Recenzja filmu "Mapy gwiazd"

ʺCzłowiek jest jak szalony naukowiec, a życie to jego laboratoriumʺ, rzekł niegdyś twórca legendarnych horrorów, thrillerów i dramatów psychologicznych David Cronenberg. Wyobraźmy sobie zatem reżysera zakładającego na oczy gogle, gotowego do eksperymentu i z fascynacją przyglądającego się obiektowi swoich badań. Rezultatów nie da się przewidzieć. Mapy Gwiazd są jak amfiteatr prezentujący studium Hollywood w krzywym zwierciadle, które jednak okazuje się uderzająco prawdziwe. Zdeprawowana Fabryka Marzeń w wydaniu Cronenberga, który nie zna przecież żadnych granic, jawi się jako obraz najmroczniejszej strony celebryckiego życia i stanowi nie lada wyzwanie dla widza, choć w pozytywnym sensie.

Film zaczyna się od iluminacji rozmigotanych, błękitnych gwiazd, lecz ta początkowa błoga atmosfera to zaledwie sarkastyczny uśmieszek reżysera. Hollywood, pod powłoką sukcesu i splendoru sławy, skrywa przewalające się jak w kotle warstwy brudu. Agatha przyjeżdża do Los Angeles, by zobaczyć Hollywood, może nawet spróbować sił w biznesie filmowym. Zaczyna pracę u Havany, podstarzałej gwiazdy ogarniętej obsesją własnej legendy, która klnie i ładuje się producentom do łóżka, byle tylko móc zagrać swoją zmarłą matkę (maltretującą ją w dzieciństwie). Zaburzenia psychiczne, majaki, depresję i manię prześladowczą Havany leczy guru psychologii Stafford Weiss, który niczym współczesna reinkarnacja Zygmunta Freuda - zgłębia zakamarki ludzkich duszy ze stoickim spokojem i niezrównanym profesjonalizmem. Jego syn, także z zaburzeniami, stał się gwiazdą dzięki filmowemu hitowi o perypetiach niani, leczy się od uzależnienia narkotykowego i w wieku 13 lat wykazuje nadzwyczajne skłonności do schizofrenii. Wszyscy bohaterowie związani są ze sobą w okrutnym kole intryg, a w finale zobaczymy krew i morderstwa.

Podobnie jak w swoich poprzednich filmach, Niebezpieczna Metoda i Cosmopolis, Cronenberg kontynuuje tradycję snucia opowieści z zimnej, obojętnej perspektywy badacza. Zdjęcia sprawiają wrażenie sterylnych i czystych. Kojarzą się z ujęciami dokumentalnymi z sal operacyjnych. Udało się na nich uchwycić cienie i blaski Hollywood ale, dzięki zabiegom reżysera, całość daje wrażenie sztywności, odrętwienia i martwoty. Na szczęście było to zamierzone, więc odbiór pozostaje pozytywny.

Narracja jest prowadzona z chirurgiczną precyzją, każde ujęcie jest technicznie doskonałe i odmierzone. Muzyka Howarda Shore’a, który towarzyszył już Cronenbergowi przy Cosmopolis czy Niebezpiecznej Metodzie, choć złowróżbna i upiorna, w zasadzie nie gra większej roli w filmie(dominuje pełna napięcia cisza). Obraz jest wyprany z jakiegokolwiek sentymentalizmu, przy jednoczesnym powolnym budowaniu dusznej atmosfery między bohaterami. To z jednej strony powoli wysysa z widza przyjemność oglądania, ale jednocześnie stanowi intrygujące, mocne doświadczenie. Świat Hollywood okazał się idealnym tematem do tego typu eksperymentów. Jest to koszmar na jawie, który aż podchodzi do gardła w swojej obrzydliwości.

Hollywood w Mapach Gwiazd świeci blaskiem dawnej świetności, jego mieszkańcy zaś otoczyli się warstwami zobojętnienia i okrucieństwa. Nie widzą nic poza końcem swojego nosa, ludzkie dramaty nie mają dla nich najmniejszego znaczenia. Nie sposób nie dostrzec też jawnej krytyki świata pędzącego w gonitwie za pieniędzmi, a co za tym idzie, ostrzeżenia na temat kierunku, w którym nas prowadzi. Modelowa rodzina w Mapach Gwiazd uśmiecha się promiennie do kamer, a w zaciszu domów pielęgnuje tajemnice zbrodni, kazirodztwa i chorób psychicznych. Historia rozwija się niczym grecka tragedia. Reżyser prowadzi z widzem niebezpieczną grę: pragniemy przecież znaleźć w naszych filmach jakiś promyk nadziei, a on grozi palcem, wskazując, że tu nie ma sympatycznych postaci. Mówi tylko: nie spodoba wam się to, ale oglądajcie.

Z drugiej strony, takiego spektakularnego popisu aktorskiego nie można pominąć. Julianne Moore ponoć wzorowała się na kilku poznanych aktorkach, dzięki czemu z werwą podbija ekran, świetnie oddając pokłady jadu i zawiści swojej bohaterki. Perspektywa nominacji oscarowej wcale nie jest przesadzona. John Cusack był wyśmienity w roli mistrza psychoanalizy, na pochwałę bezapelacyjnie zasługuje też młody Evan Bird, grający syna Weissa, Benjiego, który wykazał się zaskakującą dojrzałością. Mia Wasikowska czaruje swoją chochlikowatą prezencją i podejrzanym uśmieszkiem, a Robert Pattinson rysuje postać idealnie zrównoważoną w swojej przeciętności.

Jeśli Mapy Gwiazd są jak grecka tragedia, czy można spodziewać się po nich katharsis? Widz może nie będzie usatysfakcjonowany, ale taki jest cel filmu. Centrum stanowi hubris, wina tragiczna, którą jest moralne zepsucie Hollywood. David Cronenberg to iście szalony naukowiec, który przygląda się i bada dewiacje naszego świata, a przede wszystkim zaprasza nas w progi swojej mrocznej krainy. Gorąco polecam!


 


blog comments powered by Disqus