"Pitbull. Niebezpieczne kobiety" - recenzja filmu

Autor: Korni

Akademia Policyjna w polskim wydaniu

Patryk Vega rozpoczął rok 2016 mocnym, filmowym uderzeniem. Produkcja Pitbull. Nowe porządki, która miała premierę w styczniu, odsłania kulisy męskiego i brutalnego świata. Kolejną odsłonę cyklu, szturmująca obecnie ekrany kin, poprzedza informacja: w 2015 roku 40% funkcjonariuszy przyjętych do policji stanowiły kobiety. Nowy Pitbull, mimo akcentu na damskie postacie, nie stracił ciężkiego klimatu, ale to nie losy niegrzecznych pań są największym atutem tej produkcji.

Zgodnie z tytułem filmu główną oś fabuły stanowią wątki kobiece. Poznajemy losy Małgorzaty Bojke (Alicja Bachleda Curuś), która zostaje niesłusznie oskarżona o zabójstwo matki, rozpoczynającej karierę w policji Zuzy (Joanna Kulig),  Jadźki (Anna Dereszowska) związanej ze skorumpowanym i niestroniącym od przemocy domowej Szelką (Artur Żmijewski) czy porucznik Izabeli Zych (Magdalena Cielecka), która przyjmuje łapówki, starając się zarobić na terapię dla niepełnosprawnego syna.

Mimo nowej, damskiej perspektywy wydarzeń, produkcję bezapelacyjnie kradnie męska postać. Perełką wśród obsady jest znakomity Sebastian Fabijański w roli niezrównoważonego Remka. Jego niebanalny bohater spaja ze sobą wszystkie wątki fabularne. Niebezpieczne kobiety wyhodowały go niczym żmiję, na własnych piersiach. Wnikający w przestępcze życie Remek traci kontrolę nad rzeczywistością. Za sprawą jego postaci wnikamy w głąb afery paliwowej, krwawych porachunków gangu motocyklistów oraz życia zza więziennych krat. Mimo, że fabularnie czasem trudno widzowi nadążyć za wszystkimi liczącymi się bohaterkami, to dzięki skupieniu ich wokół męskiej postaci dostajemy w miarę logiczną historię. Za pomocą takiego zabiegu Vedze udało się wyjść z zagmatwania wątków obronną ręką.

Niestety, mimo udanego scalenia różnorakich wątków w fabularną całość, spójności zdecydowanie brakuje w przypadku nastroju towarzyszącemu produkcji. W każdej scenie otrzymujemy zupełnie inną atmosferę, i o ile zapewnia to nam emocjonalny rollercoaster, dzięki któremu docieramy do końca ponad dwugodzinnej produkcji bez poczucia nudy, o tyle poziom absurdu i zażenowania wprowadza w konsternację. Udane w poprzednich odsłonach produkcji żonglowanie klimatem tutaj staje się główną wadą. Wykazującego tendencję spadkową humoru nie ratuje nawet doskonała Maja Ostaszewska, która wraz ze swoją postacią nietuzinkowej Olki okazała się objawieniem poprzedniej części. Niedorzeczne sytuacje i dialogi żywcem wyrwane ze słabego kabaretu nijak się mają do ciężkiego klimatu, jaki próbuje rysować reżyser, chociażby tematyką wychowywania niepełnosprawnego dziecka. Materiału z najnowszego Pitbulla wystarczyłoby do nakręcenia dwóch oddzielnych filmów, z czego jeden mógłby kandydować do polskich Węży.

Dwie produkcje w jednym roku to nie lada wyczyn. Widzowie mogli żywić uzasadnione obawy o utrzymanie poziomu. Przyzwyczajeni do dosadnego kina, jakie ostatnio serwował reżyser, zapominamy, że Vega ma też na swoim koncie filmy takie jak Ciacho czy Last minute. Pitbull. Niebezpieczne kobiety, kontynuując spuściznę poprzedników, posiada dużą dawkę energii i wciąga w mroczny świat mafijnych porachunków, ale niestety, na wzór niezrównoważonego przestępcy w amerykańskim kinie, zakłada co chwilę maskę błazna. 

Korekta: Agnieszka Bukowczan-Rzeszut


blog comments powered by Disqus