Z małego ekranu na duży - recenzja odcinka specjalnego "Sherlock i upiorna panna młoda"

Autor: Korni

Sherlock ma grono wielbicieli na całym świecie, także w Polsce, o czym może świadczyć fakt kilkunastu seansów, do których pojedyncze multipleksy zwiększyły emisję specjalnego odcinka telewizyjnego show.  7 stycznia - po raz pierwszy w kinie  - mogliśmy obejrzeć  serialowych bohaterów: Dr Watsona i oczywiście tytułowego Sherlocka Holmesa  w zupełnie nowej, wiktoriańskiej odsłonie.

Z czasów współczesnych, w których toczy się akcja serialu, cofnęliśmy się w do 1895 roku. Bohaterowie mają te same personalia, ale wyglądają zgoła inaczej – Sherlock (Benedict Cumberbatch)został pozbawiony swojej bujnej fryzury, a Dr Watsonowi (Martin Freeman) urosły zakręcone wąsy. Ich ciekawość świata i umiejętność rozwiązywania zawikłanych spraw nie uległa zmianie. Nierozłączny duet staje przed odkryciem tajemniczej zagadki morderczyni wstającej z grobu. Do rozwikłania niezwykłego śledztwa dołącza brat Sherlocka (Mark Gatiss) oraz żona Watsona (Amanda Abbington).

Świetne, wyrwane z epoki kostiumy sprawiają, że ledwo możemy ich rozpoznać. W obsadzie nie zabrakło także powracającego w wizjach detektywa geniusza zła Jima Moriaty (Andrew Scott).  

Półtoragodzinny odcinek specjalny daje fanom serialu to, czego mogli się spodziewać – kryminalną historię, ze znanymi postaciami, w zupełnie nowej odsłonie. Fabuła nie jest pozbawiona ironicznego, brytyjskiego poczucia humoru, napięcia i elementów kina grozy. Dla tych, którzy z serialem nie mieli okazji wcześniej się zetknąć, seans jest równie atrakcyjny, co dla wiernych wielbicieli Sherlocka.

O ile niektóre wątki mogą być dla tych widzów niejasne, to wciągające wydarzenia (w dopracowanej scenograficznie formie) i nawiązania do klasycznej literatury Arthura Conan Doyle'a sprawiają, że po obejrzeniu pełnometrażowego obrazu Sherlock i upiorna panna młoda chcemy bliżej i jak najszybciej poznać serialowego detektywa.

Korekta: Ewelina Chruściel


blog comments powered by Disqus