Myśleć zapachami

Tak jak Jean-Baptiste Grenouille wydobywa z przedmiotów esencję zapachu, tak Tom Tykwer poddał destylacji powieść Patricka Suskinda budując z eterów jej fabuły własną historię i znaczenia.

Pozostając wiernym literackiemu pierwowzorowi Tykwer odrzucił poboczne wątki, takie jak choćby opis kłopotów ze znalezieniem mamki dla małego Grenouille'a czy jego spotkanie z markizem de la Taillade-Espinasse. Zabieg ten uczynił ekranową opowieść bardziej zwartą i dynamiczną, bez straty dla ukazanego w niej świata. Podejmując wyzwanie sportretowania na ekranie uniwersum zapachów posłużył się reżyser zdjęciami i ekspansywnym montażem. Obraz osiemnastowiecznej Francji nie uwodzi nas subtelną poetyką lecz zbudowany jest z licznych detali krzyczących swoją kolorystyką i kompozycją. Zaś dynanamiczne zestawianie kadrów uruchamia w umyśle procesy skojarzeniowe powiązane z zapachami migających na ekranie ryb, robactwa, owoców czy kwiatów.

Taki sposób przeniesienia na ekran powieści Suskinda pozwolił uwypuklić w tej kryminalnej historii szereg dodatkowych możliwości interpretacji. Odwołujący się do estetyki współczesnej reklamy obraz, to coś więcej niż tylko dramat niepotrafiącego kochać genialnego socjopaty. To opowieść o pragnieniu manipulowania ludźmi, w imię którego wszystko jest dozwolone - prztyczek w nos dzisiejszych polityków, którzy stosując najnowocześniejsze socjotechniki usiłują omamić społeczeństwa. Ogolone, nagie zwłoki ofiar Grenouille'a nie bez powodu budzą skojarzenia z ofiarami systemów totalitarnych, a scena konfrontacji z mieszkańcami Grasse przypomina przedwyborczy wiec.

To wreszcie opowieść o, powiązanym ze światem celebrities, dominującym dziś dyktacie piękna i związanym z nim społecznym wykluczeniem. Tak jak wyrzutkiem jest, nieposiadający zapachu, Jean-Baptiste, tak dziś groźba ostracyzmu wisi nad odstającymi od reklamowego wizerunku: młodych, pięknych, zdrowych i bogatych. Zaś presja wywierana w tym względzie przez media i otoczenie ma charakter permanentny. Ten sposób interpretacji niejako usprawiedliwia odejście reżysera od powieściowego wizerunku Grenouille'a, który nie jest już "niewyrośniętym chłopcem o szprotawej stopie i dziobatej twarzy" lecz przystojnym młodzieńcem o spojrzeniu niewiniątka. Podziw budzi sposób w jaki poradził sobie z tą kreacją debiutujący na ekranie Ben Whishaw.

Lecz nawet abstrahując od sfery dodatkowych znaczeń Pachnidło to po prostu modelowy przykład znakomitej ekranizacji. Przykład, który miałby wręcz szansę stać się dziełem bez skazy. Miałby, ponieważ Tykwer posunął się o pół kroku za daleko. Z ekranowej wersji powieści zniknął bowiem niezwykle istotny element cementujący fabularną historię Jeana-Baptisty. W powieści bohater wybierał swe ofiary spośród młodych, nastoletnich dziewcząt o niezwykłej urodzie, misternie pracując nad Pachnidłem i czekając, aż, mająca stać się ozdobą jego kolekcji, Laura osiągnie odpowiedni wiek, a, co za tym idzie, zapach. W filmie Jean-Baptiste nie jest już tak precyzyjny - morduje nawet prostytutkę - a powód wielomiesięcznego zwlekania z uśmierceniem Laury nie zostaje wyjaśniony.

To jednak jedyny poważny zarzut, jaki postawić mogą niemieckiemu reżyserowi fani powieści. Dla tych zaś, którzy nie zetknęli się z literackim pierwowzorem, to kwestia zupełnie bez znaczenia.

O prawo do sfilmowania Pachnidła zabiegało wielu europejskich i amerykańskich twórców. A wśród wielu odrzuconych znalazł się m.in. Jan Jakub Kolski, który niepowodzenie odreagował realizując Jasminum. Zaproszony do ekranizacji Tykwer otrzymaną szansę wykorzystał w 100 procentach.

Podyskutuj o tym filmie na forum!


blog comments powered by Disqus