Przytulnie, przeciętnie – recenzja wydania DVD filmu „Przeprowadzka”

Autor: Joanna Biernacik
Korekta: Ewelina Chruściel
29 listopada 2015

Nie samymi superprodukcjami człowiek żyje. Zalew filmów głośnych, szybkich i efektownych, bandy superbohaterów kryjące się w każdej lodówce mogą zmęczyć nawet najbardziej zagorzałych fanów. Dobrze jest czasem odpocząć od zgiełku blockbusterów i spędzić miły wieczór przy zwykłym filmie o zwykłych ludziach. Przeprowadzka będzie dobrym wyborem.

Małżeństwo nowojorskich intelektualistów – emerytowana nauczycielka Ruth (Diane Keaton) i malarz Alex (Morgan Freeman) Carverowie od czterdziestu lat mieszkają w apartamencie na Brooklynie. Ze względu na problemy ze zdrowiem postanawiają wystawić go na sprzedaż i przenieść się na Manhattan. Okazuje się jednak, że nie jest to takie proste. Los płata im figle, zamieniając weekend, podczas którego agentka nieruchomości (Cynthia Nixon) otwiera mieszkanie dla potencjalnych kupców, w ciąg zaskakujących, szalonych zdarzeń.

Przeprowadzka to jeden z tych filmów, w przypadku których nie bardzo jest się do czego przyczepić, ale i nie bardzo jest za co chwalić. Nie sposób nie polubić uroczej pary głównych bohaterów – optymistycznej Ruth i sentymentalnego, nieco złośliwego Alexa. To w dużej mierze jego sarkastyczne żarty nadają opowieści lekko komediowy ton. Grzechem byłoby nie wspomnieć o wywołujących szeroki uśmiech scenach, w których Carverów odwiedzają potencjalni kupcy – przepracowani finansiści, rodziny dotknięte plagą bezstresowego wychowania, lekkomyślni psychoterapeuci… Oczyma seniorów ukazany jest krytyczny, groteskowy wizerunek współczesnego świata – zabieganych ignorantów wychowujących oderwane od jakichkolwiek norm społecznych dzieci. Sytuacje te nie sprawiają jednak, że śmiejemy się na głos. Nie to jest zresztą głównym celem dzieła. Chcąc przyporządkować je do sztywnej kategorii, skłaniałabym się nie ku pełnoprawnej komedii, co sugeruje dystrybutor, lecz filmowi obyczajowemu z jej elementami.

Nie każdemu przypadnie do gustu powolne tempo i monotematyczność narracji. Wszystko sprowadza się bowiem do tytułowej przeprowadzki. Łączą się z nią także ledwie zarysowane wątki poboczne – choroba ukochanej suczki, Dorothy, skłania małżeństwo do zmiany miejsca zamieszkania, a przebłyski z przeszłości, choć dotykają spraw istotnych (jak choćby brak społecznej akceptacji dla małżeństw mieszanych), w istocie sprowadzają się do roli nostalgicznego przerywnika, podkreślającego, jak ważny jest dla Carverów ich apartament i wspomnienia z nim związane.

Także wątek niedoszłego zamachowca (jakże zresztą aktualny w świetle paryskiej tragedii), choć pozornie nakręca machinę fabularną, w istocie jest jedynie zalążkiem pełnoprawnej historii, potraktowanym nieco po macoszemu. Twórcy realizują go przede wszystkim drogą przekazów medialnych i tzw. poczty pantoflowej, tym samym podwójnie go zapośredniczając. Co gorsza, pod koniec zostaje on kompletnie zbagatelizowany. Bez względu na to, jak błaha jest ta sytuacja w przestrzeni filmu, uwzględnienie kontekstu niedawnych wydarzeń czyni ją co najmniej niewygodną.

Wydanie DVD prezentuje się bardzo skromnie. Standardowe plastikowe pudełko okrywa papierowa obwoluta. Poza trailerem, sama płyta nie zawiera żadnych dodatkowych materiałów bezpośrednio związanych z Przeprowadzką. Znajdziemy tam typowe, niczym niewyróżniające się treści i opcje – wybór scen, ustawienia dźwięku i języka, a także kilka zwiastunów kinowych i zapowiedzi DVD. Film możemy obejrzeć w oryginale, a także z polskim lektorem bądź napisami.

Zdarzają się takie dni, kiedy mamy ochotę na ciepłą herbatę lub kieliszek grzanego wina, ciepły kocyk i niezobowiązujący, nieangażujący intelektualnie seans. Coraz dłuższe, jesienne i zimowe wieczory zdecydowanie sprzyjają słodkiemu lenistwu. Nic, tylko wykorzystać dogodne warunki, wygodnie umościć się w ulubionym zakątku i spędzić miłe chwile z Przeprowadzką – filmem uroczym, ciepłym i dobrze zagranym.  Pociesznym i przyjemnym, choć przeciętnym. Na raz.



blog comments powered by Disqus