Recenzja filmu "Niepamięć"

Jack (Tom Cruise) i Victoria (Andrea Riseborough) są ostatnimi ludźmi na Ziemi. Inwazja Obcych i zniszczenie Księżyca zamieniły planetę w jałową, skażoną radioaktywnym promieniowaniem pustynię, na której żyć mogą jedynie wrogie istoty zwane Padlinożercami – nieliczni ocalali po wojnie z ludźmi kosmici, wielcy przegrani. Wygraliśmy wojnę. Dlaczego to my musimy uciekać? – pyta Jack, borykając się ze sprzecznymi emocjami na dwa tygodnie przed opuszczeniem globu. On i jego towarzyszka mają za zadanie dopilnować pracy maszyn przetwarzających wodę z całego globu na energię, dzięki której rasa ludzka będzie mogła przetrwać w nowym miejscu w Kosmosie – na Tytanie, jednym z Księzyców Jowisza. Kiedy ich misja ma się ku końcowi, Victoria staje się coraz bardziej podekscytowana, Jacka Harpera dopadają natomiast wątpliwości. To dobry moment na ujawnienie wielkiej mistyfikacji.

Niepamięć to przykład świetnego rzemiosła „made in Hollywood”. Drugi film Josepha Kosinskiego (debiutującego w roli reżysera za kamerą obrazu Tron: Dziedzictwo, 2010) ma wszystko, czego widz może oczekiwać po produkcji oznaczonej jako akcja/sci-fi – są tu brawurowe pościgi, dynamiczne sceny walki wręcz, futurystyczne gadżety, piękne kobiety oraz źli kosmici. I – oczywiście – na tle tego wszystkiego: Tom Cruise, który po raz kolejny udowadnia, że dopóki on stoi na straży, ludzie mogą spać spokojnie. Pomimo tego, że na planie filmu aktor kończył 50 lat, wciąż z jednakową werwą chwyta za broń i wskakuje na siodełko motocykla, kiedy tylko słyszy, że wróg czai się u bram.

Być może w tym własnie leży główny problem filmu: Jack Harper to nie tylko archetypowy bohater eksploatowany po stokroć w kinie sci-fi, ale także kolejna już rola Cruise’a, w której powiela on schematy, które sam stworzył. Towarzyszący mu na planie Morgan Freeman uśmiecha się tajemniczo oraz – nic nowego – jako powiernik trudnej prawdy jest przewodnikiem i mędrcem, mentorem świeżo upieczonego kandydata na wybawiciela ludzkości od kosmicznego terroru. Postaci kobiece stanowią tu tło – jedna nie chce pozwolić się uratować, druga dodaje Jackowi sił, zapewniając go o swojej dozgonnej miłości. Wszystko jest tu poprawne, dokładnie takie jak powinno być – być może nawet trochę za bardzo.

Nawiązania do klasyków kina sci-fi i filmów akcji nie umkną podczas seansu uważnemu obserwatorowi – nienachalne, ale czytelne odniesienia składają się na efekt żonglerki cytatami i obrazami, jest to jednak efekt bardzo smaczny, nie wywołujący wrażenia wtórności. Nawet jeśli nie uda się odnaleźć źródła inspiracji danej sceny, w umyśle widza pozostaje wyraźne wrażenie osadzenia w formach wyrazu gatunku, wierność amerykańskim wzorcom kina o bohaterach ludzkości. Finałowa scena przypomina nie tylko Armageddon, ale przede wszystkim reinterpretuje mit wybawienia przez poświęcenie, udowadnia w bardzo amerykańskim stylu, że zwycięstwo wymaga ofiar – nawet, jeśli epilog sugeruje, że prawdziwi herosi żyją wiecznie.

Najmocniejszą stroną Niepamięci jest warstwa techniczna – świetne zdjęcia Cluadia Mirandy (scena z zawieszonym w powietrzu basenem mocno podnosi walory estetyczne obrazu) dobrze współgrają z minimalistyczną przestrzenią kwatery Jacka i Victorii, a efekty specjalne powinny zaspokoić oczekiwania osób, które wybiorą się do kina głównie ze względu na wybuchy oraz pościgi. Fabuła jest spójna, a co więcej – chociaż nie redefiniuje gatunku – ma w sobie pewien powiew świeżości i nie pozwala nudzić się przez ponad 2 godziny seansu. Muzyka z kolei nieźle komponuje się z pełnymi napięcia scenami. Reżyser próbuje pogłębić charakter głównego bohatera przez wizualizację jego „domu marzeń” i pełne nostalgii reminescencje, jednak Jack Harper nie udaje kogoś innego niż jest – to amerykański kosmonauta, lider, bohater, mężczyzna w każdym calu, zdolny do miłości i poświęcenia, jednak twardy jak stal.

Film Kosinskiego niełatwo ocenić jednoznacznie w kategoriach „dobrego” lub „złego”. Prawdopodobnie nie ma większych szans, żeby przejść do klasyki kina, nie pozostawia jednak większego uczucia niedosytu. To lekka, przyjemna forma rozrywki na wysokim poziomie, pozbawiona poważnych niedociągnięć, idealna na weekend - dla odprężenia po długim tygodniu. Fabularnie bardziej interesująca niż Avatar czy Prometeusz,Niepamięć nie pretenduje do miana najgłośniejszej produkcji roku, co tylko wychodzi jej na dobre. Być może za rok nikt nie będzie wspominał jej ze specjalnym rozrzewnieniem, ale z pewnością nie należy skazywać jej na zapomnienie.

Niepamięć można zobaczyć w:


blog comments powered by Disqus