"Scherzo Diabolico" - recenzja filmu

Kiedy pożądasz władzy…

Główny bohater jest księgowym w jednej ze świetnie prosperujących firm. Oddanie pracy sprawia, że niejednokrotnie ważniejsze wydają się być dla niego liczby niż sama rodzina. Kwestia nadgodzin nie jest dla mężczyzny problemem, ponieważ każdy grosz (czy też pesos) przyda się na utrzymanie żony i syna.

Jednak sprawa komplikuje się, kiedy po urlopie wraca szef, a dodatkowe wynagrodzenie nie zostaje wypłacone. Aram (Francisco Barreiro) nie zamierza się poddawać – wie, że choćby starał się jeszcze bardziej, to i tak nie otrzyma upragnionego awansu. Obmyśla więc brutalny plan porwania nastoletniej córki szefa.

Autorem Scherzo Diabolico jest Adrian Garcia Bogliano. Tuż po seansie filmu na festiwalu Splat!FilmFest Horror Festiwal w Lublinie, jeden z kolegów-dziennikarzy zasugerował, że twórca ten nie powinien już sięgać po kamerę. Jednak Bogliano jest w Argentynie uznawany za boga (nie bez przesady!) kina niezależnego. Jego poczynania mogliśmy w ostatnich latach oglądać w segmencie pt. B is for Bigfoot z głośnej, filmowej antologii The ABC’s of Death, a wcześniej w Sudor frio czy Here comes the Devil. Jeżeli widzieliście właśnie te tytuły, po Scherzo Diabolico możecie spodziewać się podobnego tonu – od thrillera, po czarną komedię z hektolitrami krwi i rozczłonkowywaniem na czele.

Reżyser nie szokuje nawet w kulminacyjnych momentach, na przykład podczas włączenia płyty z muzyką klasyczną w domu Licenciado i późniejszych konsekwencjach tego czynu. Jest brutalnie, ale i zabawnie. Niestety, historia nie porywa tak, jak życzyliby sobie twórcy. Francisco Barreiro ma w sobie magnetyzm, a jego czarnym oczom lepiej nie ufać. Jako kochający mąż i oddany pracownik, opiekujący się także schorowanym na Alzheimera ojcem jest bardzo przekonujący. Debiutując w roli porywacza również radzi sobie całkiem nieźle. Plan wydaje się być idealny, ale nie wszystko idzie po jego myśli…

Scherzo Diabolico miało w sobie potencjał na coś więcej niż tylko film o kolejnym porwaniu i zemście. Całość potęgowały dźwięki muzyki klasycznej, które niejednokrotnie brzmiały w tle. Wiedząc, że to film Bogliano, można było oczekiwać niewielkiego budżetu, średniej gry aktorów (czy wręcz naturszczyków), a także krwawej jatki. Z thrillera ze wstawkami komediowymi, robi się nam jednak meksykańska wersja trylogii Bez litości. Przetrzymywana dziewczyna staje się nieuchwytną maszyną do zabijania, powoli rujnując życie Aramowi i bliskim mu osobom. W oczekiwaniu na dobre kino grozy z iberyjskim zacięciem można się jednak zawieść. Nieprzemyślany obraz bez napięcia, które wciągnęłoby widza. Scherzo Diabolico samo w sobie miało duży potencjał, który niestety zmarnowało.

Korekta: osti


blog comments powered by Disqus