O krok za daleko

plakat filmu O krok za daleko

Kiedy w twoim domu dzieje się coś dziwnego, możesz: wyprowadzić się, wezwać kogoś, kto pomoże, bądź próbować przeczekać. Mieszkający w wielkim domu Kate i Micah mają ten temat odmienne zdania. Kate chce wałczyć z koszmarami dręczącymi ją falami od dzieciństwa. Oto bowiem znów przyszedł ich nawrót. Micah, przyszły makler, próbuje wszystko racjonalizować – kupuje kamerę, aby rejestrować codzienne życie, a także to, co dzieje się w domu nocą. I to właśnie dzięki temu dowiadujemy się, co się wydarzyło. Oczywiście, dowiadujemy się w sposób ograniczony, na miarę obrazu z jednej, amatorskiej kamery.

Oglądając Paranormal Activity, nie sposób uniknąć porównań z Blair Witch Project. Mimo odmienności otoczenia, w oczy rzucają się podobieństwa i analogie. Analizując je, czeka się więc z niecierpliwością, aż wydarzy się w końcu „coś innego” niż skrzypienie drzwi. I kiedy „coś” zaczyna” się już dziać, ciarki, ciareczki, a w końcu – ciary zaczynają biegać po grzbiecie z dużą intensywnością.

Cały czas obserwujemy wydarzenia w domu Kate i Micaha usadowieni wygodnie w swoim, ciepłym świecie. Jest jednak w tym obrazie coś niepokojącego. Przecież tamci też maja swój „spokojny”, zwykły świat. Czyżby więc to samo co im, mogłyby przydarzyć się także mnie? Ta myśl, choć raczej podświadoma, uwiera z czasem jednak coraz bardziej, mocniej niż najbardziej niewygodne krzesło czy fotel.

Nawiedzone domy – żadna nowości. Amatorskie skrętki – ten pomysł też już nie oszałamia świeżością. Co właściwie sprawia, że quasiamatorska produkcja za kilkanaście tysięcy dolarów daje efekt tak niesamowity? W zalewie superdrogich, superefkciarskich superodukcji, surowe, kameralne, wręcz ascetyczne kino poraża swa prostotą. Dzięki umiarkowanemu dozowaniu filmowych tricków zdaje się, że naprawdę mamy do czynienia z czymś nadnaturalnym.

Paranormal Activity to także rewelacyjna szkoła warsztatowa, dla tych, co uważają, że aby zrobić dobre kino, potrzebne są miliony. Tak naprawdę potrzebny jest pomysł i zgrabna, nawet nie mistrzowska, realizacja. To, że tak zrobiony film olśniewa, świadczy dobrze o jego twórcach, ale zarazem nienajlepiej o reszcie produkcji przewijających się ostatnio przez ekrany. I pomyśleć, że ten film przeleżał dwa lata na półce, zanim trafił do dystrybucji!

Krok, o którym mowa w tytule niniejszego tekstu, to niepotrzebne trochę dopowiedzenie w finale. Twórcy wykonali go, podając pewne rozwiązania na talerzu. Chyba jednak tego domaga się po prostu konwencja i publika. Nie zmienia to też faktu, że to finał z głośnym przytupem.



blog comments powered by Disqus