Recenzja filmu "Paranoja"

Utalentowana i wyborna obsada, ciekawy pomysł fabularny, pełny rozmachu i intrygujących wydarzeń zwiastun oraz rekomendacje znajomych - to niemal podstawowy czynnik, którym kieruje się widz idąc do kina. Niestety, choć Paranoja zapowiadała się naprawdę interesująco, rzeczywistość okazała się dość okrutna…

Najnowocześniejsze technologie warte miliardy dolarów, strzeżone przez dwie wielkie korporacje. Dwaj potężni biznesmeni walczący ze sobą wszelkimi dostępnymi metodami. Młody wybitny inżynier Adam, zostaje narzędziem w rękach rekinów biznesu. Błyskawiczna droga na szczyt. Wielkie pieniądze. Kobiety i zaszczyty.  Niestety, ten raj staje się dla Adama  pułapką. Wszechobecna inwigilacja, osaczające intrygi, bezpardonowa walka w której ludzie stają się pionkami i uderzająca świadomość: z tej matni nie ma ucieczki…

Jak mawiał, przytoczony w filmie Pablo Picasso „Dobrzy artyści kopiują, wybitni - kradną”. Cytat ten doskonale oddaje clue produkcji, której co najwyżej solidny reżyser w głównej mierze kopiuje znane  sobie i widzom pomysły, takie jak wszechobecny Big Brother, thriller szpiegowski ( Rekrut i Szpieg) oraz kino sensacyjno-obyczajowe ( 21 Luketica). Głównym problem Paranoi jest przede wszystkim niedopracowany i mało logiczny scenariusz. Bohaterowie wielokrotnie postępuje niezgodnie z regułami zdrowego rozsądku, ich poczynania i motywacje często bywają równie naiwne, co nad wyraz płytkie historyjki na Pudelku. Największym mankamentem produkcji jest jednak całkowity brak charakterystycznego dla tego gatunku klimatu, budowania kolejnych etapów napięcia oraz zaskakującego i zapadającego w pamięć finału, któremu w przypadku Paranoi brak pewnej konsekwencji fabularnej, bowiem praktycznie oderwany jest od całości. Niemal przez cały seans Luketic podąża skrótami fabularnymi, stosuje podobną stylistykę i sposób narracji co w 21. W obrazie po raz kolejny obserwujemy protagonistę z przerostem ambicji, którego zbyt szybki awans społeczny wiąże się z problemami. Twórca tym samym zamiast łamać pewne schematy fabularne, wzmacnia je, wprowadzając postać chorego ojca, wymagającego drogiej opieki zdrowotnej, czy mocno nachalny romans pomiędzy głównymi bohaterami.  Luketic nie zagląda jednak pod drugą stronę maski, nie próbuje wypowiedzieć się na temat wciąż zaciskającej się wokół nas pętli elektroniki, nie przygląda się prawdziwym motywacjom głównych bohaterów, kreuje je zgodnie z utartymi schematami na postaci czarno-białe, zaślepione chorymi ambicjami.  W produkcji zabrakło mi jednak przede wszystkim tej artystycznej, Hitchcockowskiej  Paranoi, pełnej ukrytych lęków, poczucia osaczenia i obserwacji ( a’la  Wróg publiczny) czy po prostu walki z przeciwnościami losu. Wszystkie zaprezentowane na ekranie wydarzenia wydają się tym samym zbyt łatwe do rozszyfrowania, mało intrygujące oraz niewystarczająco realistyczne.

Na uwagę zasługuje pewien stylistyczny i teledyskowy talent reżysera, który wielokrotnie umiejętnie podkreśla pewne wizualnie olśniewające impresje, pełne wydłużonych ujęć i scenograficznych zachwytów. Szczególnie dobrze Luketic odnajduje się w  prowadzeniu aktorów.  Dzięki niemu na ekranie możemy obserwować genialny, choć epizodyczny pojedynek aktorskich gigantów Garry’ego Oldmana i Harrisona Forda. Ich mocne, pełne pasji i charyzmy kreacje stanowią najmocniejszy aspekt produkcji. Szczególne wrażenie na widzu wywiera przede wszystkim występ Forda, dawno nie będącego w aż tak dobrej formie. Aktor czaruje widza pewnym kinowym magnetyzmem, doskonale oddając  zarówno marzyciela z ideami, jak i bezwzględnego rekina biznesu. Ich doskonałe kreacje w znacznym stopniu przykrywają totalnie nijaki występ Liama Hemswortha, równie drewnianego co różdżka Harry’ego Pottera. Pięknym tłem dla aktorskich popisów swoich bardziej utalentowanych kolegów jest olśniewająca urodą i tym razem być może zbyt ugrzeczniona Amber Heard.

Paranoja Lukatica może zawieść niektórych widzów. Materiały promocyjne zapowiadały coś znacznie bardziej błyskotliwego, kreatywnego, ambitnego, ciekawszego, a zarazem sprawiały wrażenie, że po filmie można oczekiwać pewnej dyskusji na temat zbyt znaczącej roli Internetu i telefonii komórkowej na życie codzienne. Zamiast tego widz otrzymuje kolejną infantylną, przerysowaną historyjkę na temat przerostu ambicji nad treścią. A może po prostu oczekiwania wobec tego filmu były zbyt duże?

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus