Nasz świat strasznie „spsiał” - rozmowa z Arturem Żmijewskim o "Katyniu"

Co pan pomyślał, gdy dowiedział się, że zagra polskiego oficera rozstrzelanego w Katyniu?

Pomyślałem, że jestem człowiekiem niezwykle wyróżnionym. Po raz pierwszy zdarzyło mi się uczestniczyć w sytuacji, że film zanim jeszcze powstał, już przeszedł do historii kina, a ja jestem jego częścią. Przy boku wspaniałych aktorów i wielkiego mistrza. Poczułem również ogromną radość, że ktoś wreszcie zrealizuje film fabularny o Katyniu. Przez wiele dziesiątków lat było to niemożliwe. O tej zbrodni zakazywano mówić, dodatkowo ją zakłamując.

Często spotykał się pan z kłamstwem katyńskim?

Wszyscy się z nim spotykaliśmy. Nie inaczej było u mnie. W szkole uczyłem się innych rzeczy, a czego innego dowiadywaliśmy się od znajomych czy ludzi, którzy chcieli mówić prawdę. Stopień indoktrynacji był dosyć duży. W głowach wielu młodych ludzi wtedy się kotłowało i nie wiedzieli co o tym myśleć. Ja również miałem taki moment, bo gdy się ma kilkanaście lat i słyszy się z jednej strony to, a z drugiej tamto, przy czym jedna ze stron ma mocniejsze argumenty albo wykłada je w sposób mocniejszy, bardziej nachalny to człowiek może zbłądzić. Powtarzam, ja sam nie byłem kiedyś pewien udziału Rosjan w tej zbrodni. To był jednak tylko moment. Problem, gdy niektórzy nadal nie są tego pewni. Oni pierwsi powinni obejrzeć „Katyń”.

Jaka scena była dla pana największym przeżyciem?

Naturalnie scena rozstrzelania. Przyjechaliśmy wcześnie rano na plan na poligonie w Rembertowie. W charakteryzatorni i garderobach dało się słyszeć pracę ludzi, którzy przygotowywali scenografię. Dźwięk spychaczy, krzyki ludzi, którzy układali manekiny w dołach, a na nich statystów. Gdy podeszliśmy tam bliżej przeszły nasz zimne dreszcze. Tak nami wstrząsnął ten widok ucharakteryzowanych ciał w tych dołach i świadomość, że zaraz przyjdzie nam samym tam być, przy czym wpierw ktoś przyłoży nam pistolet do potylicy i pociągnie za spust. Naprawdę upiorne i szokujące przeżycie.

Czy ma pan nadzieję, że tym filmem dotrzecie do młodzieży? Że niektórzy młodzi ludzie znów zaczną kultywować takie wartości jak Honor, Patriotyzm, Ojczyzna?

Mam nadzieję, że tak. Zwłaszcza, że mam wrażenie, że ten nasz świat strasznie „spsiał”. Kompletnie nie ma już dla nas nic świętego, żadnych wartości. Ważne co jest dobre. Dla nas. A tutaj jednak etos przedwojennego oficera powodował, że ci ludzie wierzyli w honor, mieli poczucie obowiązku. Może te pojęcia brzmią dzisiaj trochę naiwnie, idealistycznie, ale prawda jest taka, że w tamtych czasach tak było, tak się myślało. Chciałbym, żeby choćby cząstka tego wróciła. Dzięki temu z pewnością bylibyśmy choć trochę lepsi.

Podyskutuj o tym filmie na forum!


blog comments powered by Disqus