Zabawa nie dla każdego

plakat filmu Zabawa nie dla każdego

Jeśli w ostatnim czasie ktoś zwątpił, że Amerykanie potrafią straszyć czymś więcej niż kolejną nieudaną przeróbką japońskiego horroru, powinien obejrzeć Piłę w reżyserii Jamesa Wana.

Piłę określić można w skrócie jako połączenie Siedem Davida Finchera z Cubem Vincenzo Natali. W obsurnej łazience budzi się dwóch mężczyzn. Każdy z nich przykuty jest do przeciwległej ściany, obydwai nie wiedzą w jaki sposób i po co znaleźli się w tym miejscu. W połowie drogi między nimi leżą zwłoki mężczyzny, który strzelił sobie z pistoletu w głowę. Za chwilę dowiemy się, iż żyjący są uczestnikami gry, w której jeden z nich ma zabić drugiego by uratować życie swoje i swojej rodziny. Wiszący na ścianie zegar nieubłaganie odmierza czas...

Zrealizowany prostymi środkami obraz przekonuje, iż kino za oceanem nie wystrzelało się z pomysłów, a do zrealizowania trzymającego w napięciu dreszczowca nie potrzeba tony efektów specjalnych ani hektolitrów krwi. Wystarczy dobry scenariusz i sprawna ekipa do jego realizacji. W dużej mierze o kształcie filmu decydują, towarzyszące niezależnym produkcjom, ograniczenia budżetowe. Niski budżet to świadoma rezygnacja z tzw. "hollywoodzkiej" doskonałości na rzecz pewnej surowości warsztatu, a także zupełnie inny "garnitur" aktorów. Brak znanych twarzy to rozwiązanie in plus choć umiejętności poszczególnych członków obsady Piły zaliczyć wypada po prostu do poprawnych. W takim "ekosystemie" tym bardziej istotny staje się kształt opowieści, którego nie można zamaskować żadnym blichtrem.

Zabawa, którą reżyser toczy z widzem od początku filmu, nie spodoba się być może każdemu. Znajdą się zapewne tacy, którzy poczują się oszukani rozwiązaniem ekranowej intrygi. Ależ czyż kino samo w sobie nie jest od początku do końca oszustwem? I czyż nie siadamy w kinowym fotelu po to, by dać się oszukać?


blog comments powered by Disqus