"Ostatnia rodzina" - recenzja filmu

Autor: Korni

Całe życie z Beksińskimi

Reżyser Jan Matuszyński zmierzył się z bardzo trudną materią. Przedstawienie losów Beksińskich nie tworząc z filmu ani nadmuchanej pochwały, ani filozoficznej przypowieści o ciemnych zakamarach człowieczej duszy nie było łatwym zadaniem. Ostatnia rodzina nie jest sztucznym, napompowanym tworem ani łzawym dramatem. To historia ludzi, którzy niezauważeni mogą mieszkać naprzeciwko nas.

11 lat temu polską opinią publiczną wstrząsnęła makabryczna zbrodnia, jakiej ofiarą był malarz Zdzisław Beksiński. 6 lat wcześniej samobójstwo popełnij jego syn Tomasz – tłumacz filmowy i prezenter radiowy. Tragiczne odejście syna, poprzedzone śmiercią żony Zdzisława, przyczyniło się do niechybnej łatki, jaką zaczęto określać rodzinę Beksińskich. Przekleństwo, które z nimi kojarzono, potęgował fakt niesamowicie mrocznej i fantastycznej twórczości artysty.

Chronologiczność wydarzeń z życia Beksińskich ma w przypadku Ostatniej rodziny wielkie znaczenie. Film składa się z cyklu scen – niekoniecznie ze sobą powiązanych – które przeprowadzają nas poprzez poszczególne etapy ich życia. Widz czuje się serdecznie zaproszony do środka ich mieszkań i z roku na rok coraz bardziej się z nimi zaprzyjaźnia. Nie jest to jednak przyjaźń prosta i funkcjonuje na bliżej nieznanych nam zasadach. Nie wszystkie działania członków rodziny są dla gapia zrozumiałe, niekiedy w swej dziwności są komiczne albo wręcz przerażające. Mimo to, nie sposób nie lubić sagi Beksińskich, nie bacząc na – jak zgrabnie ujął to Zdzisław – trupy poukrywane w szafie. 

Postać Zdzisława, grana przez Andrzeja Seweryna, jest najbardziej wiarygodną ze wszystkich w filmie. Zamykając oczy, trudno odróżnić głos aktora od oryginału. Rola żony malarza Zofii przypadła Aleksandrze Koniecznej, która stworzyła pełną łagodności i spajającą całą rodzinę bohaterkę. Duet tych dwojga to uczta aktorska, która zadowoli najbardziej wymagającego widza. Nie trzeba wielkich słów o miłości, aby zobaczyć na ekranie głębię ich uczuć. Jakże wymowna jest scena, kiedy umierająca już Zofia uczy z anielską cierpliwością ukochanego męża jak korzystać z pralki. 

Inaczej ma się sprawa z odtwórcą Tomasza – Dawidem Ogrodnikiem. Bez wątpienia należy on do czołówki polskich aktorów młodego pokolenia, oddających się swojej roli i tworzących niezapomniane kreacje. Doskonałym przykładem jego talentu jest brawurowy występ filmie Chce się żyć, gdzie grał chorego na mózgowe porażenie Mateusza. W Ostatniej rodzinie mamy do czynienia z równie mocnym zaangażowaniem, ale i silną interpretacją aktora. Wystarczy odtworzyć prawdziwe nagrania z radiowych audycji młodego Beksińskiego albo jego wywiad z Wojtkiem Jagielskim, żeby przekonać się, że Dawid Ogrodnik stworzył postać Tomasza na nowo. Jego Tomek jest przerysowany, a sceny z jego udziałem koncentrują się na jego osobliwości i wyłączeniu z rzeczywistości, w której nie potrafił egzystować. Prawdziwy Tomasz miał wielu znajomych, był intelektualistą, znawcą ówczesnej popkultury, który – jak sam o sobie mówił – miał większe wymagania wobec życia. Dzisiaj jego zainteresowania czy upodobania seksualne nie byłyby niczym bulwersującym. Uwielbiał absurd, ale nie był absurdalnym człowiekiem. Dawid Ogrodnik włożył sporo pracy w swoją rolę, jednak mnogość histerycznych scen, w jakich pojawia się Tomasz, rodzi nam błędne przekonanie o jego osobie. Potęguje to niezrozumienie młodego Beksińskiego i szufladkuje go do postaci szaleńca. Tłumaczenie na siłę prób samobójczych Tomasza poprzez koncentrowanie się na jego ekscentryczności nie tylko spotkało się z protestami osób znających go osobiście, ale zepsuło także wiarygodność obrazu Beksińskich.

Mimo tego wybiórczego przedstawienia Tomka Ostatnia rodzina to piękny album fotograficzny artystycznej rodziny. Wplecione nagrania z kamer Zdzisława nadają realności produkcji, a widz żywcem zostaje wciągnięty do małego mieszkania na warszawskim osiedlu. Z chęcią podążamy za Zdzisławem i Zofią do ostoi Tomka, jeżdżąc starą, skrzypiącą windą i przemierzając puste blokowisko. Całość wydarzeń skupia się bowiem w tych dwóch małych, zamkniętych w wieżowcach światach, dzięki czemu zyskujemy przyjemność cofnięcia się do Polski z lat 70. Jedyną oznaką upływu czasu jest coraz to nowszy sprzęt Zdzisława, którym nieustannie zapisuje otaczającą go rzeczywistość – nie rezygnując również z uwiecznienia na taśmie filmowej ostatnich chwil życia swojej matki. Beksiński nagrywając każdy swój dzień wyprzedził wiek, bo przecież to dzisiaj najpopularniejszą formą wyrazu jest video i rejestrujące codzienność daily vlogi.

Pełna gorzkiego humoru Ostatnia rodzina to udany eksperyment formą biograficzną i znakomicie zagrane kino. To film nie tyle o bezradności, która rodzi histerię i trudnościach w jej przetwarzaniu, ale o zdolnych ludziach, którzy urodzili się za wcześnie. To materiał na idealny scenariusz filmowy, który został wykorzystany w odpowiednim momencie. Galeria Zdzisława w Sanoku zyskała odwiedzających, a o Tomku – nie samobójcy, ale o tłumaczu kultowych filmów i charyzmatycznym dziennikarzu muzycznym, znów jest głośno. To jest właściwy czas dla Beksińskich.

Korekta: Damian Lesicki


blog comments powered by Disqus