"Iluzja 2" - recenzja wydania DVD filmu

Autor: Mateusz Michałek
Korekta: Joanna Biernacik
19 stycznia 2017

Pilnie poszukiwany prestiż!

Sztuczki iluzjonistów fascynują widza najmocniej podczas premierowego pokazu, kiedy są dla nas jeszcze zaskakujące i zagadkowe. Z każdym kolejnym przedstawieniem obserwowanie tego samego triku staje się coraz bardziej męczące i przewidywalne. Podobnie jest z Iluzją 2, która niemal całkowicie wytraciła impet, pomysłowość i tajemniczość pierwszej części przygód Jeźdźców.

Grupa wznoszących sztukę iluzji na najwyższym poziom magików wpada w olbrzymie tarapaty. Ich żądny zemsty rywal doprowadza do skandalu dekonspirującego iluzjonistów. Uciekając przed FBI, wyczekiwani  przez publiczność, będą musieli udowodnić niewinność i przechytrzyć swojego wroga.

Większość sztuczek iluzjonistów opartych jest na  tzw. „zmyłce” – strategii mającej na celu odwrócenie uwagi widzów od rzeczywistych poczynań magików. Twórcy Iluzji 2 postanowili wykorzystać ten chwyt w swoim filmie, przykrywając niedostatki fabularne kolejnymi trikami wykonywanymi przez bohaterów. Problem w tym, że scenariusz sequela, w przeciwieństwie do całkiem intrygującej „jedynki”, jest wybitnie wtórny (motyw złego brata bliźniaka oraz socjopatycznego bękarta widzieliśmy już wielokrotnie) i pozbawiony sensownych zwrotów akcji. Produkcji zabrakło również polotu, solidnej dawki poczucia humoru (choć Lizzy Caplan stara się jak może) oraz pewnej lekkości, charakterystycznej dla finezyjnego kina rozrywkowego. Co ciekawe, najgorzej wypada najważniejszy element obrazu Jona Chu (kiepski pomysł, aby oddać taki obraz w ręce reżysera Step up-ów i koncertu Justina Biebera), czyli filmowa ekranizacja sztuczek magicznych prezentowanych przez Jeźdźców, sprowadzających się w filmie do kilku trików karcianych, hipnozy i zabawy w Boga. Większość z nich niewiele wnosi jednak do fabuły, stanowiąc najwyżej efektowny wypełniacz seansu.

Na szczególną uwagę zasłużył fatalny i dziurawy jak sito scenariusz. Bohaterowie, podobno niezwykle inteligentne osoby (w filmie tego raczej nie zauważymy), postępują nielogicznie, a twisty fabularne są równie nieprzewidywalne, co wybory prezydenckie w Rosji. To jednak nic, zważając na „efektowny” finał. Kino rozrywkowe niemal z definicji bywa mocno przerysowane i naiwne, dlatego przymykamy oko na absurdalność wątków i niekonsekwencję fabularną. Jednak Jon Chu traktuje widza jak przedszkolaka, ukazując w punkcie kulminacyjnym produkcji - „spektakularny” twist fabularny (oczywisty dla średnio rozgarniętego obserwatora już w połowie seansu) oraz niezauważony przez nikogo samolot na środku Tamizy (jego rozmiar niewątpliwie umożliwił jego niewykrywalność). Zdecydowanie większą przyjemność sprawiało oglądanie Dynamo (brytyjskiego iluzjonisty) chodzącego po tafli rzeki jak Jezus niż odgrzewane kotlety serwowane przez twórców Iluzji 2. Warto zwrócić uwagę na Daniela Radcliffe’a, który ponownie udowodnił, że jest aktorem o znikomej ekspresywności. Pozostałe gwiazdy, poza świetną Lizzy Caplan, grają raczej na „autopilocie”, powielając swoje wcześniejsze kreacje.

Nie wyróżnia się również wydanie DVD Iluzji 2, gdyż ograniczone zostało wyłącznie do książeczki ze standardowymi materiałami prasowymi. Płyta opatrzona została w charakterystyczną grafikę, stanowiącą tło dla stosunkowo intuicyjnego i prostego w obsłudze menu. Otrzymujemy możliwość wyboru poszczególnych scen odtwarzania filmu oraz całkiem poprawnych wersji językowych (w tym polskich napisów i lektora). Jedynymi materiałami dodatkowymi, jakie znajdziemy na płycie, są zwiastuny obrazu Chu oraz zapowiedzi kolejnych produkcji dystrybuowanych przez Monolith (na rynek kinowy i DVD).

Nieco lepsze wrażenie sprawia wspomniana powyżej specjalna książeczka, będąca opakowaniem na płytę DVD.  Z informacji w niej zawartych, dowiemy się kilku ciekawostek dotyczących osobowości i warsztatu aktorskiego gwiazd filmu oraz ich podejścia do realizacji kontynuacji Iluzji. Warto odnotować, że dzięki bookletowi poznajemy także uzasadnienie decyzji podejmowanych przez twórców. Wydanie mogłaby wzbudzić zdecydowanie większe zainteresowanie w przypadku zamieszczenia w nim kilku ciekawostek związanych z obrazem, scen niewykorzystanych oraz kuchni filmowej.

W języku iluzjonistów ostatni etap triku, subtelne i zaskakujące zakończenie, nazywane jest prestiżem. To moment, po którym następuje cisza i... owacja na stojąco. Tego właśnie zabrakło w drugiej części Iluzji, która stała się zbyt toporna, przesadzona i przewidywalna, co produkcji o magikach po prostu nie przystoi. Film polecam przede wszystkim fanom „jedynki” oraz osobom, które nie widziały jeszcze genialnego Prestiżu Nolana.



blog comments powered by Disqus