Na wyciągnięcie ręki

plakat filmu Na wyciągnięcie ręki

Ann Radcliffe, dziewiętnastowieczna pisarka brytyjska, prekursor powieści gotyckiej, ukuła w swoim czasie dwa terminy, które miały za zadanie opisać uczucia towarzyszące czytelnikowi podczas lektury literatury grozy. Pierwszy z nich, horror, oznaczać ma szok po zobaczeniu zjawiska wywołującego grozę; drugi termin, terror, to pełne napięcia wyczekiwanie na owo zjawisko. Goszcząca w naszych kinach hiszpańska produkcja o tajemniczo brzmiącej nazwie [rec], przepełniona jest i jednym, i drugim.

Jaume Balagureo, reżyser nienajlepiej przyjętych przez widzów Bezimiennych oraz wcale nie lepszej Ciemności, po premierze swojego najnowszego filmu ma szansę dołączyć do grona najznamienitszych przedstawicielu tak zwanego „eurohorroru”. Stary kontynent, zawsze pozostający nieco w cieniu młodszej siostry zza oceanu, nareszcie kontratakuje. Hiszpania oraz Francja szybko stają się nowymi ośrodkami światowego kina grozy za sprawą produkcji takich jak Blady Strach, Kalwaria, Sierociniec czy omawiany tutaj [rec].

Europa nie grzeszy jednak oryginalnością. Większość produkcji wzorowanych jest wyraźnie na wcześniejszych dokonaniach gatunku, czego i [rec] jest dowodem. Po kolei: młoda reporterka Angela realizuje wraz ze swym kamerzystą Pablem program o pracy straży pożarnej w Barcelonie. Wyglądające na rutynowe, nocne zadanie zamienia się w koszmar, gdy okazuje się, że w budynku, do którego zostali wezwani, szaleje infekcja. Zarażeni ludzie stają się nadzwyczaj agresywni oraz niewrażliwi na ból. Sytuacja pogarsza się, gdy okazuje się, że budynek poddany zostaje kwarantannie – nikt nie wchodzi, nikt nie wychodzi. Infekcja rozprzestrzenia się wśród zaszczutych lokatorów, a wszystko rejestruje chłodne oko kamery Pabla.

[rec], tak jak Blair Witch Project, Projekt: Monster, i mający światową premierę mniej więcej w tym samym czasie Diary of the Dead, zrealizowany jest w konwencji cinema verite – filmu w filmie. Jednak każda stylistyka czeka na film, który będzie wyznacznikiem jakości dla naśladowców. Przez długie lata dla kina grozy był to Blair Witch Project, lecz teraz przyszedł czas, by ustąpić pola na rzecz nowego króla. [rec] zachwyca bowiem zarówno prostotą, jak i perfekcją wykonania. Ujęcia z ręcznej kamery prezentują najwyższą klasę, pokazują wszystko to, czego my nigdy nie chcielibyśmy być świadkami. Upiorne korytarze hiszpańskiej kamienicy sprawiają, że każdy zauważony kątem oka cień staje się w naszej wyobraźni kolejnym oszalałym zombie. Operator Pablo Rosso, mimo ograniczeń, które narzuca realizacja filmu pojedynczą kamerą, wyciska z fotografii niesamowite możliwości, serwując znakomite ujęcia – niby pośpieszne, instynktowne, a jednocześnie zaplanowane i doskonale przemyślane. [rec] to wizualny majstersztyk, którego maestrię docenia się coraz bardziej, od sielankowego początku, aż do budzącego grozę finału. Oprócz operatora, na oklaski zasługuje obsada, idealnie dobrana i, co najważniejsze, naturalna. Reakcje ludzi ogląda się niczym autentyczny reportaż; aktorzy spoglądają w kamerę, zasłaniają ją rękoma, wchodzą w kadr. [rec] nie jest jednak wolny od klątwy rzuconej na wszystkie filmy realizowane wspomnianą techniką. Co prawda rzadko, ale podczas seansu towarzyszy widzowi uczucie, że postawiony w sytuacji Pabla zdrowy człowiek już dawno rzuciłby kamerę w kąt i uciekał gdzie pieprz rośnie. Z drugiej strony, wątpliwe by którykolwiek film rozwiązał kiedyś ten problem prawdopodobieństwa, czy też raczej jego braku.

Ostatnie dwanaście miesięcy było świadkiem powstania co najmniej dwóch filmów o żywych trupach rejestrowanych jedynie za pomocą kamery ręcznej – [rec] oraz Diary of the Dead autorstwa George’a Romero. Pomimo, że oba filmy wykorzystują te same środki i dotykają identycznego tematu, film Balaguero dosłownie deklasuje przeciwnika. [rec] to perfekcyjnie wyważona dawka napięcia i strachu oraz póki co najlepszy film grozy A.D. 2008, który gości w polskich kinach. Zombie już dawno nie były aż tak blisko - bliżej niż na wyciągnięcie ręki.


blog comments powered by Disqus