Bilet do wyobraźni

plakat filmu Bilet do wyobraźni

Bohaterowie literaccy z zasady nie maja łatwego życia. Pisarze i pisarki niemiłosiernie znęcają się nad losem wymyślonych przez siebie postaci stawiając ich w rozmaitych sytuacjach, niejednokrotnie narażając ich życie i zdrowie psychiczne. Na tym polu wyróżnia się zdecydowanie literatura fantasy, w której normą wydają się być podróże między światami, stawanie oko w oko ze smokami czy tez oklepane już, ale niezmiennie atrakcyjne z punktu widzenia czytelnika, ratowanie świata przed złem. Najciekawsze jest to, że bohaterowie stworzeni przez Clive’a Staplesa Lewisa nie mają dość przeskakiwania kłód rzucanych im pod nogi przez autora i powracają po jeszcze więcej przygód w kolejnej ekranizacji prozy brytyjskiego mistrza.

Piotr, Edmund, Łucja i Zuzanna po roku nieobecności ponownie zawitali do Narnii. Jednak czas płynie inaczej w każdym ze światów i rodzeństwo Pevensie odnajduje siebie tysiąc trzysta lat dalej od krainy, którą znali i pokochali. Przez trzynaście wieków dużo się wydarzyło w Narnii i nie przypomina już ona praktycznie niczego, co zostało w pamięci bohaterów. Ludzie zwani Telmarami bronią i ogniem zdobyli mityczną krainę i trzymając Narnię pod żołnierskim butem stopniowo zacierają ślady istnienia rdzennych mieszkańców, uprzednio dziesiątkując ich szeregi. Jeden z Telmarów, tytułowy książe Kaspian, zdradzony przez swojego wuja Miraza, następca tronu Narnii, ucieka przed pewną śmiercią, by sprzymierzyć się z Narnijczykami i wywalczyć dla siebie tron, a dla nich wolność. I właśnie w tym ma mu dopomóc rodzeństwo Pevensie.

Nie czas jednak i nie miejsce by opisywać mnogość wątków, które reżyser Andrew Adamson przemycił na ekran. Co może zaskoczyć ortodoksyjnych fanów cyklu, twórcy znacznie pofolgowali z fabułą. Przy zachowaniu głównej osi fabularnej praktycznie nienaruszonej, dorzucono całe mnóstwo scen, które nie mają literackich odpowiedników. Wymienić należałoby chociażby pojawienie się, znanej już nam z poprzedniej części filmu, Białej Czarownicy czy też nocny wypad wojsk Narnii na zamek Miraza. Interesujący, a zarazem ekscytujący jest fakt, że śmiałe posunięcia Adamsona wyszły filmowi na dobre i dodały do oryginalnej historii wiele udanych rozwiązań.

Pozostaje jednak otwarte pytanie, czy Książę Kaspian jest do końca zgodny z duchem powieści autorstwa świętej pamięci Lewisa. Na ekranie często widzimy Piotra i Edmunda bezlitośnie siekących swoich wrogów mieczami, a Zuzannę pakującą kolejne strzały w żołdaków Miraza. To co u Lewisa było jedynie zasugerowane, Adamson potraktował dosłownie. Nie oznacza to, że filmowy cykl o Narnii zabarwił się na czerwono, lecz Książę Kaspian ma zdecydowanie mroczniejszą atmosferę niż jego poprzednik, co wyraża się zarówno w charakterach poszczególnych bohaterów jak i wydarzeniach przedstawionych na ekranie. Żaden wrażliwy widz z pewnością nie zapomni finału bitwy w zamku Miraza, a także obrazu samej Narnii, naznaczonej ręką ludzką – nadal pięknej, ale jakby pustej i bliższej światu, który znamy na co dzień.

Książę Kaspian, w odróżnieniu od wielu innych filmów fantasy, nie cierpi na syndrom Władcy Pierścieni i nie jest wypełniony zbędnym patosem czy też chaotycznymi i agresywnie zmontowanymi scenami wojennych starć. Podczas scen batalistycznych Adamson prowadzi narrację filmową w sposób perfekcyjny, a ujęcia kamery z lotu ptaka pozwalają nam wręcz podpatrzeć ruchy wojsk i taktykę nacierających armii. Bitwy mają w opisywanym obrazie swoje uzasadnienie i nie są jedynie niepotrzebnymi wypełniaczami czasu, których celem jest popisanie się najnowszymi osiągnięciami komputerowej animacji.

Wszystko to nie oznacza jednak, że jeden z najlepszych do tej pory filmów fantasy w historii jest pozbawiony wad. Momentami kuleje aktorstwo, ze sztywnym Benem Barnesem na czele. Tytułowy Kaspian przez prawie dwie i pół godziny trwania filmu błąka się po ekranie z płaczliwą miną miotając zdezorientowanie spojrzenia gdzieś poza kadr. Sytuacje ratuje jednak Sergio Castellitto w roli jego wuja, uzurpatora Miraza. Jego ruchy, mimika twarzy oraz niski głos sprawiają, że jest idealnym aktorem na właściwym miejscu. Poza aktorstwem, wyznawców Lewisa rozdrażnić mogą mimo wszystko zmiany fabularne, a miłośników ambitniejszego humoru dość suche i mało zabawne kwestie komiczne. Nie powinno to jednak przeszkodzić nikomu w podjęciu podróży w głąb szafy zwanej wyobraźnią. Andrew Adamson swoim filmem podaje nam do niej bilet.


blog comments powered by Disqus