Recenzja filmu "Sztanga i cash"

Michael Bay w ostatnich latach zajmował sie głównie produkcją i reżyserią widowiskowej trylogii science fiction – Transformers. Wszystkie trzy filmy odniosły ogromny sukces komercyjny, a w planach ich twórcy jest już realizacja kolejnej, czwartej części. Tworząc przez kilka lat z rzędu wysokobudżetowe produkcje o robotach, faktycznie można odczuć pewne zmęczenie tematem. Najnowszy film Michaela Baya jest idealną odskocznią od serii Transformers, a przy tym doskonałym kinem akcji z doborową obsadą, ostrym poczuciem humoru oraz intrygującą fabułą, która przedstawia dosyć niecodzienny, nawet jak na Amerykę, przypadek kryminalny opisany w artykule stanowiącym podstawę scenariusza filmu Sztanga i cash.

Nazwisko Bay wszystkim kojarzy się tylko i wyłącznie z potężnym, wysokobudżetowym widowiskiem. Reżyser serii Transformers z pewnością nie należy do twórców niszowych, ponieważ od wielu lat klasyfikuje się go w czołówce autorów największych amerykańskich blockbusterów, jakie powstały na przestrzeni ostatniej dekady. Media od dłuższego czasu podawały informację o tym, że twórca filmowych Transformersów planuje odpoczynek od serii i chce stworzyć coś nieco bardziej kameralnego, z fabułą przypominającą atmosferę z Pulp Fiction. Tym projektem prawdopodobnie jest film Sztanga i cash, opowiadający o trzech kulturystach z Miami, którzy marzą o własnym amerykańskim śnie, po czym decydują się porwać wpływowego biznesmena. Daniel Lugo (Mark Wahlberg), Adrian Doorbal (Anthony Mackie) i Paul Doyle (Dwayne „The Rock” Johnson) nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z tak poważnym wykroczeniem jak porwanie, dlatego ich wszystkie działania są wyjątkowo amatorskie. Akcja filmu rozgrywa się w latach 90-tych i została oparta na faktach. Kanwą scenariusza stał się artykuł z Miami New Times opowiadający o kryminalnych przygodach trójki kulturystów.

Najnowszy film Michaela Bay utrzymany jest w charakterystycznym dla tego reżysera, szybkim i dynamicznym rytmie. Scenariusz nie zawiera żadnych zbędnych fragmentów, które mogłyby w jakikolwiek sposób zaburzyć tempo filmu. Scenarzyści Christopher Markus i Stephen McFeely  w idealny sposób zaadaptowali artykuł z Miami New Times tworząc na jego podstawie świetną, ponad dwugodzinną fabułę, w której nie ma miejsca na niepotrzebne dialogi. Pod względem samej treści Sztanga i cash wypada znakomicie. Dzieła dopełniają perfekcyjne zdjęcia autorstwa Bena Seresina, z którym Michael Bay współpracował wcześniej przy serii Transformers. Wszystkie ujęcia są utrzymane w jaskrawych, błękitno żółtych barwach, co doskonale podkreśla klimat Florydy. Michael Bay często wraca do Miami. W tym mieście rozgrywała się akcja filmu Bad Boys, który był genialnym debiutem amerykańskiego reżysera. Bay powrócił na Florydę również z drugą częścią przygód policjantów - Marcusa Bernetta i Mikeya Lowreya, która była zrealizowana w dokładnie tym samym stylu wizualnym, co Sztanga i cash. Na tej podstawie można stwierdzić, że Michael Bay uwielbia pracować w Miami, gdzie znajduje się sporo bardzo filmowych lokalizacji, które amerykański reżyser wykorzystuje do granic możliwości. Współpraca z operatorem zdjęć - Benem Seresinem - po raz kolejny okazała się wyjątkowo owocna, czego efektem jest prawdziwy wizualny majstersztyk.

Z pewnością sporym wyzwaniem było ukazanie Miami w stylu lat 90-tych. Twórcy filmu doskonale oddali klimat tamtych lat, który przejawia się głównie w wystroju siłowni i klubu fitness, gdzie pracuje główny bohater oraz w modelach samochodów robiących furorę pod koniec ubiegłego wieku. Plan trójki kulturystów otwiera im drzwi do prawdziwych elit. Z przeciętnych obywateli nagle stają się bogaci, jeżdżą sportowymi samochodami i chętnie korzystają ze wszystkich rozrywek, jakie tylko może zaproponować Miami. Bay świetnie pokazuje sposób, w jaki główni bohaterowie rozkoszują się bogactwem. Postać Daniela Lugo przypomina trochę kreację stworzoną przez Wahlberga w Boogie Nights. Lugo, podobnie jak Dirk Diggler, za wszelką cenę dąży do spełniania własnego amerykańskiego snu zaliczając przy tym kolejne wzloty i upadki. Pod tym względem Mark Wahlberg okazał się być idealnym kandydatem do roli Daniela Lugo, który, jak się okazuje, ma dużo wspólnego z bohaterem głośnego filmu Paula Thomasa Andersona, wspominanego wcześniej Boogie Nights. Świetnie zaprezentował się również Ed Harris grający postać emerytowanego policjanta zajmującego się sprawą trojki kulturystów dla czystej rozrywki.

Kolejnym plusem Sztangi… jest ścieżka dźwiękowa. Utwór Can’t u hear my knockingto prawdopodobnie jeden z najchętniej i najczęściej wykorzystywanych numerów autorstwa zespół The Rolling Stones. Po tę piosenkęsięgało już wielu filmowych twórców, którzy budowali wokół tego utworu całą scenę lub świetną i wciągającą czołówkę, czego dowodem jest chociażby Blow. Michael Bay jest kolejnym reżyserem, który zdecydował się wykorzystać ten utwór do jednej z wyjątkowo ekstremalnych scen, w której główni bohaterowiepróbują pozbyć się zwłok. Muzyka zespołu The Rolling Stones rewelacyjnie podkreśliła czarny humor, z jakim został napisany ten epizod.

Sztanga i cash może i nie jest kameralnym filmem w stylu Pulp Fiction, lecz oglądając najnowszy obraz Michaela Baya odnosi się wrażenie, jakby całe Miami było zaangażowane w jego produkcję, ponieważ akcja rozgrywa się w centrum miasta, ekskluzywnych willach, siłowniach, ciemnych ulicznych zakątkach i luksusowych klubach. Michael Bay ewidentnie przywykł do rozmachu, jednak biorąc pod uwagę jego poprzednie dokonania, Sztanga i cash wydaje się być przy nich idealnym, długo zapowiadanym odpoczynkiem od Transformers. Sfera wizualna jest tutaj zdecydowanie najmocniejszą stroną. Żaden inny amerykański reżyser nie pokazuje Miami w taki sposób, jak robi to Michael Bay, dlatego pozostało tylko czekać na trzecią odsłonę filmu Bad Boys.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus