Nie-samotna reakcja

plakat filmu Nie-samotna reakcja

Wydawałoby się, że S@motność w sieci to murowany sukces komercyjny: 350 tysięcy egzemplarzy sprzedanej powieści zapewnia spore audytorium, do tego obsada z najwyższej półki i niebanalny reżyser. Kinowy pewniak. Tylko, że nowy film Witolda Adamka to opowieść pusta i słaba. Czy można więc liczyć na planowany podbój box office’ u?

Kiedy siedziałem na seansie S@motności w sieci na XXXI Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdynii, starając się na przemian nie zdrętwieć z nudów i nie wybuchać śmiechem, nabrałem wiary i nadziei w naszą publiczność. Początkowe zainteresowanie historią z ekranu zamieniało się stopniowo w powszechne ataki kaszlu i zbiorową potrzebę przejrzenia zawartości karty sim na telefonach komórkowych. Z czasem, na sali podziwiać można było nieudolność filmu Adamka wespół w zespół z paletą świetlistych barw wyświetlaczy komórek. I nie sposób się tu dziwić takiej mało uprzejmej reakcji, bo S@motność w sieci to film po prostu fatalny. Nie czytałem książki Janusza L. Wiśniewskiego, ciężko mi więc oceniać, czy za koszmarną konstrukcją postaci stoi pierwowzór literacki, czy adaptacja na scenariusz filmowy (tego samego autora zresztą). Tak czy inaczej, nawet najbardziej usilne starania aktorskie nie byłyby w stanie wypełnić uczuciem papierowych postaci, przeżywających tak ważną dla nich miłość jak pszczółka Maja obcowanie z Guciem. W filmie brak wyrazistości, głębi, bark czegokolwiek co potrafiłoby zatrzymać oczy widza. I może dlatego właśnie reżyser wstawia w S@motności w sieci sceny głupie i niepotrzebne. Bo jak inaczej nazwać moment, w którym bohaterka filmu rozmawia przez telefon, a nam przed oczyma rysują się jej nagi pośladki.

Opowieść o internetowej miłości Ewy i Jakuba przypomina nieco Między słowami. I chociaż porównanie to stanowi niewybaczalną obrazę dla dzieła Sophii Coppoli, pewne analogie same się nam narzucają. Ważne jest jednak to, że owe podobieństwa kończą się tu na etapie autorskich intencji, bo powiedzieć, że Adamkowi do Między słowami daleko, to powiedzieć za mało. Film od strony realizatorskiej może nie jest odkrywczy, ale na pewno trudno uznać go za kiepski. Mamy tu dobre zdjęcia, poprawny montaż, kilka ciekawych ujęć - słowem, pa ciekawym Poniedziałku i zabawnym Wtorku, Witold Adamek nakręcił materiał nadający się na niezły trailer. I nic więcej.

W S@motności w sieci zauważyłem jeden tylko naprawdę ciekawy moment. Pewne ujęcie stworzone zostało w taki sposób, że obserwatorem rzeczywistości, a dokładniej głównej bohaterki, jest ekran komputera. Taki narrator w postaci informatycznej maszyny nasuną mi pytanie co powiedziały by o nas nasze komputery czy sieć internetowa, gdyby dać jej zdolność komunikacji. I próba zadania takiego pytania o człowieka w świecie współczesnym wydaje mi się chyba ciekawsza niż banał fabuły Samotności... Bo przecież podziwiać piękno naszych telefonów możemy wszędzie- od kina wymagamy piękna wyższego.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus