Nowe? Nie, wyprodukowane w Bristolu – recenzja filmu "Baranek Shaun"

W zalewie taśmowej, animowanej komputerowo tandety miło czasem zobaczyć perełki tworzone przy pomocy tradycyjnych technik. Filmy bezpretensjonalne, szczere, skromne, a jednocześnie niezwykle zabawne i inteligentne, w które ich twórcy włożyli nie dużą ilość pieniędzy, a przede wszystkim – wiele serca.

Brytyjskie studio Aardman specjalizuje się w takich właśnie produkcjach. Pełnometrażowe Uciekające kurczaki, "szorty" z Wallacem i Gromitem oraz seriale takie jak Zwierzo-zwierzenia – to przykłady nieskrępowanej fantazji pracowników mieszczącej się w Bristolu wytwórni. Baranek Shaun nie jest wyjątkiem. Autorom przygód rezolutnej owcy wystarczyło pomysłów, by w ciągu siedmiu lat wyprodukować 130 odcinków serialu, 82 części pobocznej serii o przygodach Timmy'ego, a teraz również film pełnometrażowy  z Shaunem w roli głównej.

Pomysł stworzenia kinowej wersji perypetii niesfornego baranka na pierwszy rzut oka wydaje się karkołomny i budzi wiele obaw – w końcu nie wszystkie rozwiązania, które sprawdzały się w siedmiominutowych epizodach, będą zawsze równie dobrze funkcjonować w długim metrażu. Po pierwsze, bohaterowie Baranka Shauna nie posługują się artykułowaną mową, a treści ich rozmów widz domyśla się z gestykulacji, mimiki i dźwięków wydawanych przez postaci. Ponadto, większość odcinków serialu opiera się na podobnym schemacie oraz typie humoru: z pozoru świetny plan gospodarza lub któregoś ze zwierząt wywołuje lawinę nieprzewidzianych i komicznych wypadków, zaś Shaun, Bitzer i pozostali mieszkańcy farmy starają się jakoś to wszystko odkręcić.

Twórcy filmu pozostali wierni wypracowanej w serialu formule, fantastycznie wykorzystując jej potencjał, a jednocześnie pokonując związane z nią trudności. Scenarzyści sprawnie scalili kilka wątków, dzięki czemu akcja płynnie posuwa się do przodu, a widzowie nie odnoszą wrażenia, że oglądają po prostu posklejane ze sobą odcinki. Historia opowiedziana została w sposób klarowny, a dzięki sprawnej reżyserii i dopracowanej animacji, brak dialogów nie przeszkadza w jej śledzeniu. Nie ma sensu przybliżać tu fabuły, ponieważ z jednej strony jest ona pretekstowa, z drugiej zaś – najlepiej samemu przekonać się, jakie zwroty akcji przygotowali autorzy scenariusza. Warto za to wspomnieć o pojawiających się tu i ówdzie smaczkach i nawiązaniach, które niewątpliwie rozbawią starszych widzów.

Efektu dopełnia przepiękna animacja charakterystyczna dla filmów Aardmana. Zrealizowany w technice poklatkowej Baranek Shaun jest naprawdę godny podziwu pod względem realizacyjnym. Dokładnie wykonane postaci wraz z niezwykłą ilością rekwizytów zostały umieszczone w przygotowanym z pietyzmem otoczeniu. Animatorzy nie tylko doskonale oddali ruch głównych bohaterów, ale również  zadbali o postaci tła, dzięki czemu miasto, w którym toczy się większa część akcji, sprawia wrażenie prawdziwie żywego. Doznania estetyczne same w sobie stanowią wystarczający powód dla zapoznania się z tym obrazem.

Baranek Shaun ani nie wyznacza nowych standardów, ani nie przełamuje schematów – jego twórcy nie mają takich ambicji. Zamiast tego oferują widzom solidną, niezobowiązującą rozrywkę, sympatyczne postaci oraz humor oscylujący pomiędzy slapstickiem, absurdem a inteligentnymi aluzjami. Tytułowy bohater przebył niesamowitą drogę od swojego debiutu w krótkometrażowym Goleniu owiec z 2002 roku, osiągając w międzyczasie status postaci kultowej. Mimo wielu potencjalnych przeszkód, na wielkim ekranie radzi sobie równie dobrze, jak w telewizji. Najnowsze przygody Shauna nie rozczarują jego wiernych fanów i z pewnością przysporzą mu wielu nowych.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus