Sydney i... dostaje kosza od chłopaka, w którym się skrycie podkochuje. Powodowana frustracją rejestruje się jako gracz Nerve – gry, w której widzowie zlecają uczestnikom zadania, a ci za wykonanie otrzymują realne pieniądze. Początkowo jest niewinnie, Vee musi pocałować obcego mężczyznę w barze (jak się okazuje, także gracza Nerve, Iana – granego przez Dave’a Franco), jednak w ciągu nocy wszystko wyrywa się spod kontroli i może doprowadzić do tragedii.

Lepiej niż zwykle

Nerve to raczej thriller, niż młodzieżowe romansidło. Nie jest też, jak większość produkcji opartych na powieściach nurtu young adult, dystopią. Autorka książki Nerve, Jeanne Ryan, postanowiła wykorzystać motyw anonimowości w sieci, nastoletniej brawury, odgórnego sterowania i efektu owczego stada. Daje to bardzo odświeżający efekt i ostatecznie sprawdza się na wielkim ekranie.

To, co zaczęło się jako niewinna zabawa, dość szybko przeradza się w realne zagrożenie. Vee i Ian –zadania wyznaczane przez widzów ciągle łączą ich w parę – stają w obliczu coraz bardziej niebezpiecznych wyzwań. To już nie jest bieganie nago po sklepie (no, prawie nago), ale na przykład jazda motocyklem 100 km/h po ulicach Nowego Jorku… z zawiązanymi oczami. Potem jest gorzej, a bohaterowie mogą stracić nie tylko zdrowie, lecz także życie i przyszłość swoje oraz swoich rodzin.

Nerve recenzja

Internetowe motywy

Twórcy od samego początku podkreślają znaczenie internetu w życiu młodych ludzi. Już we wstępie widzimy Vee logującą się na Gmaila, używającą Facebooka i Spotify. Swoją drogą, bardzo przyjemnie pokazano tu formy product placementu w filmach. Lekkie przesunięcie całości w przyszłość daje dodatkowo możliwość pokazania nowych, realnych opcji rozwoju np. urządzeń mobilnych, pozwalających na używanie na co dzień technologii niedostępnych dziś powszechnie ze względu na koszty.

W miarę rozwoju fabuły widać też, jak na użytkowników Nerve wpływa anonimowość, jaką daje sieć. Twórcy uchwycili proces, w którym grupa ludzi, dostając za 20 dolarów możliwość sterowania czyimś życiem bez konsekwencji dla siebie, staje się coraz bardziej wyrafinowana i okrutna. Bez świadomości skutków – a może ignorując je – użytkownicy traktują grę jako, cóż, rozrywkę, nie zważając na możliwość fizycznego krzywdzenia uczestników.

Lepiej, ale nie tak dobrze

Mimo jednak interesującej tematyki i całkiem udanego budowania napięcia, sporo jednak w Nerve niedociągnięć – głównie fabularnych. Nie czytałam powieści, trudno jest mi więc powiedzieć, czy wersja literacka byłaby pod tym względem lepsza. Faktem jednak pozostaje, że z jednej strony scenarzyści potraktowali po macoszemu postać przyjaciela Vee, Tommy’ego, który przecież ma ogromny wpływ na fabułę i finał historii; matka dziewczyny pojawia się głównie jako „wielki hamulcowy” ambicji dziewczyny, a potem jako lekko rozhisteryzowana opiekunka. Zmarnowano też ogromny potencjał, jaki miała postać Ty’a, jednego z graczy Nerve, używając go głównie jako naładowanego adrenaliną przerywnika. Z drugiej – po seansie pozostaje wiele pytań. Kto stworzył grę? Po co? Skąd biorą się grube tysiące na nagrody? W jaki sposób uczestnicy mogą śledzić gracza, który wypadł z gry? Skąd Vee i Ian wiedzieli, jakie będzie ostatnie zadanie? I dlaczego Ty zgodził się na udział w pewnym planie? Nie dostajemy odpowiedzi na te pytania. Co gorsza – w połączeniu z dość banalnym finałem rodzi to spore rozczarowanie.

Technicznie

Nerve ostatecznie jest średnim filmem. Najpierw ładnie buduje napięcie, które potem w sposób zupełnie bez sensu rozładowuje. Marnuje potencjał aktorów, którzy spisali się naprawdę dobrze (zwłaszcza miło popatrzeć na Franco), nie rozwijając wielu fajnych postaci. Świetna ścieżka dźwiękowa i interesujące motywy społeczne nie wynagradzają nieco przydługiego wstępu i zmarnowanego przez nielogiczności finału.

Korekta: Damian "Nox" Lesicki

Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus