Recenzja filmu "Wyścig"

Autor: Falleen

Twórcy filmów rwą sobie włosy z głowy w celu stworzenia oryginalnej oraz wciągającej fabuły. Na wszelakie sposoby starają się poruszyć swoją kreatywność, często przy tym nadwyrężając stan własnego zdrowia. Ron Howard prawdopodobnie też miał taki problem, lecz ktoś polecił mu wpisanie w Google frazy "Niki Lauda", a fabuła filmu wyświetliła mu się przed oczami, dając kolejną szansę na przywłaszczenie najbardziej znaczących nagród filmowych tego roku. Mowa tutaj oczywiście o najnowszym dziele Howarda zatytułowanym Wyścig.

Film przedstawia rywalizację dwójki młodych kierowców oraz ich zmagania w długiej drodze do zdobycia mistrzostw w Formule 1. Z jednej strony widz podziwia pedantycznego Austriaka, Nikiego Laudę, dla którego wyścigi to czysta forma kalkulacji połączonej z dwudziestoprocentowym ryzykiem śmierci, z drugiej natomiast swawolnego Brytyjczyka James Hunta, który w ściganiu się widzi pasję oraz ryzyko i dla którego własny samochód to "trumna na kółkach".

Howard z początku stwarza obraz bardzo prosty i symetryczny. Równolegle wywarzają się dwie zupełnie różne postawy życiowe. Hunt oraz Lauda są chodzącymi przeciwnościami. Jeden jest gotowy postawić na szali swoje życie, a drugi zamyka ryzyko w dwudziestoprocentowej skali, której nie zamierza przekraczać – przynajmniej w teorii.

Walka pomiędzy kierowcami napędzana jest nie tylko chorym pragnieniem zwycięstwa czy zaspokojeniem żądnej akcji publiczności. Głównym czynnikiem napędzającym bohaterów do osiągania zawrotnych szybkości jest chęć rywalizacji oraz podziwiania z podium porażki swego największego przeciwnika. Ron Howard świetnie to przedstawia, pokazując widzowi dwa identycznie ujęcia, w których na pierwszym miejscu po Grand Prix jest Lauda, a dopiero później Hunt. Rywalizacja toczy się nie tylko na torze, ale również w życiu prywatnym. Walka o sponsorów, zdobywanie pięknych kobiet czy problemy z własnymi słabościami – te wszystkie aspekty przenoszą się na tor, utrudniając bądź ułatwiając bohaterom zdobycie pierwszego miejsca. Jak widać scenariusz jest bardzo dopracowany. Jednak w obecnej kinematografii wciągająca fabuła to przy dobrych lotach jedynie połowa sukcesu. Widzowie domagają się czegoś więcej od filmowych twórców.

Howard tworząc Wyścig nie mógł się zdecydować, co można określić mianem "coś więcej", więc postanowił się nie ograniczać. Pomijając wspaniałą obsadę ról głównych bohaterów – zarówno Hemsworth, jak i Brühl grają na odpowiednio wysokim poziomie. Reżyser zdecydował się na dwa zagrania, które znacząco podnoszą przyjemność oglądania. Pierwsze to wspaniałe kobiety na czele z Olivią Wildei Alexandrą Marią Larą, których postaci w całości filmu nie mają aż tak wielkiego znaczenia, lecz bez nich obraz straciłby pewną dozę piękna, zarówno w przenośni, jak i dosłownie. Drugim zagraniem Howarda były genialne, pełne dynamiki ujęcia, ukazujące piękno drzemiące w sportach wyścigowych. Reżyser pozwolił też sobie na częściowe przepalenie kolorów w filmie, dzięki czemu widz ma wrażenie, jakby oglądał stare archiwalne nagrania.

Ron Howard, decydując się nakręcić film o Nikim Laudzie, podjął się ogromnego wyzwania. Tematyka wyścigów F1 nie należy do najbardziej wciągających motywów. Reżyser musiał stworzyć film odpowiadający zarówno fanom Formuły, jak i zwykłym widzom. Howard wiedział, że mimo ogromnego nakładu finansowego na produkcję nie uraczy oglądających efektami specjalnymi, gdyż zwyczajnie nie miał gdzie ich umieścić, więc postawił ogromny nacisk na fabułę, która powoli i skrupulatnie wciągała widza, nie pozwalając mu się nudzić. Tym prostym podejściem reżyser załatwił sobie pole position w filmowym wyścigu o miano najlepszego tytułu roku.  


blog comments powered by Disqus