Reżyserzy o filmie "[Rec]"

Zależało nam, aby znaleźć jakiś sposób na możliwie jak najbardziej wiarygodne przedstawienie tej historii, która angażowałaby widzów w większym stopniu niż typowe filmy tego gatunku. Zdecydowaliśmy się więc na formę reportażu telewizyjnego, nagrania na żywo, w którym koszmar rozgrywa się na naszych oczach w czasie rzeczywistym, bez możliwości zatrzymania czy manipulacji. Chcieliśmy uniknąć technik suspensu i mechanizmów narracyjnych zazwyczaj wykorzystywanych w kinie i zamiast tego pozwolić, żeby akcja sama rozwijała się przed nami, jakby była rzeczywista, niemożliwa do powstrzymania.

Podjęliśmy decyzję o tym, aby umiejscowić wszystkie elementy horroru na planie i wprawić je w ruch, pozwolić im działać bez cudzej ingerencji. W sposób sztuczny stworzyliśmy sytuację prawdziwego horroru i pozwoliliśmy jej rozwijać się samodzielnie. Potem pozostało nam już tylko nakręcenie materiału. Czuliśmy się częścią tego, co sami stworzyliśmy...

Na szczęście przeżyliśmy, żeby opowiedzieć Wam tę historię.

Narodziny pomysłu

JAUME: Wpadliśmy na pomysł zrobienia REC pewnego lata, kiedy dyskutowaliśmy o ostatnio produkowanych filmach grozy, które widzieliśmy niedawno - zarówno o tych, które nam się podobały, jak i o tych, które nie zrobiły na nas zbyt dobrego wrażenia. Zastanawialiśmy się wówczas wspólnie, jaki mógłby być najlepszy, modelowy wręcz sposób, by wciągnąć widza - tak dalece, jak to tylko możliwe - w opowiadaną historię. Jak sprawić, by ludzie doświadczyli czegoś, czego nigdy jeszcze nie przeżyli w kinie? Chcieliśmy zrobić film, który nie podążałby niewolniczo za klasycznymi dziełami poprzednich twórców z różnych szkół filmowych, który nie ograniczałby się jedynie do kodów właściwych dla określonego gatunku. Wcześniej współpracowałem już z Paco przy realizacji Ot: The Movie, filmu dokumentalnego dla telewizji o tournée hiszpańskiej Akademii Gwiazd. Doszliśmy wtedy do wniosku, że być może istota rzeczy tkwi właśnie w sposobie, w jaki konstruowane są niektóre programy przeznaczone na mały ekran. Zależało nam na tym, by nasz film był tak realistyczny, jak to tylko możliwe, by cała historia sprawiała wrażenie, jakby rozgrywała się na naszych oczach, trochę jak urywek programu telewizyjnego na żywo. Proszę sobie wyobrazić dwójkę reporterów, którzy towarzyszą ekipie strażaków podczas rutynowej interwencji w budynku, a tu nagle wszystko przeobraża się w koszmar. I wy, jako widzowie, przeżywacie te sytuację w czasie realnym razem z bohaterami, tak jakby wszystko działo się naprawdę.

Telewizja na żywo jako model

PACO: Za szczególnie interesujące w telewizji na żywo uważam właśnie to, że te programy nie tyle odzwierciedlają rzeczywistość, ile ją kreują. Pokazuje się nam coś sugerując, wręcz wmawiając, że to prawdziwy świat. Jesteśmy zmanipulowani w taki sosób, że naprawdę wierzymy w to, co widzimy na ekranie. To dotyczy generalnie telewizji jako takiej, ale w szczególności programów informacyjnych. Jeżeli zastanowić się głębiej, nie troszczymy się zbytnio o sprawy, które nie uległy choć w minimalnym stopniu mediatyzacji. Nawet, jeśli są prawdziwe. Naszą codzienność konstruują wojny, kataklizmy i wszelkiego rodzaju tragedie, o których dowiadujemy się z telewizji. Gdy nie ma żadnego obrazu ilustrującego dany temat, zainteresowanie widzów od razu spada. Najbardziej fascynujące - a zarazem bardzo niepokojące - jest to, że media nie poprzestają na pozyskaniu naszego zainteresowania, lecz starają sie również kształtować nasze opinie i manipulować naszymi uczuciami. Robią to o wiele sprawniej niż jakikolwiek film, ponieważ w kinie widzowie przez cały czas mają świadomość, że obcują z fikcją, że "to" nie dzieje się naprawdę. Jesteśmy przekonani, że inspiracja płynąca z produkcji programów telewizyjnych realizowanych na żywo pozwoli nam stworzyć zupełnie inny film grozy, z pewnością bardziej przerażający od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni.

JAUME: W trakcie dwóch tygodni, jeszcze przed rozpoczęciem prac nad scenariuszem, obejrzeliśmy niezliczoną ilość telewizyjnych programów na żywo i filmów dokumentalnych. Chcieliśmy całkowicie przesiąknąć tym szczególnym stylem. Przeprowadziliśmy też szeroko zakrojone poszukiwania i odbyliśmy spotkania z ludźmi, którzy biorą udział w takich programach, by zgłębić wszystkie ich tajniki.

Nietypowy plan filmowy

JAUME: Pisanie scenariusza i reżyserowanie filmu takiego jak REC było dla nas doświadczeniem całkowicie nowym, stanowiącym praktycznie zupełne przeciwieństwo wcześniejszych projektów - zdecydowanie bardziej klasycznych, zarówno w formie, jak i w treści. W przypadku REC nie mogliśmy użyć tego samego języka kina, by budować napięcie i suspense. Montaż nie podlega tutaj takim samym regułom, nie można grać efektami muzycznymi czy nawet próbować tworzyć określoną atmosferę, ponieważ wszystko powinno wyglądać tak realistycznie, jak to tylko możliwe. Wszystkie sztuczki, które zazwyczaj pozwalają nam oszukać odrobinę widza, a zarazem zachować sens narracji, rytm, dynamikę akcji i suspense, są w tym przypadku niedopuszczalne.

PACO: Było praktycznie niemożliwe, by rygorystycznie, strona po stronie, podążać za scenariuszem. Dość szybko zdaliśmy sobie sprawę, że trzeba zostawić sporo miejsca na improwizację, by uzyskać pożądany efekt. Dlatego pozwoliliśmy aktorom na spontaniczne reakcje na sytuacje, którym musieli sprostać. Przepracowywaliśmy fabułę codziennie po przejrzeniu materiału. Tym samym świadomie pozwoliliśmy na to, by film rozwijał się niezależnie na naszych oczach, by żył własnym życiem. Nie staraliśmy się kontrolować wszystkiego za wszelką cenę, nie interweniowaliśmy tak często, jak zdarza się to podczas produkcji respektujących klasyczne reguły kina.

Zredukowana ekipa i mało znani aktorzy

PACO: Ekipa z konieczności została znacznie zredukowana - bardziej niż na planie jakiegokolwiek innego filmu, zatem praca przebiegała odmiennie niż zazwyczaj. Kamera była cały czas w ruchu, kręcąc wszystko i docierając do najbardziej ukrytych zakamarków, adaptując się do każdej sytuacji bez szczególnego respektu dla oryginalnego scenopisu. Nie mogliśmy sobie pozwolić na to, by mieć na planie czterdzieści osób, jak to ma przeważnie miejsce. Mimo wszystko, cały czas w pobliżu było około piętnastu specjalistów od dźwięku i od obrazu, którzy musieli się chować, by nie ukazać się w kadrze. Wbrew temu, co można by sądzić, uzyskanie wrażenia autentyczności, wcale nie jest takie łatwe. Ostatecznie jest to zadanie bardzo trudne i złożone, wymaga wielu przemyśleń, a często także dubli różnych detali.

JAUME: To był kolejny powód do ograniczenia liczby osób na planie. Zdecydowaliśmy również, że skierujemy propozycję współpracy wyłącznie do aktorów stosunkowo mało znanych, którzy w większości rekrutują się z telewizji. Było dla nas szczególnie istotne, by widz interesował się samymi bohaterami i by jego uwaga nie była rozpraszana przez gwiazdy. Uznaliśmy, że jest to niezbędny element dla zachowania wrażenia autentyczności.

Zbudować strach

JAUME: Cały czas pamiętaliśmy, że ten film powinien być przede wszystkim wyjątkowym i bardzo głębokim przeżyciem dla widza. To najbardziej nas pociągało - zaproponować publiczności coś oryginalnego i nowego w epoce, gdy filmy grozy przeważnie są remake'ami. By to osiągnąć, trzeba było znaleźć odpowiednie środki - takie, które pozwoliłyby uczynić widza głównym / ważnym bohaterem tej historii, bezsilnym świadkiem przerażających zdarzeń, jakie rozgrywają się na jego oczach. Dołożyliśmy wszelkich starań, by REC stał się filmem niemal interaktywnym, wzorowanym na grach video. Sam jestem zafascynowany grami takimi jak RESIDENT EVIL czy SILENT HILL, ze względu na sposób, w jaki wciągają one widza w przedstawianą historię. Gracz jest w takim stopniu pochłonięty przez to, co dzieje się na ekranie, nie mogąc jednocześnie nic zrobić, że jest to o wiele bardziej przerażające niż najbardziej zaskakujący horror. Próbowaliśmy oddać w filmie to wrażenie.

PACO: Szkoda, że w kinowych adaptacjach gier video zawsze ma się wrażenie, że przyglądamy się, jak gra ktoś inny, to musi być irytujące dla każdego "gracza". Jesteśmy tylko biernymi widzami. W przeciwieństwie do tego, proponowany przez nas gatunek filmowy wymaga właśnie wysokiego stopnia zaangażowania. Chcieliśmy, by widz miał wrażenie bycia tuż obok bohaterów - trochę tak, jak w symulatorze. By zyskać pewność, że będzie zaskoczony, próbowaliśmy przewidzieć, czego mógłby oczekiwać od kolejnej sceny i ...robiliśmy wszystko na odwrót! Ukrywaliśmy także ostateczny przebieg niektórych scen przed aktorami, żeby ich reakcje były tak autentyczne, jak to tylko było możliwe. Posuwaliśmy się nawet do zmiany wersji, gdy nie byliśmy zadowoleni - i robiliśmy to tyle razy, ile było trzeba, by osiągnąć pożądany efekt.


blog comments powered by Disqus