Recenzja filmu "Serce, Serduszko"

To prawda, że potrzeba kina familijnego w Polsce jest bardzo duża. Prawdą jest też fakt, że trudno nam konkurować z amerykańskimi produkcjami, które obfitują w znakomite efekty specjalne, animację i scenografię. Jednak nie musimy porywać się z motyką na słońce. W historii naszej kinematografii istnieje kilka filmów familijnych, których nie musimy się wstydzić, takich jak Cudowne dziecko czy Akademia Pana Kleksa.

Niedawno zasłyszałam ciekawe stwierdzenie, że współczesne dzieci rodzą się przy telewizorze. Czasem tatuś zostawia mamusię, czasem mamusia zostawia tatusia, a telewizor zostaje. Aby wyrwać dziecko, a w szczególności całą rodzinę sprzed telewizora do kina – potrzeba czegoś więcej. Współcześni widzowie stawiają przed twórcami filmowymi zdecydowanie wyższe oczekiwania..

Serce, Serduszko Jana Jakuba Kolskiego to film, który może byłby dobry 40 lat temu, ale przy dzisiejszych możliwościach filmowych – to antyk. Obraz jest przaśny, pretensjonalny, staroświecki. Rozumiem, że może brakować pieniędzy, ale na pewno nie środków. W takim wypadku lepiej pokierować się zasadą – mniej znaczy więcej, natomiast w filmie Kolskiego obowiązuje przerost formy nad treścią. Widać nim co prawda bogactwo scenografii, kostiumów, charakteryzacji, ale przez przebija się przez nie bieda inscenizacyjna. Wiadomo jest, że Jan Jakub Kolski upatrzył sobie polską prowincję i bardzo dobrze, bo posiada ona baśniowy potencjał. Jednak dlaczego wieś musi być, aż tak przerysowana i groteskowa? Nie rozumiem dlaczego w polskich filmach to przerysowanie idzie zawsze w tą brzydszą i pesymistyczną stronę, a nie w piękniejszą i optymistyczną. Kino powinno nas inspirować do działania, a nie wskazywać, że wszystko pozbawione jest sensu i kończy się tak, jak się zaczęło.

Produkcja Kolskiego z założenia miał być pasjonującym filmem drogi, jednak na ekranie obserwujemy zlepek historii (często zaczerpniętych z innych filmów z niemającym uzasadnienia zakończeniem). Można powiedzieć, że Serce, Serduszko jest polską parodią Billy’ego Elliota, z pretensjonalną piosenką i choreografią na zakończenie filmu. Należy pochwalić grę Julii Kijowskiej(Kordula) i Marysi Blandzi (Maszeńka). Ich postacie są naprawdę charyzmatyczne, mocne, pozbawione sztuczności, a nawet gaszące występ Marcina Dorocińskiego, któremu nie pomaga nawet taniec w stroju baletnicy. Chyba najciekawszą sekwencją w filmie jest występ raperski Borysa Szyca w przebraniu księdza. Być może należało nagrać teledysk, nakład byłby mniejszy, a odzew większy.

Warto zwrócić uwagę na znakomicie napisane dialogi, a w szczególności cięte riposty. Od dawna wiadomo, że siłą filmu jest obraz - nie słowo, ale też nie jest dobrze, gdy wizualizacji jest za dużo. W produkcji dzieje się dużo, bo prócz zwykłej fabuły mamy też animację i to zrobioną po linii najniższego oporu. Prymitywne dziecięce rysuneczki nie robią na widzu wrażenia, choć nie można odmówić im uroku. W czasach, w których ośmiolatkowie znają się na grafice i animacji komputerowej lepiej niż niejeden dorosły, serwowanie takiej prymitywnej animacji – to strzelanie sobie samobója.

Serce, Serduszko jest jak dziecięca kolorowanka – zbyt dosłowny, trochę jak pokolorowanie wnętrza konturów kolorowymi kredkami dostępnymi z pudełka. Obraz Kolskiego pozbawiony jest subtelności i lekkości. Montaż jest zbyt statyczny, nie ma w nim łagodnego przejścia i płynności - przez co film robi się ociężały.

Jan Kolski to jeden z najciekawszych współczesnych polskich twórców. Właśnie dlatego, że podąża własną drogą i jak dotąd mu się to udaje. Pozostaje mieć nadzieję, że Serce, Serduszko to chwilowa słabość reżysera, bądź film zrobiony na zamówienie. Obraz Kolskiego nie jest złym filmem, jednak byłby dobry, gdyby powstał w czasach PRL- u.

Serce, Serduszko nie jest filmem dla dzieci, młodzieży, ani też dla rodziców , jeżeli już – to dla alkoholików potrzebujących motywacji do rzucenia nałogu. Problem produkcji Kolskiego polega na tym, że porusza zbyt wiele wątków, nie mogąc w nich znaleźć wspólnego mianownika i jednego celu dla tej męczącej, dwugodzinnej filmowej podróży.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus