"Powidoki" – recenzja wydania Blu-ray

Autor: Bartosz Stuła
Korekta: Joanna Biernacik
30 lipca 2017

Ostatnie słowo należy do Andrzeja Wajdy

 

Pod koniec ubiegłego roku odszedł od nas jeden z najwybitniejszych i najbardziej znanych reżyserów polskiej kinematografii – Andrzej Wajda. Pierwszym wyborem mistrza nie był jednak film, tylko studia malarskie. Rozpoczął je w 1946 r., ale ich nie ukończył. Z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie przeniósł się do Szkoły Filmowej w Łodzi, zamieniając malarstwo na dziesiątą muzę, co całkowicie zmieniło tory jego kariery. Z całą pewnością jak sam wspominał wspaniały, ale i burzliwy okres studiów) znalazł odbicie w Powidokach. Film naprawdę godny jest zainteresowania, bo to nie tylko historia wybitnego malarza i teoretyka sztuki, ale też swoista lekcja historii o środowisku artystów czasów stalinowskich w Polsce.

 

Powidoki opowiadają historię ostatnich lat malarza Władysława Strzemińskiego. Główna postać została świetnie zagrana przez ikonę polskiego filmu, Bogusława Lindę. Aktor po raz kolejny pokazał, że nie boi się wyzwań i przyjmuje nowe role, uciekając tym samym od twardziela znanego z filmów kryminalnych i sensacyjnych. Tym razem na ekranie Linda tworzy subtelną, a zarazem emocjonalną postać malarza. Za pomocą mimiki twarzy oddaje nie tylko wewnętrzny spokój artysty, ale i drzemiącą w nim charyzmę, która działa na studentów jak magnes. Widzimy człowieka, który nie jest w swoich założeniach wrogiem systemu, a po prostu pragnie zachować wolność i swobodę w tym, co robi. Rola ta była też trudna fizycznie, gdyż Strzemiński nie miał nogi ani ręki, które stracił podczas pierwszej wojny światowej. Jednak i to nie stanowiło dla aktora problemu.

 

W filmie grają też będący nadzieją polskiego kina młodzi adepci sztuki dramatycznej, na czele z Zofią Wichłacz. Niestety, scenariusz nie pozwala im w pełni rozwinąć swoich umiejętności, gdyż jest zdecydowanie za krótki by pokazać nam więcej relacji między studentami a profesorem Strzemińskim. Także czarne charaktery – komuniści są jednowymiarowi, ukazani jako ślepi piewcy dyktatu partyjnego, choć wiemy, że rzeczywistość nigdy nie jest tylko czarno-biała. Bieg dziejów może wszak spowodować, że by przetrwać w cięższych czasach będziemy musieli działać na granicy dobra i zła.

 

 

Pozytywnie zaskakuje natomiast postać Niki Strzemińskiej – córki malarza, którą zagrała debiutująca na ekranie Bronka Zamachowska (córka Zbigniewa Zamachowskiego). Pomimo młodego wieku i braku doświadczenia skupia na sobie uwagę przez prawie połowę filmu. Jej historia i przeciwności losu, z którymi się zmaga, są tak wciągające, że chwilami zupełnie zapomina się o głównym bohaterze. Bronka doskonale poradziła sobie z ukazaniem swoistej więzi z matką, która jest nieobecna na ekranie. Informacje o niej widz czerpie jedynie z krótkich wzmianek podczas rozmów Niki z ojcem. Kreacja Zamachowskiej jest tak perfekcyjna, że widz może odnieść wrażenie, że gdzieś w tym świecie istnieje inna osoba mająca wpływ na akcję filmu.

 

Realizacja projektu jest dopięta na ostatni guzik. Zdjęcia Pawła Edelmana świetnie odwzorowują klimat Łodzi przełomu lat 40. i 50. XX wieku. Miasto jest szare, obskurne, nadszarpnięte wojną. Czuje się przytłaczający i duszny socrealizm. Jest to film o życiu malarza, kolory więc odgrywają tu bardzo ważną rolę. Widać nie tylko szarość, brąz, czerwień, ale i czerń miejscami tworzącą klimat filmów noir. W tym realistycznym obrazie dostrzega się dbałość o detale, którą zawdzięczamy też specjalistom od efektów specjalnych. To oni zadbali m.in. o to, aby skutecznie „usunąć kończyny” Strzemińskiego. Jeśli chodzi o muzykę, najnowsza produkcja Wajdy z założenia jest ascetyczna, co dodatkowo podkreśla panującą wówczas szarość przemocowego reżimu.

 

 

Wydanie Blu-ray wpisuje się w minimalizm widoczny na ekranie. Dodatki mogłyby być lepsze. Na płycie znajdziemy tylko kilka zdjęć, zwiastun oraz materiały z planu, które nie wnoszą niczego do zrozumienia kontekstu filmu. Na dysku znajduje się także dłuższy, piętnastominutowy wywiad z reżyserem filmu, zrealizowany przez jeden z polskich portali internetowych. Dzięki niemu możemy uzyskać nieco więcej informacji o obrazie i przeżyciach Wajdy związanych z produkcją. Wywiad jest godny uwagi, choć, niestety, niepozbawiony zbędnych komentarzy o charakterze politycznym.

 

Powidoki to jedna z lepszych filmowych biografii ostatnich lat. Mimo że scenariusz miejscami wydaje się nieco chaotyczny i nadto moralizorski, posiada też miejsca niedookreślone, zostawiające pewną swobodę w interpretacji. Występują również wątki tragikomiczne, jak choćby scena ze sztandarem przedstawiającym twarz Józefa Stalina. Reżyser realizując film o artyście-malarzu, wspominając czasy swojej młodości, spiął jakby klamrą całą swoją twórczość. To ostatni jego film, który podkreśla nam, że wolność w sztuce to najbardziej pożądana wartość i bez niej nasz najwybitniejszy reżyser powojennej Polski nie osiągnąłby wiele, a jego filmy nie utrwaliłyby się w narodowej świadomości. To należyty hołd dla wybitnego malarza złożony przez równie wybitnego reżysera.

 



blog comments powered by Disqus