Spalić po nakręceniu

plakat filmu Spalić po nakręceniu

W przypadku Senności reżysersko-scenariuszowemu tandemowi Wojciech Kuczok - Magadalena Piekorz nie sposób odmówić ambicji, połechatanej dodatkowo całkiem niedawnym (2004) zwycięstwem ich debiutanckich Pręg na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Niestety nagrody i splendor najwyraźniej przytępiły krytyczny zmysł tej dwójki i w efekcie, zamiast uraczyć podniebienia widzów czymś wykwintnym, zafundowali nam filmowy zakalec.

Zaczyn wyglądał z pewnością interesująco. Oto tytułowa "senność" - metafora życia w letargu opisana na przykładzie trzech postaci: cierpiącej na narkolepsję aktorki (Róża - Małgorzata Kożuchowska), śmiertelnie chorego pisarza (Robert - Krzysztof Zawadzki) oraz młodego lekarza homoseksualisty (Adam - Rafał Maćkowiak). Każde z nich męczy się uwięzione w rodzinnych i społecznych konwenansach, i podskórnie pragnie radykalnej zmiany, która przyniesie wyzwolenie. Niestety swe wewnętrzne dramaty prezentują widzom z telenowelową manierą grubego przerysowania. Miast grać, pompatycznie wygłaszają do kamery napisane kwestie. Grafomańskich mądrości, jakie wsadził w usta bohaterów Wojciech Kuczok, nie powstydziłby się etatowy duet Kevina Smitha - Jay i Cichy Bob. O ile jednak tej dwójki z założenia nie da się traktować poważnie, to bohaterów Senności mieliśmy odebrać serio. Wygłaszane z kamienną twarzą kwestie wywołują jednak wyłącznie salwy śmiechu.

Bohaterom Senności zwyczajnie brak głębi, abyśmy mogli na serio potraktować ich osobiste tragedie. Zamiast solidnej psychologicznej podbudowy dostajemy pakiet papierowych kukieł opatrzonych krótkimi komentarzami: polityk-nacjonalista, pisarz-frustrat, żona-hetera, Polak-katolik, bojący się coming-outu gej, niespełniona aktorka eksperymentująca w kuchni niczym uczestniczki zlotu czarownic na Łysej Górze itp. Miast spójnej rzeczywistości "tu i teraz" mamy nieudolnie sporządzoną miksturę stereotypów i popełnionych na siłę udziwnień.

Nie wiem, czym kierowała się gdyńska widownia, przyznając, pominiętemu całkowicie w werdykcie konkursowego Jury, nagrodę Złotego Klakiera (najdłużej oklaskiwany film festiwalu). Mam jednak wrażenie, iż były to brawa niezwykle sarkastyczne.

Senność kończy scena, w której pilot motolotni rozsypuje nad ziemią prochy zmarłego Roberta. Szkoda, że po ukończeniu zdjęć nie zrobiono tego samego z negatywem.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus