"Piotruś. Wyprawa do Nibylandii" – recenzja wydania DVD

Autor: Korni
Korekta: Anna Ruszczak
19 lipca 2016

Pomyśl o czymś przyjemnym


Historia chłopca, który nigdy nie dorósł, rozpala wyobraźnie od ponad 100 lat. J.M. Barrie, tworząc na potrzeby sztuki teatralnej niezwykłą postać Piotrusia, z pewnością nie przypuszczał, że przetrwa ona w sercach kilku pokoleń i będzie inspiracją dla wielu filmowych produkcji. Reżyser Joe Wright dokłada swoją cegiełkę do tej klasycznej opowieści: odkrywa przed widzami genezę losów Pana, dając im baśniową przygodę dla całej rodziny.

12-letni Piotruś (Levi Miller) mieszka w londyńskim sierocińcu. Pewnej nocy zostaje porwany przez piratów na latający okręt. Trafia do Nibylandii, gdzie rządzi Czarnobrody (Hugh Jackman), wykradający do ciężkiej pracy dzieci ze wszystkich epok i zakątków świata. Obsesyjnie poszukuje on czarodziejskiego pyłu wróżek i jest zdolny do wszystkiego, aby dotrzeć do największych jego pokładów. Piotruś wraz z Jamesem Hookiem (Garrett Hedlund) oraz wojowniczką Tygrysią Lilią (Rooney Mara) wyrusza w głąb wyspy w celu odnalezienia wróżek i ocalenia Nibylandii przed chciwym piratem.

Postać Piotrusia, która najsilniej istnieje w naszej świadomości, pochodzi z animacji Disneya opowiadającej o przygodach niesfornego, latającego chłopca. Z kolei film Hook z 1991 roku (w reżyserii Stevena Spielberga oraz z brawurową rolą Robina Williamsa) przedstawia dorosłą wersję Pana i tworzy nowy, choć spójny z klasycznymi założeniami, rozdział życia bohatera. To, co jest niewątpliwą zaletą filmu Wrighta, to wykreowanie zupełnie nowej historii, jakiej jeszcze nie znamy. Odkrywamy losy zawadiaki przed jego zamieszkaniem na magicznej wyspie. Kilkunastolatek musi dopiero obudzić w sobie odwagę, poznać swoje prawdziwe przeznaczenie, a nawet posiąść sztukę latania.

Levi Miller, który miał szansę wystąpić jako tytułowy bohater, został wybrany z tysiąca dzieci mieszkających w anglojęzycznych krajach. To jego pierwsza poważna rola i trzeba przyznać, że poradził sobie z nią całkiem dobrze. Wypada wiarygodnie na tle nieudanej kopii Indiany Jonesa, czyli Garretta Hedlunda w roli Hooka. Cwaniaczek, podrywacz i krętacz – taki zdaje się początkowo James. Jednak pod wpływem uroku Tygrysiej Lilii szybko odkrywa swoje prawdziwe, wrażliwe oblicze. Wspomniana trójka bohaterów, z którą przeżywamy przygody w Nibylandii, nie wywiera jednak na widzu takiego wrażenia, jak postać głównego antagonisty. Czarnobrody Jackmana to nie tylko kunszt aktorski, ale także estetyczna uczta dla oka. Odtwórca roli Wolverine’a przebrany w różowe rajstopy i śpiewający Nirvanę to widok bezcenny.

Postać Czarnobrodego tworzy nie tylko solidna interpretacja Jackmana, ale także perfekcyjna charakteryzacja. Joe Wright ma na swoim koncie reżyserię takich kostiumowych tytułów jak Duma i uprzedzenie czy Anna Karenina. Nic więc dziwnego, że absolwent College of Arts w Londynie postarał się o sferę wizualną Piotrusia także w kwestii strojów. Wyjątkowa dbałość o szczegóły charakteryzacji bohaterów nadaje historii rozmachu, a także odpowiedniego klimatu. Przede wszystkim wyodrębnia poszczególne grupy z opowieści: obszarpane dzieci z sierocińca, komicznie przebranych piratów czy kolorowych jak egzotyczne ptaki tubylców wyspy. Zadbanie o tę sferę sprawiło, że produkcję ogląda się ciekawie również we fragmentach pozbawionych efektów specjalnych.

A tych ostatnich mamy wyjątkowo dużo. Od porwania Piotrusia z sierocińca akcja filmu to niezwykłe przygody w zawieszonej w chmurach baśniowej Nibylandii. Wróżki, piękne syreny, efektowne sceny walki na latających okrętach – widz nie ma prawa się nudzić. Dając się ponieść tym niezwykłym emocjom moglibyśmy przypuszczać, że będziemy mieć więcej bieganiny niż historii głównego bohatera. Mimo nagromadzenia baśniowych elementów wątek zagubionego chłopca nie zostaje odsunięty na boczny tor. Warto docenić, że sama przemiana Piotrusia z niepewnego siebie chłopczyka w słynnego z psot rozrabiakę opiera się na głównym przesłaniu filmu: wystarczy w siebie uwierzyć.

Silną wiarę w sukces produkcji mieli z pewnością jej twórcy. Nie bez powodu dużą część akcji kradnie postać Jamesa, który jest młodą wersją Kapitana Hooka – głównego rywala Pana w jego klasycznych przygodach. Niestety, film nie rozbił banku, a widz nie zaspokoi swojego apetytu na zobaczenie, jak potoczy się znajomość przyjaciół i co doprowadzi do późniejszego rozłamu ich bliskiej relacji. To jedyny zarzut fabularny, jaki możemy mieć pod adresem Piotrusia, i nauczka dla innych twórców. Zamiast snucia w trakcie filmu zbędnych insynuacji na temat kolejnej (możliwej) jego odsłony wystarczyło dodać krótki materiał po napisach końcowych. Zabieg ten jest powszechnie stosowany (głównie w komiksowych adaptacjach) i jak najbardziej spełnia swoją rolę.

Wydanie DVD to nic poza standardowym menu z możliwością dostosowania napisów lub wybrania wersji z dubbingiem. W dodatkach specjalnych znajdziemy video dotyczące castingów do tytułowej roli. Szkoda, że dystrybutorzy nie poszli w równie baśniowy klimat, jaki buduje nam produkcja, i nie postarali się o fantazyjne pudełko czy ciekawszą grafikę. Tak magiczny film daje do tego potencjał.

Historia Piotrusia Pana przypomina, czym jest dzieciństwo, i przemawia do nas niezależnie od wieku. Piotruś. Wyprawa do Nibylandii to idealna propozycja, aby na chwilę oderwać się od problemów dorosłego świata i dowód na to, że można stworzyć film przygodowy dla dzieci pozbawiony wszechobecnej brutalności.



blog comments powered by Disqus