"Reqiuem" - rozmowa z Hansem-Christianem Schmidem i Bernardem Lange

plakat filmu "Reqiuem" - rozmowa z Hansem-Christianem Schmidem i Bernardem Lange

W swoich filmach opowiadasz o młodych ludziach, o tym, w jaki sposób uwalniają się od swoich rodzin – tak jest np. w „Po piątej w dżungli” („Nach Fünf im Urwald”) i w „Crazy”. „23” („23 - Nichts ist so wie es scheint”) również skupia się na losach młodego chłopaka, Karla Kocha, który traci swoją tożsamość, poszukując miejsca w życiu…

Hans-Christian Schmid: Istnieje widoczna paralela pomiędzy 23 a Requiem. Obydwa filmy opowiadają historie młodych ludzi, którzy zatracają kontakt z rzeczywistością i dochodzą do punktu, z którego nie są już w stanie dostrzec rzeczywistego świata. Nie mogą też zawrócić.

Bernd Lange: Ma to związek z faktem, że dramatyczne sytuacje odciskają silniejsze piętno na ludziach młodych niż na dojrzałych. Czterdziestolatek posiada z pewnością bardziej zrównoważoną osobowość niż dwudziestokilkulatek. W wieku dwudziestu kilku lat człowiek jest bardziej pewny siebie i tego, w co wierzy, nie kwestionuje swoich poczynań tak często, jak osoba dojrzała. To właśnie powoduje, że tacy bohaterowie są bardziej wyraziści.

Hans-Christian Schmid: To okres w życiu, w którym wiele się dzieje. Wszystko jest bardziej skoncentrowane, i później, z perspektywy czasu, zdajesz sobie sprawę, że wiele rzeczy ma swój początek właśnie w tym okresie, że wiele ważnych decyzji zapada właśnie wtedy, i to często w bardzo krótkim czasie. Te właśnie aspekty zostały mocno zaakcentowane w konstruowaniu postaci Michaeli. Przenosimy się we wczesne lata 70. Michaela wychowuje się w surowym domu, po czym nagle znajduje się w samym środku życia studenckiego. Kontrast pomiędzy tymi dwoma światami był wówczas ostrzejszy niż współcześnie. Muzyka, podekscytowanie związane z wejściem w nowy etap życia, jej nieco opóźniona inicjacja seksualna, związek z kolegą, poczucie winy… Wyobrażam sobie, że targały nią ekstremalne emocje.

Czym była iskra, która wznieciła Twoje zainteresowanie całą tą historią?

Hans-Christian Schmid: Reportaż o pielgrzymce do Klingenberga. To miejsce, w którym katolicka studentka Anneliese Michel zmarła w 1976r. z powodu niedożywienia i wyczerpania organizmu po serii kilkudziesięciu egzorcyzmów. Byłem zdumiony tym, że w Klingenbergu nawet 20 lat po śmierci nadal jest czczona jako męczennica przez pielgrzymów z całej Europy. Zacząłem interesować się jej historią, przeczytałem mnóstwo książek na temat egzorcyzmów, jakie odprawiono w XX wieku, a potem zacząłem tworzyć szkic scenariusza. Było to prawie 10 lat temu, i od tego czasu myśl o tej historii mnie nie opuszczała.

Dlaczego aż tyle czasu zajęło Ci zrealizowanie filmu?

Hans-Christian Schmid: Początkowo przyjąłem inny punkt widzenia. Nie potrafiłem zdobyć się na odwagę, żeby w centrum opowieści umieścić postać Michaeli, więc zamiast tego zdecydowałem się opowiedzieć jej historię z perspektywy jej chłopaka. Pozwoliło mi to zachować dystans. Aż do momentu, kiedy ktoś opowiedział mi o Berndzie Lange’u, studencie Akademii Filmowej w Ludwigsburgu, który również zajmował się tym tematem.

Bernd Lange: Historia Michaeli wydała mi się interesująca przede wszystkim dlatego, że dzieje się ona w rodzinie, w której wszyscy zgadzają się na to, że Michaela powinna zostać poddana egzorcyzmom. W jednym z twoich wcześniejszych filmów – „Himmel und Hölle” z 1994r. – zajmujesz się ekstremalnym formami wiary. W jakim stopniu film ten jest poprzednikiem „Reqiem’?

Hans-Christian Schmid: W „Himmel und Hölle” chciałem opisać mechanizm powszechnego zainteresowania sektami. „Requiem” zaś jest swego rodzaju psychodramą o młodej dziewczynie, która znajduje się w sytuacji ekstremalnej. Dziś nie trzeba już nikogo przekonywać, że egzorcyzmy nie są wcale najlepszym sposobem pomagania komuś, kto cierpi na chorobę umysłową. Zafascynowała mnie ekstremalna sytuacja Michaeli: młoda kobieta, otoczona przez rodziców, rodzeństwo, przyjaciół – i wszyscy pragną jej pomóc. Jednak bariery, jakie wywołuje w nich choroba Michaeli, okazują się nie do pokonania.

W religijnym natchnieniu czas traci niejako swoją siłę oddziaływania. Już w „Mechanizmach cudu”, twoim dokumencie o pielgrzymach do Altötting, ludzie żyjący w 1992 r. wyglądają tak, jakby właśnie przybyli z lat 60.

Hans-Christian Schmid: W Mechanizmach cudu efekt ten wynika częściowo z tego, że film jest czarno-biały. Ale to prawda, ludzie ze wsi są często zapobiegliwi; dbają o wszystko i niczego nie wyrzucają. Niedzielne ubrania, samochód, dom zbudowany własnymi rękami – wszystko to jest robione po to, żeby trwać. Jeden z tego typu elementów w „Requiem” to samochód Karla Klingera: jest w klimacie lat 50. Ale z kolei sposób zorganizowania uczelni, na której studiuje Michaela, nie pozostawia wątpliwości, że akcja filmu osadzona jest we wczesnych latach 70.

Dzięki temu film zyskuje specyficzną równowagę.

Hans-Christian Schmid: Film ma przede wszystkim inspirować do zrozumienia pozycji Michaeli w całym konflikcie, sposobu jej zachowania i jej stanu. Moja pozycja jest chłodna i racjonalna: nie wierzę w możliwość opętania przez demony. Niemniej jednak traktuję główną bohaterkę i jej punkt widzenia niezwykle poważnie. Próbuję wczuć się w sytuację osoby, która jest przerażona, cierpi z powodu psychozy, złudzeń i halucynacji.

Bernd Lange: Sama teologia przedstawia różne teorie na temat tego, czy istnienie Boga zakłada również istnienie demonów. Podczas czterech lat, kiedy pisaliśmy scenariusz do filmu, ani przez chwilę nie mieliśmy wątpliwości, że Michaela była po prostu chora. Wiejskie otoczenie oraz surowa religijna atmosfera w połączeniu z poczuciem winy stanowiły płodny grunt, na którym wyrosło przeświadczenie Michaeli o tym, że została opętana.

Bernd Lange: Walter Schmidinger sformułował to niezwykle trafnie: Oni wszyscy zrobią dla niej to, co potrafią najlepiej: zagłaszczą ją na śmierć. Każde z nich w przekonaniu, że to dla jej dobra i szczęścia.

Jak dużo wspólnego ma „Requiem” ze „sprawą z Klingenberga”?

Hans-Christian Schmid: Inspiracją dla Requiem była historia Annelise Michel i wydarzeń, które miały miejsce w Klingenbergu, ale nie chcieliśmy po prostu zrobić filmu biograficznego. Na początku filmu umieściliśmy następującą informację: „Pomimo, iż Requiem zostało oparte na prawdziwych wydarzeniach, bohaterowie i ich działania przedstawione w filmie są wymyślone.” Oddaje ona sedno sprawy. W miarę upływu pracy nad scenariuszem stopniowo oddalaliśmy się od prawdziwej historii Michel. Nasi bohaterowie zaczęli żyć własnym życiem. Zdajemy sobie sprawę z tego, że często zachowują się zupełnie inaczej niż krewni Annelise. Kreując postacie znajomych Michaeli – jej chłopaka, przyjaciółki czy pastora – w ogóle nie starliśmy się rekonstruować charakterów prawdziwych osób.

Bernd Lange: Istnieją oczywiście paralele pomiędzy Annelise i Michaelą, ale tak naprawdę to dwie różne historie. „Requiem” to raczej dokument niż biografia. O wiele bardziej interesowało nas opowiedzenie o samym zjawisku. W jednym ze swoich filmów bracia Cohen umieszczają informację, że ich film powstał na podstawie prawdziwych wydarzeń, podczas gdy w rzeczywistości historia została całkowicie zmyślona. Ale to niesamowite jak zmienia się odbiór filmu, o którym myślisz, że ukazuje prawdziwą historię – nawet, jeśli zdajesz sobie sprawę, że przecież żaden film nie jest w stanie oddać nagiej, nieupozorowanej rzeczywistości. Kiedy zaś piszesz scenariusz filmu, naprawdę inspirowanego czyjąś historią, nie możesz być obojętny na uczucia i motywy postępowania osób, o których opowiadasz.

Czy rozmawialiście z krewnymi Anneliese Michel?

Hans-Christian Schmid: Tak, ale dopiero po zakończeniu zdjęć. Jednym z powodów była chęć wyraźnego oddzielenia historii opowiedzianej w filmie od prawdziwej historii Anneliese. Innym – to, że wiedzieliśmy, iż krewni Anneliese od kilku lat przestali już rozmawiać z dziennikarzami na ten temat. Chcieliśmy uszanować ich potrzebę nieprzypominania o traumatycznych wydarzeniach. Niemniej jednak kilkakrotnie spotkałem się z jedną z sióstr Anneliese. Otwarcie rozmawialiśmy o scenariuszu filmu, o odniesieniach do historii Anneliese, o różnicach pomiędzy nią a filmem, o tym, w jaki sposób ona – o pięć lat młodsza od Anneliese – wspomina chorobę swojej siostry.

Czy inspirowały Was jakieś inne filmy, opowiadające o ludziach cierpiących na choroby umysłowe?

Hans-Christian Schmid: Nie, w każdym razie nie świadomie. Ale podczas kręcenia zdjęć często mam pod ręką całą kolekcję filmów, które stanowią dla mnie punkt odniesienia. W przypadku „Requiem” były to filmy, które oddawały nastrój lat 70., zarówno filmy fabularne, jak i muzyczne czy dokumentalne, czasem nawet taśmy z wiadomościami z tamtego okresu. Aby w realistyczny sposób pokazać ataki epileptyczne, korzystaliśmy z materiałów, które udostępnił nam Szpital Miejski w Berlinie. Dzięki nim mogliśmy sobie uświadomić, że tak naprawdę nie ma jednego określonego typu ataków padaczkowych, ale występują one w różnych postaciach (…).

Co moglibyście powiedzieć o znaczeniu muzyki w Waszym filmie?

Hans-Christian Schmid: To muzyka z lat 70. i jej rola w filmie jest bardzo istotna. Takie utwory jak „Anthem” Deep Purple, który znalazł się już w szkicu dokumentu Bernda Lange’a, czy „Paramechanical World” Amon Düül oddają nastrój tamtych czasów. To muzyka bardzo emocjonalna, ale nie natrętna. Nie traktuje widza protekcjonalnie, jak to się czasem zdarza w kinie, ale pomaga mu wniknąć w opowieść, no, i budzi też wspomnienia.


blog comments powered by Disqus