Widmo, które nie próżnuje

plakat filmu Widmo, które nie próżnuje

W 1912 roku powstała pierwsza filmowa adaptacja jednej z japońskich sztuk kabuki, w której głównym czarnym charakterem była kobieta o bladej cerze z długimi kruczoczarnymi włosami opadającymi jej na twarz. Prawie sto lat później w kinie azjatyckim nadal obcujemy z tą postacią, a twórcy przedstawiają nam coraz to nowe wariacje na ten temat. W roku 1998, gdy do kin trafił Ringu, magia azjatyckiego horroru opanowała świat. Powstałe później filmy bardziej lub mniej udanie wracały do tematu, w większości jednak wykorzystywały popularność obrazu Nakaty do osiągnięcia krótkotrwałego sukcesu. Zdarzały się też chlubne wyjątki jak choćby seria Ju-On wyreżyserowana przez Takashi’ego Shimizu. Teraz do wąskiego grona znakomitych filmów grozy rodem z Azji ma szanse trafić Shutter-Widmo, tajlandzka produkcja wchodząca do naszych kin 3 lutego.

Seans rozpoczyna się bez fabularnych fajerwerków – po zakrapianym alkoholem spotkaniu z przyjaciółmi, fotograf Thun i jego dziewczyna Jane wracając do domu potrącają samochodem młodą dziewczynę. Czym prędzej opuszczają miejsce wypadku pozostawiając leżącą bez ruchu ofiarę na ulicy. To zaledwie początek ich kłopotów, gdyż ich życiu zaczynają towarzyszyć dziwne zdarzenia.

Oprócz standardowych rozwiązań, do których przyzwyczaili już nas azjatyccy twórcy, Banjong Pisanthanakun i Parkpoom Wongpoom wykorzystali nowe chwyty mające nas przestraszyć – zdjęcia. To właśnie na obrazach zarejestrowanych przez aparat kryje się klucz do tajemnicy ducha nawiedzającego Thuna, Jane, a później także ich przyjaciół. Na uwagę zasługuje także fakt, iż w filmie zostały wykorzystane autentyczne fotografie, na których rzekomo uważny widz może zobaczyć zjawę. Nasze filmowe widmo również nie próżnuje i swoje pole działania rozszerza także do snów oraz rzeczywistości, która okazuje się jeszcze bardziej przerażająca niż koszmary senne.

Shutter, podobnie jak Ringu czy Dark Water, mocno akcentuje elementy kina giallo - kryminalne dochodzenie w otoczeniu sił nadprzyrodzonych. W Shutter jednak wyjaśnienie zagadki jest o wiele bardziej zaskakujące niż w wymienionych powyżej pozycjach i może stanowić niespodziankę nawet dla największych wyjadaczy azjatyckich horrorów.

Mimo, iż film jest dziełem debiutantów, nie znajdziemy tu śladu amatorszczyzny, ale także nic nie jest w stanie nas zaskoczyć – dynamiczny montaż i teledyskowa konwencja są charakterystyczne dla horroru A.D. 2005 i nie wnoszą do gatunku nic nowego. Niepotrzebnie też twórcy po raz kolejny sięgnęli po wyeksploatowany rodzaj straszaka, czyli bladej kobiety o czarnych włosach, nie dając jej żadnych atrybutów nieznanych nam z innych azjatyckich produkcji.

Tak czy inaczej, Shutter stanowi świetną rozrywkę i można uznać go z najlepszych azjatyckich horrorów, jakie gościły w Polsce w ciągu ostatnich lat. Mimo, iż nie wyznacza żadnych nowych trendów, pozwala wierzyć, że jest szansa by było lepiej z kinem grozy, a przede wszystkim bardziej strasznie. Nie tylko za sprawą bolącego karku...


blog comments powered by Disqus