Z kamerą wśród zombie

plakat filmu Z kamerą wśród zombie

Gdyby przenieść do świata rzeczywistego choćby po jednym żywym trupie z każdego filmu, w którym się pojawiły, za sąsiada mielibyśmy rozpadające się truchło, a w najbliższym spożywczaku obsługiwałaby nas pani komunikująca się jękami z zaświatów rodem. Pecha mieli mieszkańcy pewnej hiszpańskiej kamienicy, kiedy jednego wieczoru kino przyszło do nich. [REC] duetu Balaguero/Plaza przedstawiał koszmar kilku rodzin, zarejestrowany ręczną kamerą przez reportera lokalnej stacji. Zombie po raz kolejny ożywiono i zrobiono to w wielkim stylu. Hiszpański horror stał się jedną z najbardziej przerażających premier, jaką mogliśmy zobaczyć w polskich kinach w ubiegłym roku. Widownia dosłownie podskakiwała w fotelach, co wrażliwsi zasłaniali oczy, nawet wyjadacze gatunku mocniej zaciskali dłonie na poręczach. Film nie przynosił jednak odpowiedzi na pytanie skąd potwory wzięły się w jednej z miejskich kamienic, jak z nimi walczyć, jak się ich pozbyć. Wielka niewiadoma i uczucie dezorientacji towarzyszące seansowi były zawsze zaletami filmów "ojca chrzestnego" żywych trupów – George'a Romero. W [REC]2 Balaguero i Plaza odkrywają wszystkie karty, rezygnując ze stąpania po ścieżce wytyczonej przez wielkiego poprzednika.

Zastanawia już sam tytuł, a raczej jego graficzny projekt. Nieprzypadkowo bowiem dwójka umieszczona jest poza nawiasem, sugerując matematyczny symbol potęgi. Intensywność [REC] pomnożona przez [REC] sugerowałaby horror totalny, którego groza przeraziłaby nas niemniej niż mieszkańców feralnej kamienicy. Tak się jednak nie dzieje, a siła oddziaływania filmu rzadko kiedy zbliża się do tej, którą emanował oryginał. Przyczyną słabości [REC]2 nie jest być może fabuła, szukająca pretekstu do ponownego wejścia z kamerą do budynku zaludnionego przez... no właśnie.

Twórcy odkrywają przed nami zupełnie nowy aspekt świata żywych trupów, które w rzeczywistości zombie nie są. Wątek, nazwijmy go roboczo, teologiczny, z pewnością niesie ze sobą powiew świeżości, lecz problem z nim, jak z każdym nowatorstwem jest podobny: czy przyjmie się na konserwatywnym gruncie, jakim w dużym stopniu jest zombie-kino? Czy w ogóle mamy jeszcze do czynienia z żywymi trupami, czy może raczej z dalekimi potomkami Regan z Egzorcysty? Pytania wypełniające głowę widza podczas seansu odwracają uwagę od właściwej akcji, ale w końcu wiemy już wszystko, co wiedzieć powinniśmy. Pozbywając się welonu tajmnicy, z jednej strony reżyserzy pozbyli się dobrej karty, z drugiej wprowadzili nowy element, otwierający furtkę części trzeciej i zapobiegający monotonii. I najpewniej przy kolejnym sequelu okaże się, czy ich decyzja była słuszna. Połączenie z pozoru nie przystających do siebie elementów jest intrygujące, lecz dla widza przychodzącego do kina bać się, a nie zastanawiać nad mechanizmami rządzącymi horrorem, niewielką różnicę stanowi motor napędowy biegających stworów, a co więcej, może stanowić niepotrzebną komplikację. Mimo wszystko, kinowe „rozdwojenie jaźni” i debata z samym sobą, czy aby na pewno mamy jeszcze do czynienia z kinem o żywych trupach czy też może zahaczamy o film sataniczny, będzie dla miłośnika gatunku prawdziwą gratką.

[REC]2 korzysta z estetyki wypracowanej przez swojego starszego brata, lecz momentami trudno uwierzyć, że za kamerą znów stoi Pablo Rosso, który w pierwszej części tak pięknie chwytał kadry. Być może zamierzeniem twórców było oddanie gorączkowej atmosfery w inny sposób,  w końcu za kamerą nie stoi już reporter TV, a jeden z komandosów, którzy wkraczają z interwencją do znanej nam kamienicy. W każdym razie, umiejętności realizatorskie komandosa-filmowca pozostawiają wiele do życzenia. Kolejnym novum w [REC]2 jest widok z kamer umieszczonych na hełmach policjantów, nie jesteśmy więc uzależnieni od pobytu w jednym miejscu. Akcję oglądamy z różnych perspektyw, co jest kolejnym zastrzykiem adrenaliny dla serii. Co więcej, w pewnym momencie akcja cofa się, by pokazać grupkę nastolatków posiadających własną kamerę, z którą przedostają się do budynku. Rozczarowują jednak zombie-niezombie, ograniczając swoje występy do nagłych wyskoków z okropnym okrzykiem przed kamerę. Balaguero i Plaza już nie straszą obrazem, a dźwiękiem. Mimo wszystko [REC]2 wart jest uwagi, głównie ze względu na jeden element - podkreślenie roli samej kamery, nadającej obrazowi charakter metafilmowy. Rzecz nie w tym, iż obiektyw rejestruje, lecz że jest aktywnym uczestnikiem akcji. Okazuje się bowiem, że nie człowiek, nie siła wyższa, lecz właśnie kamera jest w stanie pokazać nam prawdę, odkryć nieodkrywalne i stać się wybawieniem oraz zgubą w jednym.

[REC]2, mimo że dojrzalszy niż poprzednik, nie ma w sobie jego werwy i zapału, zastąpiły go przepychanki pomysłów nagromadzonych w scenopisie. Widowisko jest interesujące, lecz mało apetyczne, niczym tort śledziowy. Brak tutaj charakterystycznej dla [REC] gorączkowości, w zamian dostaliśmy chłodną kalkulację. Co prawda jej wynik jest wysoki, lecz symbol potęgi umieszczony w tytule powędrować powinien do nawiasu.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus