"Pokot" - recenzja filmu

[Berlinale 2017] Pogrążona w chaosie wojna wartości 

Nie zawsze łatwo jest przełożyć słowo pisane na celuloidową taśmę. Mimo niezaprzeczalnej obrazowości wielu dzieł, adaptacje bardzo często okazują się tworami poniżej oczekiwań. Czasem jednak – jak chociażby w przypadku wybitnej Psychozy czy Forresta Gumpa – filmowy przekład znacznie przerasta jakością pisany oryginał. Pokot Agnieszki Holland, oparty na kontrowersyjnej powieści Olgi Tokarczuk pt. Prowadź swój pług przez kości umarłych należy ulokować mniej więcej w połowie tej drogi.

Janina Duszejko (znakomita rola Agnieszki Mandat) to postać pełna tajemnic. Kiedyś budowała mosty na Bliskim Wschodzie, dziś mieszka samotnie w Sudetach, dorabiając jako nauczycielka angielskiego w wiejskiej szkole. Spokojną egzystencję na malowniczym odludziu przerywa ciąg trudnych do wyjaśnienia wydarzeń: pewnego dnia psy kobiety nie wracają z wieczornego spaceru, następnie zamordowany zostaje sąsiad Janiny, kłusownik. Jedyne ślady wokół jego domu to odciski racic… Wkrótce dochodzi do szeregu podobnych zabójstw. Dostrzegłszy opieszałość policji, Duszejko rozpoczyna własne śledztwo.

Trudno jednoznacznie przyporządkować Pokot do konkretnego gatunku, znajdują się tu bowiem elementy thrillera, kryminału, ale i czarnej komedii czy też kąśliwej satyry społecznej. Mieszanka ta podlana jest w dodatku astrologiczno-moralizatorskim sosem. Na ekranie przewija się istna galeria osobliwości, ciągle zderzając ze sobą skrajnie różne wartości. Duszejko w swojej niecodzienności nie jest bowiem osamotniona; towarzyszą jej m.in. przeuroczy w swojej nieporadności programista-minimalista Dyzio (Jakub Gierszał), walcząca z demonami przeszłości Dobra Nowina (Patricia Volny) czy też lekko zdziwaczały sąsiad, Matoga (Wiktor Zborowski). Wykraczający poza bezrefleksyjnie przyjęte normy i sztywne tradycje podejmują nierówną walkę z tym, co pozornie normalne – służbami mundurowymi, sądowniczymi czy też mającą silną pozycję w lokalnej społeczności grupą myśliwych.

Postacie, choć znakomicie obsadzone i zagrane, są do bólu przerysowane, wręcz karykaturalne. Fakt, czarne charaktery (na czele z Marcinem Bosakiem, Borysem Szycem i Andrzejem Grabowskim) odrzucają skutecznie, ale i ci, z którymi mamy sympatyzować, odrzucają nagromadzeniem dziwactw i hiperbolizacją odchyleń, rysując przy tym czarno-biały, łopatologiczny antagonizm. Zamiast kibicować, wzdychamy więc z poirytowaniem. Nie pomagają w tym także przesadnie patetyczne dialogi i przewidywalna linia fabularna (co sprawniejszy widz zwęszy główny zwrot akcji jeszcze w pierwszej połowie seansu). Podobny dysonans można odczuć w przypadku wizualnej oprawy filmu. Zdjęcia są niekonsekwentne i chwilami chaotyczne, jakby brakowało spójnej, jednolitej koncepcji artystycznej. Zapierające dech w piersiach landszafty przepięknej Kotliny Kłodzkiej przeplatają się z fragmentami tragicznie niedoświetlonymi, a roztrzęsiona kamera momentami przyprawia wręcz o zawroty głowy.

Mogło być tak pięknie – przebojowa, doceniona także za granicą powieść, plejada gwiazd europejskiego kina, malownicza sceneria i tematyka tak istotna w dzisiejszych czasach. Niestety, mimo ogromnego potencjału Pokot to film bardzo nierówny, niekonsekwentny i chaotyczny. Mogło być naprawdę dobrze, wyszło w najlepszym wypadku średnio – zupełnie jakby wszystkie składowe legły… pokotem. Szkoda.

Korekta: Aleksandra Wierzbińska

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus