Co było… przed? - recenzja filmu "Piotruś. Wyprawa do Nibylandii"

Piotruś. Wyprawa do Nibylandii recenzjaW tym roku Joe Wright, twórca takich obrazów jak Duma i uprzedzenie, Hanna czy Anna Karenina, postanowił zmierzyć się z historią o Piotrusiu Panie. Co więcej, zapragnął przedstawić swoją wizję tego, co działo się przed znaną z książki opowieścią. Czy reżyser stworzył ciekawy i dobry film? Nie do końca.

Któż nie zna postaci Piotrusia Pana – wiecznego chłopca żyjącego w Nibylandii i grającego na nosie swojemu największemu wrogowi, Kapitanowi Hakowi? W historiach o przygodach tego psotnika zaczytywali się zarówno dorośli, jak i ich latorośle, powstało również kilka filmów i sztuk teatralnych, które przedstawiały poczynania młodego bohatera, Zagubionych chłopców i Dzwoneczka. 

Pewnej nocy pod drzwiami sierocińca młoda kobieta zostawiła swoją pociechę. W ostatnich słowach obiecała dziecku, że któregoś dnia po nie wróci. Mijają lata, a podrzutek (był nim chłopiec) dorasta z nadzieją w sercu, że rodzicielka w końcu wróci, a on sam wyrwie się z miejsca, w którym brak ciepła i miłości. Jedno z marzeń w końcu się spełnia, gdy nagle z sierocińca zaczynają ginąć chłopcy. Wprawdzie opiekunowie zapewniają, że nic się nie dzieje, jednak Piotruś czuje, że to puste słowa. Pewnej nocy przekonuje się, że jego przeczucia okazały się prawdą – jest świadkiem porwania kilku sierot, w tym swojego najbliższego przyjaciela. Nie zważając na niebezpieczeństwa, bohater postanawia dowiedzieć się, kto za tym wszystkim stoi. I tak trafia do… Nibylandii.

Sam pomysł na stworzenie wersji "co było przed" nie jest niczym złym. O ile pozostaje się wiernym koncepcji, którą już się zna i lubi. Niestety Joe Wright obrał zły kierunek, przez co produkcja nie zyskała dużego uznania nie tylko w oczach krytyków, ale także przeciętnych zjadaczy chleba. Jeszcze gorzej sprawa ma się ze środowiskiem miłośników historii o Piotrusiu. Reżyser popuścił wodze swojej fantazji i niestety w pewnym momencie za bardzo zboczył z drogi, co doprowadziło go na skraj dość głębokiej przepaści.

Piotruś Joe Wright recenzja

Wizualnie produkcja stoi na bardzo wysokim poziomie. W tej materii można przyczepić się tylko do szczegółów lub tego, że coś wygląda inaczej niż widz sobie wyobrażał. Film dosłownie ocieka cudownością, magią i żywymi barwami. Odbiorca zachwyca się każdym kadrem – nieważne czy historia rozgrywa się w kopalniach, na latającym statku, czy w leśnej gęstwinie. Wizualnie film został dopracowany w najdrobniejszych szczegółach – to prawdziwa uczta dla oka. I gdyby tylko to składało się na ocenę obrazu, Piotruś zyskałby wysokie noty. Niestety o inne warstwy produkcji już tak nie zadbano.

Fabuła jest – widać, co autor miał na myśli i do czego dążył. Dodatkowo wplótł do filmu sporo odniesień do przyszłych wydarzeń, które dla osób zaznajomionych z historią są pewnego rodzaju puszczeniem oczka w ich kierunku. Problem polega na spójności jednej historii z drugą. Jasne, bardzo dobrze, że twórcy pokazali życie Piotrusia i Haka przed staniem się wrogami, tylko gdzieś po drodze przyszły jednoręki traci cały charakter, jaki posiada w książce.

Filmowy Hak to taki Indiana Jones w pirackiej wersji. Strój typowy dla globtrotera, charyzma i cięty dowcip. Trudno uwierzyć, że w przyszłości stanie się jednym z najbardziej rozpoznawalnych literackich czarnych bohaterów. Nie widać w nim tej iskry zła – zapewne Joe Wright, gdyby powstał kolejny film, (co jest dość wątpliwe) znalazłby sposób na pokazania transformacji w Tego Złego. Czy ta przemiana byłaby do przyjęcia, to już inna para kaloszy. W tej wersji opowieści o Piotrusiu Hak to poczciwy młodzieniec z zasadami.

Piotruś Joe Wright recenzja

A sam Piotruś? Jest poprawnie. Levi Miller okazał się dobrym wyborem – wizualnie bardzo pasuje do tej roli. Problem jednak leży w scenariuszu, gdyż tytułowy bohater jest za bardzo… nijaki. Biega, skacze, odkrywa. Do tego dochodzi przepowiednia, że jest wybrańcem – motyw stary jak świat. Nic specjalnego, nic oryginalnego. Nawet wątek nauki latania jest przewidywalny i bardzo spłycony, przez co każdy domyśli się, kiedy protagonista opanuje tę sztukę.

Piotruś. Wyprawa do Nibylandii rozczarowuje. Spory potencjał historii – zwłaszcza wątek Hak/Piotruś został źle opowiedziany – został zmarnowany. O ile obsadę dobrano dobrze, o tyle bohaterom nie dano tej iskry, która tak zachwyca w książce. Trudno uwierzyć, że filmowa historia skończy się tak jak w książce. Może gdyby twórcy skupili się na prawidłowych relacjach między postaciami i obrali inną formę dla fabuły, całość okazałaby się bardziej zjadliwa i prawdopodobna. Piotruś. Wyprawa do Nibylandii nie łączy się z książkową historią, brakuje jakiegoś wiarygodnego spoiwa. Pozostaje tylko zachwycanie się warstwą wizualną.

Korekta: Damian "Nox" Lesicki

 

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus